Reklama

Reklama

Cała Polska w cieniu Śląska? Już nie

W dzień, kiedy Legia Warszawa zdobyła piętnasty tytuł mistrza Polski, parafowano umowę o wygaszaniu górnictwa. Jest w tym coś symbolicznego.

Reklama

Największa ilość tytułów mistrzowskich należała do Górnoślązaków od 1938 roku. Tego roku Ruch Wielkie Hajduki zdobył trofeum po raz piąty, wyprzedzając Pogoń Lwów, która brylowała w połowie lat 20. oraz Cracovię, która miała wspaniałą drużynę w całym międzywojniu i potrafiła przełamać  - to z perspektywy czasu niebywały wyczyn - hegemonię Wilimowskiego i spółki w 1937 roku. Oba zespoły z Małopolski mistrzem przed wojną były czterokrotnie.

Śląska piłka: nic nie jest na zawsze

Reklama

Po wojnie pojawiła się potęga Górnika Zabrze, goniącego Ruch, który też przecież nie stał w miejscu. Górnik dogonił Niebieskich w 1972 roku - oba wielkie śląskie kluby miały wówczas po dziesięć tytułów. Chorzowianie na chwilę odskoczyli dzięki wspaniałej drużynie Michala Vicana w połowie lat 70, jednak w następnej dekadzie Górnik wyszedł na prowadzenie: w 1988 roku zdobył czternasty tytuł. Nieustępliwy Ruch pogodził się z tym tylko na rok.

Od 1989 roku oba zespoły przez dziesięciolecia były ex aequo liderami w tej swoistej rywalizacji. Legia w tamtym momencie miała zaledwie cztery tytuły!

Świat od tego czasu zmienił się jednak bardzo. Kiedy część Górnego Śląska znalazła się w obrębie II Rzeczpospolitej w ponad 50 kopalniach wydobywano 75 procent polskiego węgla, produkowano 100 procent koksu, 75 procent żelaza i stali, prawie 100 procent cynku i ołowiu.

Zobacz skróty półfinałowych spotkań LM

Sprawdź teraz!

Początkowo nikt nie łączył możnych protektorów w futbolem, generalnie przedwojenne kluby były biedne, dochód przynosiły im dodatkowe towarzyskie mecze. Zmieniło się to w PRL-u, a tak się szczęśliwie złożyło, że w latach 50., 60. i 70. obrodziło u nas niespotykaną ilością fantastycznych talentów, wydaje się, że klimat dla piłki był wówczas najlepszy. Mecenat przemysłu, który traktował pomoc prestiżowo, przysłużył się niebywale futbolowi Górnego Śląska. W pewnej chwili można było nawet się zachłysnąć i... przypuszczać, że tak będzie zawsze; że region permanentnie wyżywi nie tylko sam siebie, ale i całą Polskę, że permanentnie dostarczy talentów nie tylko dla siebie, ale i całej Polski (warto prześledzić kadry klubów z dużych miast spoza Śląska w czasach PRL-u).

Czasy kiedy produkcja przemysłowa wyznaczała miejsce państw na arenie międzynarodowej jednak minęły. Minął PRL. Nadeszła batalia o trwanie. Trwanie śląskiego futbolu na w miarę konkurencyjnym poziomie.

Legia Warszawa wyprzedza śląskie kolosy

Moim zdaniem idealnie jest kiedy duże kluby z tradycjami mają prywatnych właścicieli, a samorząd odpowiada ewentualnie jedynie za bazę. Rzeczywistość jednak jest inna. Owszem, na Górnym Śląsku po upadku PRL-u kluby żyjące w powszechnej kibicowskiej świadomości były przejmowane przez prywatnych właścicieli. Wyniknęło z tego mnóstwo frapujących historii dla kronikarzy śląskiego futbolu, ale wszyscy ci biznesmeni nie byli jednak w stanie zapewnić trwałej, silnej pozycji naszej piłce. Byli na to po prostu zbyt słabi finansowo. Niestety nic się nie zmieniło; na Śląsku nadal nie widać prywatnej firmy, która mając odpowiedni potencjał byłaby skłonna trwale zainwestować w klub.

W Legii, której wypada pogratulować mistrzostwa - co niniejszym czynię - potoczyło się to wszystko inaczej. Lepiej. Dziś to nowoczesny klub z ambicjami ponad krajowymi, próbujący wywalczyć pozycję miejsca z którego w świat powinny wychodzić największe talenty z całego kraju, także śląskie. W efekcie wyszła na samodzielne prowadzenie w stawce klubów z mistrzowskimi trofeami.

Ogarnia mnie smutek. Jako reporter śledzę z bliska śląski futbol od pierwszej połowy lat 90., najpiękniejsze triumfy mnie więc ominęły. Długo byłem jak waleczny triceratops, długo machałem szabelką, uporczywie wierząc w szybki renesans śląskiej piłki. Z perspektywy oceniam, że było to urocze i... głupiutkie.

Oczywiście nie jest tak, że śląska piłka zawodowa nie istnieje. Ale czy istniałaby dziś na profesjonalnym poziomie, i tak nieporównywalnym z przeszłością, gdyby nie pomoc samorządów? Niestety trzeba to sobie jasno powiedzieć: bez samorządów nie byłoby dziś zawodowego futbolu na Górnym Śląsku. W ogóle! To powód do niezmiennej troski.

Nasze marzenia nie sięgają już nieba

W fakcie, że w tym samym dniu Legia zdobywa piętnasty tytuł mistrza Polski i parafuje się umowę o wygaszaniu górnictwa - ostatnia kopalnia węgla kamiennego w Polsce ma zakończyć działalność w 2049 roku - jest coś symbolicznego.

Rozkładam ręce. Nie wiem w jaki sposób śląskie kluby mogłyby dać odpór Legii. Może być tak, że futbol na Śląsku, który będzie musiał znaleźć na siebie nowa tożsamość jeszcze długo nie będzie miał takich ambicji.

Czy trzeba sobie uzmysławiać, że już tych ambicji nie ma? Przecież żeby marzenia przekładały się na ambicje, rzeczywistość nie może skrzeczeć. Nasze futbolowe marzenia na Śląsku nie sięgają już nieba. Byle zdążyły przed zamknięciem ostatniej kopalni wyjść na powierzchnię. 

Paweł Czado

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje