Reklama

Reklama

Liga Mistrzów. Estetyczny upadek Katalończyków

​Honorowe pożegnanie z Ligą Mistrzów ma być dla Barcelony promykiem nadziei na przyszłość. Przyszłość z Leo Messim, czy bez niego?

Niech nikogo nie zwiedzie jednostronny przebieg rewanżu w Paryżu. Barcelona zdominowała PSG, ale wynik 5-2 pozwalał piłkarzom Mauricio Pochettino skoncentrować się na obronie przewagi wywalczonej na Camp Nou. Leo Messi zmarnował karnego w chwili, gdy drużyna Ronalda Koemana miała okazję wybić gospodarzy ze strefy komfortu. Barcelona grała dobrze, z entuzjazmem, ale popełniała zbyt wiele błędów. Bo ile okazji na gola musi mieć Ousmane Dembele, by choć raz pokonać bramkarza? Młody Francuz wciąż się gubi w sytuacjach wymagających wyrachowania i zimnej krwi od strzelca.

Reklama

Co daje Lenglet Barcelonie?

Nad nieudolnością Clementa Lengleta kibice Barcy mogą już tylko bezradnie zapłakać. Francuski stoper: wolny, mało zwrotny, staje się maszynką do produkowania karnych w sytuacjach najbardziej nonsensownych. Drużyna Koemana grała świetnie, do chwili, gdy bez jakiegokolwiek zagrożenia Lenglet nadepnął na stopę Mauro Icardiego. 22-letni Mbappe wykorzystał jedenastkę panując zdecydowanie lepiej nad nerwami niż 11 lat starszy Messi.

Barcelona wykonała na Parc des Princes 854 podania z celnością 90 proc po to, by zdobyć jedną bramkę po genialnym uderzeniu z dystansu. 21 strzałów Katalończyków, w tym 10 celnych daje skuteczność na poziomie 10 procent. Za mało, by liczyć się w Lidze Mistrzów.

Koeman był zadowolony. Pytany o plany Messiego odpowiedział: - Jestem pewien, że Leo nie ma wątpliwości co do przyszłości tego zespołu. Pedri, Trincao, kontuzjowani Ansu Fati i Ronald Araujo to piłkarze o sporym potencjale, którym potrzeba czasu. Tego czasu nie ma Argentyńczyk. Będzie miał 35 lat, gdy w 2022 roku rozgrywany zostanie kolejny finał Ligi Mistrzów.

Wciąż tylko Messi

Barcelona Koemana popełniła w drodze do Paryża zbyt wiele błędów. W fazie grupowej przegrała z Juventusem na Camp Nou 0-3, co skazało ją na wylosowanie mocniejszego rywala w 1/8 finału. Pierwszy mecz z PSG zaczął się dla Katalończyków od prowadzenia, po czym do akcji wkroczył Lenglet i zrujnował dobry początek. Szybko się okazało, że poza Messim nikt w Barcelonie nie potrafi zdobywać goli na takim poziomie. Nawet mistrz świata Antoine Griezmann.

Porażka 2-5 z PSG jest krokiem do przodu wobec 2-8 z Bayernem Monachium w ćwierćfinale poprzedniej edycji Ligi Mistrzów. Katalończycy pożegnali rozgrywki w 1/8 finału pierwszy raz od 2007 roku. To z całą bezwzględnością oddaje ich obecne miejsce w Europie.

Tego samego wieczoru, gdy drużyna Ronalda Koemana żegnała rozgrywki, Liverpool awansował do ćwierćfinału pokonując w dwumeczu 4-0 wicelidera Bundesligi RB Lipsk. Zdziesiątkowana kontuzjami drużyna Juergena Kloppa była bezdyskusyjnie lepsza od półfinalisty sprzed roku. A przecież w Premier League przeżywa głęboki kryzys - pierwszy raz w historii przegrała sześć kolejnych meczów na Anfield Road. Gdy zabrzmiał hymn Ligi Mistrzów piłkarze Kloppa zapomnieli o kłopotach i przeciwnościach wznosząc się na wyższy poziom. Gracze Koemana tego nie potrafili.

Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje