Reklama

Reklama

Spokojnie, to tylko awaria. Mistrz wróci

Kibice oglądający niedzielny hit PGE Elkstraligi musieli przecierać oczy ze zdumienia. Moje Bermudy Stal Gorzów, choć przygotowania utrudniał jej brak własnego toru, choć przegrała dwa sparingi, zlała mistrzowską Fogo Unię Leszno na jej stadionie. Bardziej zaskakującego początku rozgrywek nie mogliśmy sobie wymarzyć.

Ten komentarz należałoby zacząć od stwierdzenia: this is speedway. Bo właśnie, kiedy jest coś, czego nie da się w logiczny sposób wytłumaczyć, to należy użyć tego magicznego zwrotu tłumaczącego wszelkie anomalie. Jak dla mnie wszystkie znaki na niebie i ziemi świadczyły o tym, że Moje Bermudy Stal dostanie w Lesznie lanie. Sądziłem, że 38 punktów to max, co mogą zdobyć. Ze względu na kłopoty z torem, na dwa słabe sparingi i całe to zimowe zamieszanie wokół prezesa Marka Grzyba, który wczoraj w nocy leczył kompleksy dziwnymi wpisami w mediach społecznościowych. To jednak nas najmniej interesuje.

Reklama

Dlaczego więc Stal wygrała w Lesznie? Powodów jest kilka. Najważniejszy, to juniorzy Fogo Unii. W ostatnich sezonach to oni robili różnice, dawali kolejne złote medale. Nie ma już jednak pary Bartosz Smektała, Dominik Kubera. Nastąpiła zmiana warty. Młodzi potrzebują czasu, żeby okrzepnąć, nabrać doświadczenia i rozdawać karty w lidze. Kilka lat temu Smektała, zanim stał się tym Smektałą, oglądał plecy rywali do znudzenia. Kiedyś nawet pomyślałem sobie, że prędzej odechce mu się tego sportu, zanim stanie się wielkim żużlowcem. W niedzielę juniorzy Unii przegrali z tymi ze Stali 3:8.

Innym problemem Unii był w niedzielę Piotr Pawlicki. Strasznie naładowany emocjami. Nie były to jednak pozytywne emocje. Już po akcji z Martinem Vaculikiem, Pawlicki powinien był dostać żółtą kartkę. Potem jeszcze przewrócił Rafała Karczmarza, zrzucając winę na rywala. Sędzia jednak słusznie wykluczył Pawlickiego, który w meczu ze Stalą był jeźdźcem bez głowy. Pewnie bardzo chciał, nie wychodziło i z tej złości zaczął wszystkich przewracać. Unia potrzebuje jednak kapitana z chłodną głową. Gdyby taki Pawlicki wyjechał w niedzielę na tor, zdobył 2-3 punkty więcej, to i bez solidnego wkładu juniorów ten mecz mógł inaczej wyglądać.

Poza wszystkim Unia mogła się na inaugurację przekonać, jak trudno się jedzie, mając wyłącznie mocnych seniorów. Dwa lata temu przerabiał to Apator Toruń. I spadł, bo seniorzy po 1:5 w biegu młodzieżowym musieli gonić wynik, a nie zawsze im się to udawało. W Lesznie schemat w tym roku może być podobny. W spotkaniu ze Stalą taki był.

Nie twierdzę oczywiście, że Unia z powodu juniorów spadnie. Jednak ma lepszych seniorów niż 2 lata temu Apator. Choć i tam i tu jest Doyle. Reszta jednak wygląda inaczej, lepiej. A juniorzy też powinni z każdym meczem punktować solidniej. Nie zdziwię się, jak Unia wygra znowu ligę, a ten mecz będziemy za kilka miesięcy wspominali, jako awarię.

Swoją drogą, ciekawe, jaki wpływ na postawę mistrza Polski miało wszystko to, co działo się przed meczem. Do sobotniego wieczora nie było wiadomo, czy pojadą, bo były problemy z testem na koronawirusa Martina Vaculika. Ostatecznie Stal przyjechała bez trenera Stanisława Chomskiego i kierownika drużyny Krzysztofa Orła. I dziś wiele osób mówi, że dostaliśmy odpowiedź, kto naprawdę powinien prowadzić zespół.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje