Reklama

Reklama

Żużel. Można Sparty nie lubić, ale szacunek się należy

Betard Sparta Wrocław wygrała PGE Ekstraligę i od wczoraj czytam w różnych mediach społecznościowych, że „można ich nie lubić, ale szacunek się należy”. Sparta, to taka żużlowa Legia Warszawa. Kiedyś słynęła ze skupowania największych talentów. To i tak lepiej niż Legia, która przed ustrojowymi zmianami (była wtedy wojskowym klubem) brała piłkarskie gwiazdy w kamasze.

Betard Sparta Wrocław poi 15 latach, wróciła na żużlowy tron. Na Twitterze napisał ktoś: Sparta mistrzem. Musieli poczekać, aż w Lesznie na juniorce zabraknie Kubery i Smektały, przepłacić Łagutę, by przeszedł, dać obywatelstwo Rosjaninowi (Czugunow - dop.red.) i podkupywać juniorów z innych klubów.

Wpis mocno ironiczny, ale wiele w tych słowach prawdy. Inna sprawa, że każdemu można coś zarzucić, dokleić jakąś łatkę. A w sumie to trudno się oburzać na Spartę, że miała takie parcie za złoto i chciała je w tym roku zdobyć za wszelką cenę.

Reklama

Trzeba jednak Sparcie oddać, że była najlepsza. Poza wpadką w Grudziądzu, gdzie miał miejsce słynny już błąd trenera Dariusza Śledzia i źle rozegrany taktycznie 13. bieg, który uniemożliwił podwójną rezerwę taktyczną w nominowanych.

Ktoś powie, że jeszcze był temat miękkich opon Anlasa, na których Sparta śmigała przez ponad miesiąc, dopóki sprawą nie zainteresowały się PZM i PGE Ekstraliga. Fakt, że w wyniku badań ogumienie faktycznie okazało się nazbyt miękkie, ale inni też je mieli. Inna sprawa, że Sparta ze spornymi oponami czy bez prezentowała mniej więcej taki sami poziom.

Mistrzowskim ruchem prezesa Andrzeja Rusko było sprowadzenie przed sezonem Artioma Łaguty. Dotąd ta drużyna opierała się na dwóch liderach. Jeśli ktoś z duetu Tai Woffinden, Maciej Janowski zawalił mecz, to Sparta gubiła punkty. Łaguta dał komfort zespołowi, ale i też liderom. Janowski z Woffindenem zyskali luz. W tak ekstremalnym sporcie, jak żużel, to jest bardzo ważne.

Pytanie, co prezes Rusko zrobi przed kolejnym sezonem. Motor Lublin, który przegrał niedzielny finał, już rzucił Sparcie wyzwanie. Dominik Kubera powiedział na antenie nSport+, że za rok Motor pojedzie po złoto. Do Lublina przyjedzie Maksym Drabik, który jeszcze rok temu, przed zawieszeniem za złamanie procedury antydopingowej, zdobywał punkty dla Sparty.

Czym odpowie Wrocław? Na seniorce nic nie musi robić, bo to, co jest świetnie działa. Jednak coś by wypadało zrobić z juniorami. Bracia Curzytek to może być za mało. Motor juniorami stoi, a jak dołoży Drabika, to znacznie zwiększy swoje możliwości taktyczne. I tu Sparta ma problem, bo ciężko o dobrych młodzieżowców. W zasadzie nie ma kogo kupić. No, chyba że prezes Rusko wyciągnie jakiegoś królika z kapelusza.

A w ogóle to wielkie brawa dla Motoru Lublin. W pięć lat Jakub Kępa i jego ekipa stworzyli na ścianie wschodniej prawdziwą potęgę. Najpierw były dwa awanse z rzędu, potem utrzymanie w PGE Ekstralidze, choć nikt na Motor nie stawiał, a teraz mamy powtórkę sprzed 30 lat i Motor zdobywający po raz drugi w historii tytuł wicemistrza Polski.

PS: Tak na marginesie, to hasło z szacunkiem do rywala działa w dwie strony. Tu znów wrócę do Twittera, gdzie jest mała burza wokół medalowej ceremonii i tego, że tylko cztery osoby ze Sparty (Rusko, Łaguta, Krystyna Kloc, Przemysław Lisszka) gratulowały srebra Motorowi. Jest to odczytywane, jako brak klasy.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje