Reklama

Reklama

​Pstryczek dla pychy Zachodu. Czego uczą nas Nepalczycy?

Wchodząc w dziesięciu na ostatni niezdobyty zimą ośmiotysięcznik Szerpowie zadali kłam ideologii Zachodu, że za wielkim sukcesem stoi zwykle jedno imię i nazwisko.

Shar pa - czyli po prostu "ludzie wschodu", tybetański lud zamieszkujący Himalaje w Indiach i Nepalu. Populacja licząca na całym świecie 520 tys. ludzi, z czego największa kolonia 16 tys. osób mieszka w Nowym Jorku.

Goście w górach Szerpów

Reklama

W Himalajach jest ich niewiele ponad 180 tys. Zamieszkują najwyższe góry świata na wysokości 3-6 tys. m n p m. Żyją z hodowli jaków, owiec, kóz oraz uprawy ryżu, herbaty i owoców cytrusowych. Są też przewodnikami i tragarzami górskimi.

W 1953 roku Tenzing Norgay zdobył Mount Everest razem z Edmundem Hillarym. Kami Rita Sherpa był na najwyższym szczycie świata rekordowe 24 razy. W 2014 roku zdarzył się najtragiczniejszy wypadek, gdy w lawinie pod Everestem życie straciło 14 Szerpów.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

W książce "Zbrodnie na Evereście" laureat Pulitzera amerykański dziennikarz Michael Kodas opisuje usługi, jakie wypełniają wobec turystów wysokogórskich, czyli bogatych ludzi z Zachodu, którzy pośród innych sukcesów zapragnęli mieć nad biurkiem certyfikat wejścia na dach świata. Nikt z nich nie przyzna, że za rączkę poprowadzili go tam Szerpowie.

Główny bohater Kodasa, 69-letni lekarz z Chile, ginie na Evereście porzucony po załamaniu pogody przez swojego argentyńskiego przewodnika i dwóch Szerpów. Ale Kodas nie ma cienia wątpliwości: jeśli Nepalczycy nie wypełniają swoich obowiązków, lub kradną i oszukują, nauczyli ich tego przyjezdni. Dziennikarz śledził i opisał patologie, które sprowadziła w Himalaje i Karakorum turystyka wysokogórska. Kradzieże sprzętu, lin, sprzedaż niesprawnych butli z tlenem na dużą skalę i inne. Wszystko to zagraża życiu okradanych i oszukiwanych.

Tam gdzie pojawia się komercja, kończy się romantyczna przygoda w górach. Nirmal Purja - jeden z bohaterów sobotniego zdobycia K2 zszokował świat fotografią pokazującą ludzi stojących w kolejce pod szczytem Everestu. W tamten majowy weekend 2019 roku z powodu korków na wysokości 8800 m m p m życie straciło jedenastu ludzi. Każdy z nich zapłacił agencjom trekkingowym minimum 75 tys dolarów, plus napiwki dla Szerpów. Kodas opisuje, że region jest na tyle biedny, że Szerpa potrafi utrzymać rodzinę za dolara dziennie. Tymczasem turystom wysokogórskich dolary wysypują się z bocznych kieszeni. U stóp największej góry zderzają się więc dwa światy.

Kiedy bulwersujące zdjęcie Purji obiegło media i agencje poprosiłem o komentarz legendarnego polskiego himalaistę Krzysztofa Wielickiego. Opowiedział anegdotę, jak z pewnym wybitnym brytyjskim wspinaczem i patrzyli na bazę pod Everestem. W bazie bawił się tłum wysokogórskich turystów. Kodas opisuje, jak tworzą kasyna, imprezownie, a nawet agencje towarzyskie, gdzie można spędzić czas w oczekiwaniu na okno pogodowe.

- Jakie to szczęście, Krzysztof, urodzić się w odpowiednim czasie - powiedział Brytyjczyk. Ludziom poszukującym w górach wyzwań sportowych, tłum snobów wydaje się czymś przerażającym. Unikają ich jak ognia. Nikt z himalaistów nie wyprawia się na Everest w sezonie, gdy jadą tam setki wysokogórskich turystów. "Czy patologie nie zdarzają się jednak wszędzie tam, gdzie ludzi ściąga moda na sukces?" - pyta Kodas w swojej książce.

Siła grupy, sława jednostki

Rozmawiałem kiedyś o tym z Januszem Onyszkiewiczem - opozycjonistą w czasach PRL, a potem ministrem obrony narodowej w latach 1992-1993 i 1997-2000. Zanim zajął się polityką był speleologiem (pierwsze zejście na stare dno Jaskini Śnieżnej w Tatrach), taternikiem, alpinistą, w końcu himalaistą. Wspinał się z Leszkiem Cichym (pierwszym zdobywcą Everestu zimą razem z Wielickim) i Wandą Rutkiewicz, która jako pierwsza osoba z Polski i pierwsza kobieta postawiła nogę na szczycie K2 w 1986 roku. Przeżył osobiste tragedie - stracił podczas wspinaczki dwie żony. Witosława Boretti-Onyszkiewicz zginęła w 1967 roku przy wycofywaniu się z jaskini Cinckił w Gruzji, Alison Chadwick-Onyszkiewicz miała wypadek na Annapurnie.

Janusz Onyszkiewicz uważa, że za każdym wyczynem w górach kryje się praca zespołowa. Dlatego wiele lat temu Brytyjczycy zaproponowali, by tak jak w speleologii, splendor za sukces w Himalajach spadał na grupę, a nie na osoby, które postawiły kropkę nad "i" - czyli weszły na szczyt. Unika się wtedy niezdrowej, wewnętrznej rywalizacji. W górach się to jednak nie przyjęło. W kulturze Zachodu sukces musi mieć konkretne imię i nazwisko. W ten sposób buduje się kariery, lansuje gwiazdy. Wyścig po sławę, rozgłos, majątek i pozycję to cechy Zachodu - dlatego rzadko zdarzało się, by himalaiści podbijający najwyższe góry świata doceniali wkład Szerpów w swoje sukcesy.

W sobotę Nepalczycy dali światu lekcję innego podejścia do wspinaczki. To był akt sprawiedliwości dziejowej. Osiągnęli ostatni niezdobyty zimą ośmiotysięcznik "po swojemu". Należeli do trzech różnych wypraw, ale połączył ich wspólny cel. Szli w dziesięciu, a ci najmocniejsi poczekali pod szczytem na resztę, żeby nikt kto brał udział w brawurowej akcji, nie został pominięty i pokrzywdzony. W tabelach zimowych zdobywców K2 pojawiło się aż dziesięć nazwisk, z których Mingma G i Purja to te najbardziej znane. Pozostali to Mingma David Sherpa, Gelje Sherpa, Sona Sherpa, Mingma Tenzi Sherpa, Pem Chhiri Sherpa, Dawa Temba Sherpa, Kili Pemba Sherpa i Dawa Tenjing Sherpa. Zapamiętamy? Może chociaż zapamiętamy przesłanie.

Dariusz Wołowski

Dowiedz się więcej na temat: himalaizm | szerpa | K2 | zimowe wyjście na K2

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje