Reklama

Reklama

Skąd to lanie? Może, stąd, że Stal Gorzów po serwisie

Kiedyś legendarny mechanik Stali Gorzów Stanisław Maciejewicz usłyszał po biegu od zawodnika: „majster to nie jedzie”. Odpowiedział krótko i na temat: „jak siedzi piXXX, to nie pojedzie”. To tyle w temacie żużlowców, którzy słabą jazdę tłumaczą sprzętem. A teraz do rzeczy, bo Stal przegrała pierwszy mecz w sezonie.

Dlaczego Moje Bermudy Stal przegrała we Wrocławiu? W ciemno obstawiam, że zawodnicy musieli oddać świetnie dotąd spisujący się sprzęt do serwisu no i się zaczęło.

Zwykle jest tak, że ten, kto na początku trafi ze sprzętem, ucieka innym. Z czasem jednak różnice się zacierają, następuje spłaszczenie. Ci, którym sprzęt nie jedzie, naciskają na mechanika, żeby poprawił. Ci, którym jedzie, też idą do mechanika, żeby zrobił im serwis. Z tego kotła wychodzą nowe rzeczy. Właśnie takie, że nagle okazuje się, że Stal wcale nie jest taka mocna, a Betard Sparta to jednak ma odpowiednią moc, by marzyć w tym roku o tytule.

Reklama

To, że serwis zaciera różnice widać choćby na przykładzie Maxa Fricke. Początek miał wystrzałowy, ale przed meczem ze Stalą silniki wróciły z serwisu i nie jadą. W drugim spotkaniu z rzędu Fricke ma świetne wejście, dobry pierwszy bieg, a potem gaśnie w oczach.

Taki silnik po serwisie trzeba ustawić od nowa, dopasować. Jeśli żużlowiec świetnie czuje sprzęt, jeśli zna się na tym, wie, czego mu trzeba, to problem ma szybko z głowy. Wystarczy wspomnieć Tomasza Golloba, który dostawał silniki od mechanika i szybko robił z niego rakietę. Jedna, druga korekta i po dwóch marnych biegach Gollob wjeżdżał na takie obroty, że nie było na niego mocnych.

W niedzielę w Stali poradził sobie tylko Zmarzlik. Wszedł w mecz z kłopotami, w pierwszym biegu został na starcie, ale potem walczył, ścigał się z rywalami, zrobił swoje. Na plus trzeba zaliczyć też występ Andersa Thomsena. Jednak dwie z czterech gwiazd Stali dało plamę i wyszło z tego pierwsze zero w sezonie.

Niewykluczone, że Stal za tydzień już wróci na właściwe tory, że Martin Vaculik z Szymonem Woźniakiem dopasują silniki i odpalą. Czas działa na ich korzyść, bo nie każdy jest geniuszem mechniki, nie każdy czuje sprzęt tak jak Zmarzlik.

Swoją drogą, to mecz we Wrocławiu pokazał, jak kruche są podstawy dobrego wyniku Stali. Z jednej strony potrafi być ona piekielnie mocna. Z drugiej wystarczy, że jeden z czterech świetnych zawodników wpadnie, ma jakieś kłopoty, by Stal rozhartować.

Tak na marginesie, to zastanawia mnie, co teraz Stal zrobi z Marcusem Birkemose? Czy po dwóch zerach dostanie kolejną szansę, czy też wróci Rafał Karczmarz? Ja bym zrobił tak, że w następnym domowym meczu postawiłbym na Duńczyka. Jest młody, perspektywiczny i trzeba mu wreszcie dać szansę jazdy na domowym torze, a nie tylko na wyjazdach. Jeśli Stal ma powalczyć o złoto, to potrzebuje silnego zawodnika U-24 lub juniorów. Karczmarz już prochu nie wymyśli, Birkemose może to zrobić. Trzeba jednak na niego stawiać.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje