Reklama

Reklama

Euro 2020. Nie czuję wściekłości pierwszy raz od 1982 roku

Polska odpadła, koniec. Ale wiecie co? Pierwszy raz po odpadnięciu Polski z wielkiej imprezy nie czuję wściekłości. Ostatni raz zdarzyło mi się to w... 1982 roku

Tamten mundial w Hiszpanii sprzed prawie 40 lat mnie stworzył jako fana piłki nożnej i jednocześnie wysoko ustawił mój poziom kibicowskich aspiracji. Byłem chowany w poczuciu, że gra Polaków na mundialu jest oczywistością. Spodziewałem się wtedy, że "za cztery lata Polska będzie mistrzem świata". Takie hasło wypisałem sobie zresztą na bandzie boiska do gry w piłkarzyki, którymi się pstrykało. A co było potem?

W 1986 roku byłem wściekły, bo okazało się, że miejsce Polski w czołówce to nie jest jednak stan permanentny, coś dane od Boga, ot tak.

Reklama

W 2002 roku byłem wściekły, bo poczułem się jak wilk o zapadłych bokach po 16-letniej głodówce a ktoś za klatką pomachał mi kawałem mięsa, zaśmiał się i bez słowa zamknął drzwi;

W 2006 roku byłem wściekły, bo na stadionie w Hanowerze siedziałem obok kostarykańskich kibiców i czułem się jak w matriksie wiedząc, że ani oni ani ja nie mamy się z czego cieszyć nawet jeśli nasze zespoły wygrają 10-0;

W 2008 roku byłem wściekły, bo autentycznie uwierzyłem w wielkość tamtej drużyny. Kiedy bije się w eliminacjach Portugalię i Belgię to trudno nie poczuć krwi szybciej płynącej w żyłach.  Poza tym bardzo chciałem żeby debiut w Euro zaznaczył się w niezwykły sposób a... się nie zaznaczył;

W 2012 roku byłem wściekły przez cały turniej, bo oszukali nas przy wyborze stadionów - brak Górnego Śląska wśród gospodarzy pali mnie w policzek do dziś. A potem okazało się, że Polska potrafi spartolić turniej nawet jako gospodarz, nie potrafiąc wygrać choćby meczu. To było dno dna;

W 2016 roku byłem wściekły, bo pierwszy raz w dorosłym życiu poczułem jak to jest gdy Polska wychodzi z grupy. Był to euforyczny trans od którego człowiek się uzależnia i myśli, że będzie trwał i trwał... Tymczasem trans został brutalnie i złośliwie przerwany. Złośliwość polega na tym, że naprawdę niewiele brakowało do spełnienia;

W 2018 roku byłem wściekły, bo poczułem, że naszych piłkarzy nie boi się nikt, pod żadną szerokością i długością geograficzną. A właściwie zdenerwowałem się nie dlatego,  że się nie boi tylko dlatego, że ma rację, że się nie boi;

A teraz?

Teraz wreszcie nie czuję wściekłości. Nie czuję wstydu. Mam nadzieję, że to dobry objaw. 

Dowiedz się więcej na temat: Euro2020 | reprezentacja Polski | Polska | piłka nożna | Paweł Czado

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje