Reklama

Reklama

Jak polskie dziewczyny przełamują tabu na skoczni

Igrzyska w Pekinie to cel, meta, marzenie, do którego droga wiodła przez Oberstdorf. Aby tam wylądować musiały przełamać sportowe stereotypy, że skoki narciarskie niszczą figurę, utrudniają zajście w ciążę i są zbyt niebezpieczne dla kobiet.

Upadek Kingi Rajdy podczas grudniowych mistrzostw Polski wyglądał dramatycznie, nic poważnego się jednak nie stało. Tuż przed 20. urodzinami zawodniczka ze Szczyrku dostała silny podmuch wiatru w powietrzu i runęła na zeskok. Kant narty rozbił okulary, które skaleczył twarz. Założono jej kołnierz ortopedyczny i odwieziono do szpitala. Stłuczony nadgarstek nie stanowił problemu.

Czego nie lubią Małysz ze Stochem?

W lutym Kinga Rajda wystartowała w Oberstdorfie w drugich w życiu mistrzostwach świata. Debiutowała dwa lata wcześniej w Seefeld. Razem z Kamilą Karpiel, Dawidem Kubackim i Kamilem Stochem zajęli szóste miejsce w konkursie mieszanym. Po pierwszej serii zanosiło się nawet na medal.

Reklama

Po tamtych mistrzostwach dyrektor Adam Małysz zdecydował, że kadra kobiet dostanie nowego trenera. Został nim Łukasz Kruczek, który w 2014 roku poprowadził Stocha do dwóch złotych medali olimpijskich w Soczi.

28 lutego 2021 roku polska drużyna mieszana w składzie Karpiel, Anna Twardosz, Piotr Żyła, Kubacki powtórzyła szóstą pozycję na MŚ w Oberstdorfie. Małysz był niezadowolony, uważał, że nasze panie z nowym trenerem nie zrobiły spodziewanych postępów. Aby walczyć o olimpijski medal w Pekinie za 12 miesięcy, Polki musiałaby skakać o 15 m dalej w każdej serii. - Świat nam uciekł, ale nie ma co płakać, trzeba gonić. PZN przespał moment, gdy na skoki kobiece stawiano w innych krajach - mówi Interii Jan Szturc, pierwszy trener Żyły i Małysza. On z dziewczynami pracuje długo, uważany jest w Polsce za prekursora skoków kobiecych.

Małysz i Stoch nie lubią, gdy przypomina im się czasy, gdy uważali skoki narciarskie za zbyt niebezpieczne dla kobiet. Małysz mówił nawet, że źle wpływają na figurę dziewczyn. Dziś to się wszystko zmieniło. To Małysz wyznaczył polskiej drużynie mieszanej cel na Pekin. Kruczek podjął wyzwanie. - Marzymy o medalu na igrzyskach, choć nasz aktualny potencjał skazuje nas na miejsca 6-8 - mówi Interii. Skoki pań w Polsce miały dostać turbodoładowania, żeby nie oddać walkowerem szansy olimpijskiej.

W Seefeld Karpiel i Rajda były jak powiew świeżego wiatru. Nastolatki debiutowały w mistrzostwach świata i wydawało się, że cieszy je wszystko. 17-letnia Karpiel zajęła wówczas 23. miejsce w konkursie indywidualnym i tryskała radością jak wulkan. Przed startem trener Marcin Bachleda zakazał zawodniczkom kontaktów z mediami. Żeby się nie spaliły psychicznie. Po konkursie lawina ruszyła.

18-letnia Rajda, która zajęła wtedy 34. pozycję, była załamana. Karpiel rozprawiała o wszystkim. O tym, jak jakiś czas temu po upadku na skoczni leżała w szpitalu i chciała rzucić skoki. Gdy wróciła do zdrowia zaczęło jej brakować adrenaliny. - A jak wiemy, ona uzależnia - dodała.

Wróciła pamięcią do szkoły podstawowej, gdy jako dziewięciolatka siedziała w ławce, aż tu pojawił się trener Krystian Długopolski i spytał "Kto chce skakać na nartach?". - Zawsze lubiłam robić coś innego niż pozostałe dziewczyny - opowiadała. - Więc poszłam na trening. I bardzo mi się spodobało. Polecam wszystkim dziewczynom, to jest bezpieczny sport. Kiedy się już idzie na większą skocznię, to się jest dobrze przygotowanym - przekonywała. W szkole często jej nie było. Musi wtedy nadrobić w tydzień trzy miesiące nieobecności. - Matury boję się bardziej niż wtedy, gdy stoję na skoczni - mówiła. Trenuje w AZS Zakopane, nadal z Długopolskim.

Robiła błyskawiczne postępy. W grudniu 2018 roku zadebiutowała w konkursie Pucharu Świata, potem był sukces w mistrzostwach w Seefeld i dobry wynik w kobiecym Raw Air 2019. Ale kontuzja sprzed roku zmusiła ją do operacji - rekonstrukcji więzadeł krzyżowych w kolanie. Przez to straciła cały poprzedni sezon. Regularnie w Pucharze Świata startowała Rajda. Po raz pierwszy w karierze. Kruczek przypomina, że ciągła konfrontacja z najlepszymi to warunek konieczny rozwoju skoków kobiecych.

Czy Rajda i Karpiel miały świadomość, że w Seefeld zrobiły coś historycznego? - Trener zakazał nam o tym myśleć - opowiadała Karpiel. Nie pamiętają czasów, gdy ich poprzedniczkom rzucano kłody pod nogi.

Pani Elżbieta skakała lepiej od mężczyzn?

Około 1912 r. Elżbieta Ziętkiewicz oddała skok na jednej z austriackich skoczni. Nie wiadomo, czy był to pierwszy skok oddany przez Polkę, ale ten - jak pisze portal Skijumping.pl - jest jako tako udokumentowany. Ziętkiewicz wygrywała ponoć z mężczyznami, ale w końcu poświęciła się narciarstwu alpejskiemu i biegom narciarskim. Zawodów skoczkiń wówczas nie było. Puchar Świata kobiet wystartował dopiero w sezonie 2011/2012.

Przez dziesięciolecia skoki narciarskie uważano za sport nie dla pań. Nie tylko w Polsce. U nas sceptyczni byli niemal wszyscy. Rozpowszechniono nawet teorię, że skacząc na nartach kobieta nie będzie mogła zajść w ciążę. Polski Związek Narciarski latami nie chciał powołać kadry. Buntowali się rodzice zawodniczek, utworzyli nawet własną grupę (Wolne Towarzystwo Wspierające Skakajki), która zbierała środki na starty córek i ich koleżanek.

Jan Szturc był wyjątkiem. Ćwiczyły u niego Magdalena Szturc, kuzynka Adama Małysza, i Dorota Żyła, siostra Piotra. Widząc jednak skalę trudności przed sobą, dziewczyny wybrały potem inne dyscypliny.

Parę lat temu Stoch zmienił zdanie. Co prawda kiedyś myślał inaczej, ale teraz jest zdecydowanie za kobiecymi skokami. - Każdy, kto ma odwagę wejść na skocznię, przypiąć narty i oddać skok, zasługuje na szacunek - powiedział. I zadeklarował, że chętnie wystartuje w konkursie mieszanym.

Zrobił to w grudniu 2013 r. razem z Maciejem Kotem. W konkursie mieszanym Pucharu Świata skład czwórki uzupełniły Joanna Szwab i Magdalena Pałasz. Skończyło się na 14. pozycji. Chodziło wtedy raczej o przełamanie bariery przesądu.

Jak odmłodnieli trenerzy

Ani Rajda, ani Karpiel nie pamiętają 2001 roku i wybuchu małyszomanii w Polsce. Do dyrektora mówiły w Seefeld per "pan". - Jest starszy i tak bardzo utytułowany - opowiadała Karpiel. Do Stocha? - Sama nie wiem, czy wypada mówić na "ty", to przecież także wielki skoczek - dodała. Kamil je do tego zachęcał. - Jesteśmy przecież kolegami z reprezentacji - mówił. Małysz opowiadał, że pewnego dnia w hotelu w Seefeld cały sztab Stefana Horngachera zbierał się przy recepcji, a Karpiel, przechodząc obok, rzuciła: "Cześć, chłopaki". - I wszyscy trenerzy nagle odmłodnieli - dodał Adam.

On sam uczył się skoków kobiecych. W Seefeld narzekał, że spod kasku Karpiel zwisają warkoczyki. - Przy tak ogromnej prędkości na rozbiegu i w locie muszą przeszkadzać - przekonywał. Wiele zawodniczek z całego świata w ten sam sposób radzi sobie z włosami. Trudnym tematem jest waga zawodniczek. Co prawda Karpiel mówiła, że dieta skoczka jej nie uwiera, ale Małysz twierdził, że dziewczyny ważą za dużo. Dziś w kadrze Kruczka jest dietetyk, ale trener jest wrogiem drakońskich metod odchudzania. - Przecież to jeszcze nastolatki, najważniejszy jest ich rozwój i zdrowie - wyjaśnia.

Kruczkiem potwierdza to co widać na skoczni gołym okiem. Norwegia, Austria, Niemcy, Japonia i Słowenia są w skokach kobiecych znacznie mocniejsze od Polski. - Ale rywalizacja jest mniej zacięta niż w męskich skokach, więc łatwiej o postęp - dodaje. W Rasnovie tuż przez MŚ w Oberstdorfie Polska w składzie Karpiel, Anna Twardosz, Stoch, Kubacki zajęła siódme miejsce w Pucharze Świata.

Do Oberstdorfu na mistrzostwa świata Kruczek zabrał aż pięć dziewczyn, by mogły zadebiutować w konkursie drużynowym. Polki zajęły siódme miejsce tracąc do podium 311 pkt. To przepaść. Największą szansą na sukces na skoczni nasze dziewczyny mają w zawodach mieszanych, gdy skaczą z chłopakami. W Obertsdorfie Karpiel i Twardosz opowiadały jak motywujący był dla nich start z mistrzami świata Kubackim i Żyłą.

Dariusz Wołowski



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama