Reklama

Reklama

​Messi odchodzi. Barcelona traci swój symbol

Od dziś futbol nie będzie już taki sam. A na pewno Barcelona nie będzie taka sama. Po 20 latach, zdobyciu 672 goli w 778 meczach i 35 trofeów Leo Messi opuszcza klub, do którego przybył jako 13-latek, szukając pieniędzy na kurację hormonem wzrostu.

Chciał grać dalej i klub robił wszystko, żeby został. Limity finansowe wprowadzone w lidze hiszpańskiej okazały się przeszkodą nie do pokonania. Stało się coś, w co trudno uwierzyć, szczególnie kibicom Barcelony. Odchodzi piłkarz, który jest największym symbolem najlepszego okresu w historii katalońskiego klubu.

A przecież wszystko wskazywało, że zostanie. Młody urugwajski obrońca Barcy Ronald Araujo powiedział niedawno: "Jestem pewien, że Messi dołączy do nas już na Puchar Gampera". 8 sierpnia Barcelona gra z Juventusem Turyn doroczny mecz upamiętniający jej założyciela. Messi miał jeszcze raz wyprowadzić drużynę na boisko jako kapitan.

Reklama

Dziś okazało się, że nie będzie to możliwe. Już nigdy. Klub wydał oświadczenie dziękując piłkarzowi za wszystko, czego dokonał. Życzy szczęścia w nowym miejscu. Jest to szokujące, choć kontrakt Argentyńczyka skończył się 30 czerwca.

Klub robił wszystko, by podpisać nowy. Jego sytuacja ekonomiczna jest jednak ekstremalnie trudna. Zatrzymanie kapitana drużyny było celem numer 1 nowego prezesa Joana Laporty. Od marca, kiedy został wybrany, a nawet wcześniej, już podczas kampanii wyborczej zapewniał, że znajdzie sposób, by Messi pozostał na Camp Nou.

W styczniu "El Mundo" ogłosił szokujące szczegóły poprzedniej umowy Barcelony z jej najlepszym piłkarzem. Od sezonu 2017/2018 klub zapłacił mu 555 237 619 euro brutto. To ponad 130 mln za sezon. Dziennik komentował, że to "faraoński" kontrakt Argentyńczyka doprowadza Barcelonę do ruiny.

Piłkarz chciał opuścić Camp Nou już przed rokiem, ale nie zgodził się na to poprzedni prezes Josep Maria Bartomeu. Messi pozostał w klubie, by zdobyć ósmy w karierze tytuł króla strzelców ligi hiszpańskiej. Mimo 34 lat wciąż był liderem drużyny. Na początku lata klub zatrudnił zaprzyjaźnionego z nim Sergio Aguero - na zgrupowaniach Argentyny obaj gwiazdorzy mieszkają w jednym pokoju.

Messi zgodził się na obniżkę zarobków w Barcelonie o 50 procent. Klub z Camp Nou próbował pozbyć się kilku graczy, namówić resztę na obniżenie pensji, by nie przekroczyć limitu na wynagrodzenia ustalonego przez władze ligi. Do dziś wszystko zmierzało do tego, żeby Messi wciąż mógł grać w Barcelonie. Spotkanie jego ojca i agenta z prezesem Laportą miało być formalnością. 

I nagle z przecieków dowiedzieliśmy się o trudnościach. A potem klub wydał oficjalne oświadczenie. Messiego z Barceloną łączą już tylko wspomnienia.

Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje