Reklama

Reklama

Premier League. Zadyszka, czy choroba Liverpoolu?

72 procent czasu gry przy piłce i porażka 0-1 z Burnley. Po 68 meczach ligowych na Anfield Road bez przegranej, passa mistrza Anglii została przełamana. Czyżby Liverpool wypadł z gry w obronie tytułu?

Trener Juergen Klopp przyznał, że w tej chwili nie wyobraża sobie, by Liverpool wciąż walczył o mistrzostwo Anglii. "To było jak cios w twarz" - powiedział po porażce z marzącym o utrzymaniu Burnley. Tłumaczył, że na logikę tego spotkania nie dało się przegrać, a jednak obrońcy tytułu dokonali tej trudnej sztuki. Po 83 minutach oblężenia bramki Burnley, goście pobiegli do przodu i dostali rzut karny. Strzał Ashley’a Barnesa rozstrzygnął o wszystkim.

Czerwona prędkość Liverpoolu

Reklama

1369 dni Liverpool nie przegrał na Anfield meczu ligowego. Klopp stworzył zespół grający z prędkością ponaddźwiękową. A przecież na Wyspach być najszybszym i najtwardszym jest szczególnie trudno. W 2019 roku The Reds zabiegali rywali z kontynentu odzyskujący tytuł numeru 1 w Europie, 12 miesięcy później po trzech dekadach oczekiwania wywalczyli mistrzostwo Anglii. Klopp został największym guru wśród trenerów.

Powszechnie uwielbiany Niemiec jest typem showmana. Jego firmowy uśmiech mogliśmy oglądać niedawno na gali FIFA. Po raz drugi z kolei odbierał nagrodę dla trenera roku. Był tym nawet zszokowany sądząc, że głosujący postawią na młodszego rodaka Hansiego Flicka, który poprowadził Bayern Monachium do potrójnej korony.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Ale dziennikarze, selekcjonerzy i kapitanowie drużyn narodowych znów ulegli charyzmie Kloppa. Jego Liverpool odebrał Manchesterowi City tytuł w Anglii w sposób najbardziej spektakularny z możliwych. Już 13 marca 2020 roku, gdy rozgrywki przerwano ze względu na pandemię, oczywiste było, że nikt nie ma cienia szans gonić Liverpoolu. Można było liczyć tylko na anulowanie ligi, co ocierało się o absurd.

Gdy sezon wznowiono 17 czerwca Liverpool zwolnił, ale i tak zakończył rozgrywki z 18 pkt przewagi nad Manchesterem City i aż 33 nad Manchesterem United oraz Chelsea. Piłkarze Kloppa poruszali się w innym wymiarze. Rysą na niesamowitym sezonie było to, co stało się w marcu, tuż przed zawieszeniem rywalizacji. Broniący tytułu w Lidze Mistrzów piłkarze The Reds dwa razy przegrali w 1/8 finału z Atletico Madryt i pożegnali Europę.

Tamte mecze wyglądały trochę jak ten z Burnley. Liverpool szturmował bramkę Jana Oblaka, ale to przyczajony rywal zadawał nokautujące ciosy. Klopp pozwolił sobie wtedy na uwagę, że nie rozumie jak wybitni gracze jak ci z Atletico odnajdują przyjemność w grze tak skrajnie defensywnej. Diego Simeone nie jest jednak stylistą, jego celem są punkty i zwycięstwa. Nazbierał ich całą kolekcję w starciach z rywalami teoretycznie znacznie większymi niż Atletico.

Bohaterowie mogą być zmęczeni?

Patrząc na tempo w jakim poruszali się gracze Kloppa w dwóch poprzednich sezonach, wielu obserwatorów zastanawiało się: jak długo tak można? Jak długo wytrzymają kości i mięśnie graczy takich jak Andrew Robertson, czy Jordan Henderson? Jednym z sukcesów Kloppa było nobilitowanie lekceważonych trochę przez najbogatsze kluby graczy z Wysp.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje