Reklama

Reklama

Żużel to naprawdę jest magia. Niekoniecznie czarna

Kacper Woryna powiedział po meczu w Gorzowie, że żużel to czarna magia, że nie ma w nim za grosz logiki. Ja bym powiedział, że żużel to po prostu magia. Nie życzę źle Bartoszowi Zmarzlikowi, ale jak widziałem Mateusza Świdnickiego odpierającego ataki mistrza, to chciałem krzyczeć: więcej, więcej. To są takie chwile, które sprawiają, że człowiek zdaje sobie sprawę, dlaczego kocha żużel.

Zacznę od tego, że Moje Bermudy Stal powinna pomyśleć o kupnie Kacpra Woryny. Dla mnie nie ulega wątpliwości, ze jego przebudzenie ma związek z tym, ze gorzowski tor wyjątkowo mu pasuje.

Ktoś powie, że Stal ma Szymona Woźniaka. Idealnego na gorzowski tor (wczoraj był wypadek przy pracy), na wyjazdy niekoniecznie. Trzeba jednak pamiętać, że Woźniak jest już w Stali kilka lat. Być może za chwilę, może już na koniec tego sezonu, dojdzie do wniosku, że w Gorzowie osiągnął już wszystko i zapragnie zmiany. Zwłaszcza że jego pierwszy klub Abramczyk Polonia Bydgoszcz mierzy wszystko. Woryna wydaje się idealnym kandydatem na następcę. Ma nazwisko, a przede wszystkim lubi jeździć na Stali.

Reklama

Co takiego jednak się stało, że Stal przegrała drugi raz z rzędu. Na dokładkę u siebie. Moim zdaniem karty rozdawała pogoda. Ten tor nie był zrobiony po gorzowsku, bo pewnie komisarz czuwał. I nagle okazało się, że zaczyna chodzić szeroka (patrz akcja Fredrika Lindgrena, który w ten sposób załatwił Andersa Thomsena).

Przyzwyczajeni do jazdy do połowy toru gorzowscy zawodnicy właśnie tam szukali prędkości. Goście mieli bardziej otwarte głowy, jeździli szerzej i tak zdobywali punkty. To, że Stal przegrywała starty, też dowodzi tego, że tor był zrobiony inaczej niż zwykle. Gdy zaczęło padać przed nominowanymi, to nagle przytrafił się bieg, który Stal wygrała podwójnie. Było już jednak za późno, by ratować punkty.

Stal mocno sobie skomplikowała sytuację tą porażką. I nic to, że wygrała w Lesznie czy w Zielonej Górze. Ewentualny bonus Włókniarza w dwumeczu ze Stalą będzie ważył więcej, niż bonus zdobyty przez Stal na Unii. O ile do tego dojdzie. Jeśli Włókniarz wygra jeszcze na wyjeździe z Falubazem, to Stal będzie już w poważnych tarapatach.

Na szczęście Stal ma teraz trochę czasu, żeby wyjść na prostą. Za chwilę mecz domowy z eWinner Apatorem, czyli taki, w którym można się ładnie odbić. Potem do Gorzowa przyjeżdża Leszno. Dwie wygrane mogą dać Stali mocne oparcie. Na dokładkę jest szansa potrenowania na swoim torze, uczynienia z niego na powrót atutu.

I jeszcze jedno. Mamy w tym sezonie niespodzianki, mamy zwroty akcji, ale finalnie wszystko zmierza do punktu wyjścia, czyli tego, co przewidywaliśmy przed sezonem. O utrzymanie jadą Falubaz, GKM i Apator. Reszta o czwórkę. To już chyba jest jasne.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje