Reklama

Reklama

​Superpuchar Hiszpanii. Real, Barcelona, albo Baskowie

Do pandemii doszedł najostrzejszy atak zimy od pół wieku. Tymczasem hiszpańscy giganci: Barcelona i Real Madryt muszą pokonać Basków w drodze po pierwsze trofeum w tym sezonie.

- To nie był mecz piłkarski. Trzeba go było odwołać - irytował się Zinedine Zidane po bezbramkowym remisie Realu Madryt z Osasuną w Pampelunie. - Potraktowali nas jak marionetki - dodał bramkarz Thibaut Courtois wściekły na szefów La Liga. I tylko niemiecki pomocnik "Królewskich" Toni Kroos zauważył, że boisko było tak samo ciężkie dla jednych i drugich. Na tym zimowa eskapada piłkarzy Realu po Hiszpanii nie dobiegła końca.

Gwiazdy zagubione w śniegu

Reklama

Podróż do stolicy prowincji Nawarra oddalonej o 400 km od Madrytu była dla "Królewskich" prawdziwą wyprawą. Śnieżyca "Filomena" wywołała w Hiszpanii najcięższy atak zimy od pół wieku. Wiele dróg jest nieprzejezdnych: do odciętych od świata miejscowości wysyła się konwoje z żywnością i lekami - w tym szczepionkami przeciw Covid-19. Lotnisko Barajas w Madrycie zostało czasowo zamknięte, piłkarze Zidane’a czekali na nim w piątek cztery godziny, zanim ich samolot odleciał w kierunku Nawarry.

Do hotelu w Pampelunie dotarli przed północą. Nie było mowy o przedmeczowym treningu. Ponieważ ze względu na atak zimy władze La Liga odwołały mecz w Madrycie Atletico - Athletic Bilbao z soboty z godziny 16.15, Real starał się by zagrać z Osasuną o tej porze - prognozy pogody na wieczór zapowiadały temperaturę poniżej zera i kolejne opady śniegu. Dla Hiszpanów zima jest zjawiskiem niecodziennym, piłkarze nie są przyzwyczajeni grać na zmrożonych boiskach.

Władze Primera Division zdecydowały, że mecz Realu z Osasuną ma się odbyć według planu. Gospodarze odśnieżyli boisko, nagrzewali je specjalnymi lampami, ale i tak było ciężkie. Real zostawił na stadionie El Sadar dwa punkty, co powiększyło jeszcze jego frustrację. Nie było mowy o powrocie do Madrytu, Zidane zabrał drużynę wprost do Andaluzji, gdzie od środy odbędzie się miniturniej o Superpuchar Hiszpanii.

Nowy projekt wprowadzono w życie w ubiegłym sezonie, ze względów finansowych pierwsza edycja odbyła się w Arabii Saudyjskiej. Teraz miało być tak samo, ale plany zmienił Covid-19.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Pandemia sprawiła też, że nie rozegrano finału Pucharu Króla z ubiegłego sezonu. Dopiero w kwietniu 2021 roku mają się w nim zmierzyć Athletic Bilbao i Real Sociedad San Sebastian. Obaj baskijscy finaliści będą rywalami Realu i Barcelony w półfinałach Superpucharu. W Maladze "Królewscy" zmierzą się z Athletic, w Kordobie Katalończycy zagrają z Realem Sociedad. Hiszpania oczekuje na hitowy finał w Sewilli dwóch gigantów.

Przed rokiem Barca przegrała półfinał Superpucharu z Atletico Madryt, po czym w samolocie powrotnym z Arabii Saudyjskiej trener Ernesto Valverde stracił posadę. Zaczął się korkociąg zdarzeń, które doprowadziły drużynę do sportowej katastrofy. Barcelona straciła tytuł mistrza Hiszpanii, w ćwierćfinale Ligi Mistrzów zanotowała kompromitującą porażkę z Bayernem Monachium 2-8. Od tamtej pory trwają próby reanimowania zespołu i właśnie ostatnio zaczyna on zdradzać oznaki nowego życia.

Trzy kolejne zwycięstwa w lidze z Huescą, Athletic i Granadą nie robiłyby aż tak wielkiego wrażenia, gdyby drużyna Ronalda Koemana była tą dawną Barceloną, która roznosiła lokalnych rywali w proch i pył. Ale jesienne porażki z Cadiz, czy Getafe udowodniły, że nowy trener Katalończyków ma przed sobą masę pracy. Barca zakończyła rok 2020 na szóstym miejscu w tabeli, ale już jest trzecia za Atletico i Realem Madryt, z którymi jesienią przegrała jednak bezpośrednie mecze.

Faworyt z Barcelony?

Co sprawia, że Barca uchodzi za faworyta do zdobycia Superpucharu? Koeman wrócił do klasycznego ustawienia 4-3-3, które zdaje się bardziej odpowiadać piłkarzom. Leo Messi notuje zwyżkę entuzjazmu do gry. Po tym jak latem chciał opuścić Camp Nou i szefowie klubu nie pozwolili mu na to, był na boisku apatyczny. Niedługo potem prezesi Barcelony podali się do dymisji zostawiając klub tonący w długach. Piłkarze nie chcieli się zgodzić na obniżki pensji. Wygląda na to, że dopiero ostatnio zaczęli myśleć o piłce.



Z pomocą Barcelonie przyszedł Real, który w ostatnich trzech kolejkach Primera Division stracił cztery punkty (remisy z Elche i Osasuną). Drużyna Zidane’a wciąż ma o trzy pkt więcej od Barcelony, ale formą nie zachwyca.

Latem 2018 roku prezes Florentino Perez zaczął akcję odmładzania składu. Na nowych graczy wydał 500 mln euro. Efekt jest mizerny, bo wciąż o wynikach stanowią piłkarze najstarsi: Sergio Ramos w obronie, Luka Modrić w pomocy i w ataku Karim Benzema. Wszyscy cztery razy wygrali z Realem Ligę Mistrzów, ale czas wielkiego wzlotu mają za sobą. "Królewscy" to drużyna potrafiąca ciułać ligowe punkty, ale do europejskiego topu im już sporo brakuje. Brakuje im też sporo do lidera ligi hiszpańskiej, choć formalnie tracą w tabeli tylko punkt do Atletico. Zespół Diego Simeone rozegrał trzy mecze mniej. Jeśli je wygra, przewaga wzrośnie do 10 pkt.

Wyniki, tabelę i terminarz Primera Division znajdziesz tutaj!

Superpucharu Hiszpanii broni Real, który przed rokiem pokonał w finale Atletico w serii rzutów karnych. On jest drużyną najbardziej przewidywalną z całej czwórki półfinalistów. Z Athletic i Barceloną wygrał jesienią mecze ligowe. Zidane ma już w CV jedenaście trofeów z Realem. Koeman jeszcze ani jednego z Barceloną.

Dariusz Wołowski

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje