Reklama

Reklama

Primera Division. Ile kosztuje zły transfer? Real się o tym przekonuje

Miał być Robertem Lewandowskim przyszłości. Tymczasem na transferze Luki Jovica Real Madryt stracił grubo ponad 60 mln euro. I tracił będzie nadal.

Wiadomo jak zaczynał w futbolu prezes Królewskich Florentino Perez. Od jednego, wielkiego transferu latem, o którym głośno było na całym świecie. Luis Figo w 2000. roku, Zinedine Zidane (2001), Brazylijczyk Ronaldo (2002) i David Beckham (2003) - tak powstał fundament galaktycznej drużyny uzupełnianej wychowankami klubu. Po początkowych sukcesach koncepcja "Zidanów i Pavonów" wpędziła drużynę w kryzys. Tak głęboki, że po wymienieniu pięciu trenerów Perez podał się do dymisji w 2006 roku.

Wielki powrót biznesmena

Reklama

Wrócił latem 2009 jako człowiek, który miał postawić kres dominacji Barcelony Pepa Guardioli. Wtedy nie bawił się już w powolną odbudowę, ale w jednym oknie transferowym sprowadził pół drużyny: Cristiano Ronaldo, Kakę, Karima Benzemę, Xabiego Alonso, Raula Albiola, Alvaro Arbeloę, Alvaro Negredo, Estebana Granero.

Kosztowali 264 mln euro, to był wtedy absolutny rekord świata. Protestował szef UEFA Michel Platini, a watykański L’Osservatore Romano nazwał zachowanie Pereza obrazą dla biednych całego świata.

Rok później Perez dokupił kilku nowych graczy z Angelem di Marią, Mesutem Oezilem i Samim Khedirą. Już wtedy widać było zmianę sposobu myślenia prezesa Realu - zaczynał inwestować w piłkarzy młodych, którzy mieli przed sobą przyszłość i na których można było zarobić. Tak się stało w przypadku Oezila i Di Marii odsprzedanych z dużym zyskiem do Arsenalu i Manchesteru United.

Za transferowy majstersztyk Pereza uchodzi jednak budowa linii pomocy, która zapewniła Realowi trzy triumfy w Lidze Mistrzów (2016-2018). Luka Modric kosztował 40 mln euro, Toni Kroos 25 mln, Casemiro 6 mln. Wszyscy przyszli jako gracze, którzy w Realu mieli urosnąć do poziomu gwiazd topowych i całej trójce się to udało.

Na transferach galaktycznych Perez nie zarobił grosza. Wszyscy odchodzili z Realu za darmo, lub kończyli kariery jak Zidane. Z czasem świetny przedsiębiorca, nauczył się robić biznes także na handlu piłkarzami.

Lewandowski celem Królewskich

Od 2013 roku jednym z celów Realu został Robert Lewandowski, który wbił Królewskim cztery gole w półfinale Champions League. Polak opowiadał, że na transfer namawiali go Sergio Ramos i Cristiano Ronaldo. Wybrał Bayern Monachium, zakładając, że na przejście do Realu ma jeszcze czas. To miała być wisienka na torcie jego kariery.

Czas przyszedł na to w 2018 roku. W lutym okazało się, że Lewandowski zakończył współpracę z Cezarym Kucharskim, by jego sprawy prowadził agent z Izraela Pinhas "Pini" Zahavi. Latem 2017 roku Zahavi przeprowadził rekordowy transfer Neymara z Barcelony do PSG za 222 mln euro. Nowy agent miał załatwić Lewandowskiemu przeprowadzkę na Santiago Bernabeu.

Wiosną w półfinale Ligi Mistrzów Bayern wpadł na Real Madryt. Polak wypadł w dwumeczu absolutnie przeciętnie. Tymczasem środkowy napastnik Królewskich Benzema zdobył dwie bramki w rewanżu, które zapewniły Realowi finał.

Lewandowski na próżno namawiał szefów Bayernu, by porozmawiali z Zahavim o transferze. Bayern był nieugięty, co znaczyło, że albo w ogóle nie pozwoli Polakowi odejść, albo zażąda wielkich pieniędzy.

Tymczasem Perez chętniej inwestował wtedy w graczy młodych. Latem 2018 roku kupił nastolatków z Brazylii Viniciusa Juniora i Rodrygo. Świetnie rozwijały się wtedy kariery Hiszpanów Marco Asensio i Isco, prezes Realu nie czuł presji, by wzmacniać zespół 30-letnią gwiazdą, za którą trzeba by zapłacić grubo ponad 100 mln euro.

Latem 2019 roku wydał 60 mln euro na 22-letniego Lukę Jovica, wchodzącą gwiazdę Bundesligi, która dla Eintrachtu Frankfurt zdobyła 17 goli w Bundeslidze i 10 w Lidze Europy. Nikt nie mógł wtedy przypuszczać jakim Jovic okaże się niewypałem. W półtora roku na Santiago Bernabeu strzelił ledwie dwie bramki. Każde jego wyjście na boisko potwierdzało, że nie nadaje się do tak wielkiej drużyny.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama