Reklama

Reklama

Żużel. Prezesowi Motoru Lublin się upiekło

Gdyby PGE Ekstraliga pojechała zgodnie z planem, to Motor Lublin mógłby nie mieć żadnego punktu na koncie. Ma jednak aż cztery. W miniony weekend drużyna wygrała dwa mecze, znacząco zwiększając swoje szanse na awans do czwórki. Wygrała przede wszystkim, dlatego że pojechał Dominik Kubera. O absencji Taia Woffindena w Betard Sparcie już nie wspomnę, choć to też miało znaczenie.

Proszę jednak zadać sobie pytanie, co by było, gdyby w tych dwóch spotkaniach Dominik Kubera nie pojechał? A przecież taki scenariusz realnie groził Motorowi. Wszystko, dlatego że prezes Jakub Kępa, transferując Kuberę z Fogo Unii uparł się, że nie będzie z tym klubem rozmawiał o zapłacie ekwiwalentu za wyszkolenie. Nie i już. Bo nadepnęli mu na odcisk przy ubiegłorocznym wypożyczeniu Jarosława Hampela, a prezes drugi raz nie pozwoli się tak traktować.

Jasne, Unia w sprawie Kubery szalała, rzucając, że chce za niego 700 tysięcy złotych. Wiadomo jednak, jak to jest, gdy się kogoś rozdrażni. W Lesznie byli strasznie źli na Kuberę za to, że nie powiedział im wprost, że odchodzi, więc potem skorzystali z regulaminowej furtki, żądając tego, co im się zgodnie z regulaminem należało. Prezes Kępa odpowiedział na to, że on poczeka na 22. urodziny Kubery i wtedy go zakontraktuje. Tamta decyzja oznaczała, że Kubera w trzech pierwszych meczach nie pojedzie, bo pierwsze okno miało się otworzyć w terminie, który wypadał po 3. kolejce. Ostatecznie pogoda tak zamieszała, że dwa z trzech pierwszych meczów Motoru przełożono i Kubera stracił tylko jedno spotkanie.

Reklama

Miał prezes Kępa mnóstwo szczęścia, że tak się skończyło. Dzięki przypadkowi może teraz z optymizmem spoglądać w przyszłość. Kubera w dwóch wygranych meczach zdobył po 10 punktów i 2 bonusy. Dużo, bardzo dużo. Myślałem, że jak zrobi 6-7, to będzie sukces. Kubera niesiony euforią dodał jednak coś ekstra od siebie. I bardzo fajnie. Mam sentyment do tego zawodnika, bo na własne oczy widziałem, jak rozbłysła jego gwiazda. Pamiętam taki finał PGE Ekstraligi w Lesznie, gdzie kibice wokół szaleli, kiedy młokos Kubera wygrał dwa biegi. Wtedy to było coś.

Motorowi się upiekło, ale prezes klubu powinien wyciągnąć wnioski z tej lekcji. Warto rozmawiać. Z każdym. Nie ma sensu obrażać się i rozpamiętywać. Gdyby nie zrządzenie losu Motor mógł mieć po trzech kolejkach po sezonie. Bez Kubery ciężko byłoby o tak owocny weekend, jak ten ostatni. Z Eltrox Włókniarzem (49:41) raczej skończyłoby się przegraną. Z Betard Spartą (52:38) w najlepszym razie skromnym zwycięstwem. I to też dzięki absencji Woffidena u gości.

Gdyby prezes Kępa nie był taki uparty, to Motor na liście sukcesów miałby jeszcze wynik meczu w Gorzowie taki, który co najmniej dawałby szansę na punkt bonusowy.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje