Reklama

Reklama

Matty Cash. Jak to było z wahadłami w reprezentacji Polski

Matty Cash jako prawy wahadłowy może być istotnym wzmocnieniem reprezentacji Polski. Pozycja na której gra to dowód na to, jak zmienia się taktyczna świadomość oraz jak wiele można wycisnąć z drużyny przy mocnym wahadle.

W dawnych czasach, gdy gra była bardziej statyczna, rola bocznego pomocnika nie była tak istotna jak obecnie. W dzisiejszych czasach wahadłowy przejmuje obowiązki jednocześnie  skrzydłowego i bocznego obrońcy, pozwalając trenerowi na to by innego piłkarza ze składu - spełniającego dotąd jedno z tych zadań - przeznaczyć do innych celów. Dobry wahadłowy nie ma jednak sensu przy ustawieniu czwórką obrońców. W pełni można wykorzystać jego możliwości gdy drużyna gra trójką obrońców. Asekuruje w obronie, daje większą możliwość rozegrania piłki kolegom z drugiej linii a kiedy trzeba - wspomaga atak. Żeby tak grać trzeba mieć końskie zdrowie, biegać nie tylko dużo ale i szybko. 

Reklama

Prekursorem wahadłowego był Grzegorz Lato

W systemie 4-3-3 i 4-4-2 czyli przy czterech obrońcach taki piłkarz nie był potrzebny co nie znaczy, że nie dało się zaobserwować u niektórych zawodników smykałki do takiego pozycji - gdyby istniała. Moim zdaniem w roli wahadłowego świetnie sprawdziłby się Grzegorz Lato, który zresztą u Antoniego Piechniczka na mundialu w Hiszpanii grał już na bocznej prawej pomocy gdzie bardzo dużo biegał. Do zmiany pozycji doszło przed meczem z NRD w Chorzowie w eliminacjach mistrzostw świata. W kadrze nie mogą pojawić się m.in. zawieszeni za aferę na Okęciu Józef Młynarczyk i Zbigniew Boniek. Trener Piechniczek powołał wówczas na zgrupowanie aż trzech piłkarzy z zagranicy, co zdarzyło się pierwszy raz w dziejach reprezentacji: Latę, Andrzeja Szarmacha i Jana Tomaszewskiego. na zgrupowaniu w Wiśle przez tym meczem ustalono, że Lato będzie grał na prawej pomocy, tam od początku widział go Piechniczek. - Będę grał tam, gdzie mnie trener postawi. Pasuje mi wszystko z wyjątkiem bramki - opowiadał mi po latach późniejszy prezes PZPN o własnej reakcji na ten pomysł. Drugi gol w meczu z Peru to klasyczny przykład na to jakie bramki może zdobywać wahadłowy...

Żelazne płuca Roberta Warzychy

Na przełomie lat 80. i 90. Polska przez pewien okres grała systemem 3-5-2 wprowadził go nowy selekcjoner Andrzej Strejlau. Pierwszym klasycznym prawym wahadłowym został więc Robert Warzycha z Górnika Zabrze, który miał wielkie zdrowie do biegania. Kiedy trzeba było wspomagał środkowych obrońców - Zbigniewa Kaczmarka i Krzysztof Budkę. Z lewej strony sprawa wyglądała nieco inaczej, bo lewy wahadłowy Jacek Ziober świetnie sprawdzał się w grze do przodu, przy bronieniu nie było już tak idealnie, dlatego wspomagał go tam trzeci obrońca, o inklinacjach zresztą do gry ofensywnej - Dariusz Wdowczyk. Tak to właśnie wyglądało w pierwszym meczu Strejlaua jako selekcjonera, w sierpniu 1989 roku.

Polska grając w ten sposób nie zdołała awansować do mistrzostw świata we Włoszech więc na pewien czas Strejlau wrócił do gry czwórką obrońców. Próbował jeszcze wahadłowych w eliminacjach na mistrzostwa Europy do Szwecji. Na prawym wahadle byli próbowani m.in. Marek Rzepka  a na lewym - Janusz Góra, Andrzej Lesiak, Jarosław Araszkiewicz albo Jacek Bednarz. Po udanych igrzyskach w Barcelonie trener Strejlau próbował w tej roli Dariusza Adamczuka i Andrzeja Kobylańskiego po prawej stronie a Marka Koźmińskiego - po lewej.    

Grę w systemie 3-5-2 rozpoczynał też przygodę z reprezentacją selekcjoner Henryk Apostel - w pierwszym meczu z Hiszpanią na skrzydłach zagrali Jacek Grembocki (na prawym) i Marcin Jałocha (na lewym). Potem z lewej strony próbowany był też Adam Fedoruk, ale najczęściej ta rola zaczęła przypadać Koźmińskiemu.

Jerzy Engel zarzucił ustawienie z trójką obrońców

To były jednak jeszcze czasy kiedy wahadłowi nie byli jeszcze aż tak wahadłowi choć można tych piłkarzy uznać za pierwowzór grania w ten sposób. Eliminacje mistrzostw Europy w Anglii przerżnęliśmy właśnie w taki sposób a w słynnym meczu ze Słowacją, który przerżnęliśmy 1-4 a czerwone kartki dostali Świerczewski i Kosecki - na skrzydłach w systemie 3-5-2 grali Tomasz Iwan z prawej i Jacek Bednarz z lewej.

Za drugiej kadencji Antoniego Piechniczka w systemie 3-5-2 szansę gry na skrzydłach dostawali Tomasz Hajto (na prawej) i Henryk Bałuszyński (na lewej) a Adam Ledwoń był próbowany po obu stronach. W latach 90. ostatni raz Polska zagrała tym systemem już za Janusza Wójcika, w meczu z Luksemburgiem, po obu stronach hasali wówczas Hajto i Rafał Siadaczka. Jerzy Engel na stałe wrócił do gry czwórką obrońców.

Paulo Sousa, nowa era, inne realia

Do systemu gry trójką obrońców reprezentacja wróciła już w innej epoce. Teraz od wahadłowych zależy znacznie więcej niż kiedyś. Rewolucyjnej zmiany w ustawieniu reprezentacji Polski dokonał Paulo Sousa. W tegorocznym marcowym meczu z Węgrami w eliminacjach mistrzostw świata reprezentacja zagrała trójką obrońców (Przemysław Bereszyński - Michał Helik - Jan Bednarek) oraz wahadłowymi (Sebastian Szymański z prawej i Arkadiusz Reca z lewej). Portugalczyk konsekwentnie trzymał się już potem grą wahadłowymi - role tę pełnili Kamil Jóźwiak, Przemysław Frankowski, Tymoteusz Puchacz i Przemysław Płacheta. 

Ściągnięcie Matty'ego Casha to chęć podniesienia gry na prawym wahadle na wyższy poziom. Rok temu Aston Villa zapłaciła za Casha blisko 16 mln euro. W Premier League, w klasycznym ustawieniu z czterema defensorami jest prawym obrońcą, ma jednak wiele zadań ofensywnych. Do taktyki preferowanej przez Paulo Sousę nadaje się więc świetnie. Prawe wahadło to pozycja na której od września zagrało w reprezentacji kilku zawodników. To Jóźwiak, Frankowski, Bereszyński oraz debiutujący z San Marino zdolny Jakub Kamiński. Wydaje się, że głównymi konkurentami Casha będą Jóźwiak i Frankowski. W ostatnim meczu z Albanią Jóźwiak wybiegł w pierwszym składzie, po przerwie został zmieniony przez Frankowskiego, który w Lens zbiera świetne recenzje. Czy Cash wywinduje grę wahadłowego na wyższy poziom a jego współpraca z Robertem Lewandowskim będzie owocowała konkretami? Przekonamy się już wkrótce. 




Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL