Reklama

Reklama

Żużel. Bez Hamulców. Stali groziło spanie pod chmurką

W natłoku informacji o pobycie Moje Bermudy Stali Gorzów na Teneryfie umknęła ta, że niewiele brakowało, a drużyna spędziłaby pierwszą noc na plaży lub na ławkach przed hotelem. Osoba dokonująca rezerwacji napisała, że pobyt zaczyna się 15 lutego. Problem w tym, że ekipa przyjechała 14 lutego, o czym zresztą klub informował w swoich mediach.

Napisaliśmy, jak wyglądał lot Moje Bermudy Stali Gorzów na Teneryfę, a także sam pobyt w hotelu Santiago Barcelo. Nie napisaliśmy natomiast jeszcze o tym, co działo się na recepcji hotelu 14 lutego, tuż po pojawieniu się ekipy na miejscu. Okazało się, że osoba dokonująca rezerwacji wpisała datę startową 15 lutego. Kiedy robiący na własną rękę rezerwację sponsorzy odbierali klucze i rozchodzili się po pokojach, zawodnicy siedzieli na walizkach, bo trzeba było ratować sytuację.

Reklama

Koronawirus i awaryjne lądowanie

Na szczęście jest koronawirus i hotel nie miał pełnego obłożenia. Były wolne pokoje, więc na miejscu dokonano rezerwacji i uratowano zawodników przed spaniem na plaży pod gołym niebem.

Tak mi przyszło na gorąco do głowy, że może pan dokonujący rezerwacji z góry założył, że drużyna nie doleci 14 lutego. W sumie to niewiele brakowało. W trakcie lotu było głośno i obsługa statku powietrznego ostrzegała, że jeśli głośno zachowujące się osoby nie uspokoją się, to może dojść do awaryjnego lądowania. Nie doszło. Skończyło się tym, że awanturujących się, tuż po wyjściu z samolotu, spisała policja. Gdyby jednak pilot wybrał inne rozwiązanie, to rezerwacja byłaby w sam raz.

Ja już nie chcę pisać, czego dowodzi źle zrobiona rezerwacja, ani dopisywać kolejnych historyjek z wesołego lotu, choć aż się prosi, żeby odpowiedzieć mocniej na te wszystkie wywiady prezesa Marka Grzyba. Chyba jednak lepiej będzie napisać, że zwyczajnie żal mi tego, co dzieje się ze Stalą Gorzów. To wielce zasłużony klub z piękną historią. Sam pokochałem żużel dzięki takim zawodnikom, jak Edward Jancarz i Zenon Plech. Stal, to jednak nie tylko legendy, ale wielu wspaniałych kibiców i obecnie startujący tam zawodnicy. Dobrze, że oni zachowali się na Teneryfie, jak należy,

Prezes już nie jest panem Markiem

Korzystając z okazji, chciałbym odpowiedzieć tym wszystkim, którzy bezustannie bagatelizują sprawę zachowania działaczy na wyjeździe. Piszą, że drużyna pojechała na obóz, a oni pojechali się bawić, integrować itd. Problem w tym, że pojechali tam jako Stal Gorzów, a nie prywatnie. Druga sprawa, że pan Marek Grzyb już nie jest anonimowym panem Markiem, lecz prezesem Markiem. Od takich ludzi należy wymagać więcej. Ba, oni powinni świecić przykładem. Czy tak było w tej sytuacji? Pan prezes powinien stanąć przed lustrem i odpowiedzieć sobie na to pytanie. Ja wiem, co zrobiłbym na jego miejscu.

Tym bagatelizującym problem podam jeszcze jeden przykład - zawieszenie Rafała Karczmarza przez klub. Pomijam już fakt, że dziwne to zawieszenie (zawodnik normalnie trenuje z drużyną i szykuje się na pierwszy mecz). Inna sprawa, że żużlowcowi włos z głowy nie powinien spaść, bo imprezował w rodzinnej wiosce po godzinach pracy. No miał prawo. Takie samo, jak integrujący się na Teneryfie działacze.

PS: Już sobie wyobrażam kolejne oświadczenie klubu w stylu, że taka sytuacja nie miała miejsca, że mamy pismo dyrektora hotelu Santiago Barcelo, że były tam inne grupy z Polski, które pomyliły rezerwację, ale to nie był Stal. Na pewno będzie ciąg dalszy zbijania lustra. Tylko Stali szkoda. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje