Reklama

Reklama

Bez Hamulców. To nie jest pana prywatny folwark!

Prezes Moje Bermudy Stali Gorzów Marek Grzyb odwołał czterech z pięciu członków rady nadzorczej spółki, wyjmując ostatnie bezpieczniki w klubie. Teraz już nie będzie komu kontrolować jego działań. W zarządzie już dawno nie ma ludzi, którzy patrzyli prezesowi na ręce.

Sprawa jest bardzo poważna. Dotyczy klubu z tradycją, ogromnie zasłużonego dla polskiego żużla. Ten klub właśnie stał się prywatnym folwarkiem pana prezesa Marka Grzyba, który 15 marca wyjął ostatnie bezpieczniki, odwołując tych wszystkich członków rady nadzorczej, którzy zadawali mu pytania o bilans za ubiegły rok, o budżet na ten sezon, o sławetny wyjazd na Teneryfę, o umowy reklamowe zawarte z członkami zarządu. Rada powinna je podpisać, a nawet ich nie widziała.

Chcę powiedzieć, że żaden klub, a już na pewno nie tak ważny dla żużla, jak Stal Gorzów, nie powinien być prywatnym folwarkiem jednego człowieka. Nawet takiego, o którym powiedzielibyśmy, że jest bez skazy. Nadzór jest potrzebny każdemu z nas. Rada nadzorcza sprawdzi, wyłapie błędy, może być też swego rodzaju głosem rozsądku. Jeśli prezesowi zaświta w głowie jakiś dziwny pomysł, to może go sprowadzić na ziemię, a tym samym uratować klub przed konsekwencjami planowanego, nieodpowiedzialnego czynu.

Reklama

Zresztą odwołana właśnie rada Stali robiła dla tego klubu coś więcej. Tam były osoby, które doskonale pamiętają, co działo się po odejściu prezesa Władysława Komarnickiego. Pamiętają, jak zarząd kierowany przez Ireneusza Zmorę wyciągał Stal, krok po kroku, ze stanu finansowej zapaści. Ci odwołani panowie byli ze Stalą na dobre i na złe. Do tego stopnia, że przewodniczący rady sam zrobił budżet Stali na ten sezon. Zrobił to, bo widział, że zarząd się tym nie zajmuje. A przecież budżet musi być.

Oczywiście po zrobieniu budżetu pojawiły się pytania, skąd klub weźmie brakujące w nim 2 miliony złotych. Milion brakowało już po zamknięciu okna transferowego. Kolejny milion doszedł, gdy miasto zdecydowało, że przekaże na Stal nie 3,5, lecz 2,5 miliona złotych.

Rodzi się oczywiście pytanie, czy Stal było stać na Martina Vaculika. Z wyliczeń rady wynika, że nie. Dodam, że budżet był szacowany optymistycznie i dziura może być większa niż te 2 miliony. Jeszcze nie wiemy, czy na stadiony wrócą kibice. Jeszcze może wyskoczyć wiele innych nieprzewidzianych spraw po drodze.

Rozumiem, że dla prezesa Grzyba tłumaczenie się z różnych spraw mogło być trudne, czy wręcz niewygodne. Nikt z nas nie lubi się tłumaczyć. Czasami jednak trzeba. Zwłaszcza jeśli prawdą jest, co prezes powtarza na każdym kroku, czyli że Stal jest wspaniałym klubem z najlepszymi kibicami. Jeśli tak pan prezes uważa, to niech to pokaże. Liczą się czyny, nie słowa.

Oczywiście jest, będzie nowa rada, więc prezes może powiedzieć: nic się nie stało. Tyle tylko, że można domniemywać, że cała ta zmiana, to wyłącznie zastąpienie ludzi, którzy zadawali pytania, tymi, którzy nie będą tego robić. Można i tak, ale jaki to ma sens. I gdzie jest transparentność i przejrzystość, która w przypadku działalności klubu sportowego jest najważniejsza. Nawet najpiękniejszy uśmiech prezesa tego nie zastąpi.

PS. Kilka dni temu pisałem o sprawie rozliczenia reklamy Cash Brokera. Prezes Stali jest właścicielem firmy. Powołując się na prawnika, napisałem, że jeśli reklama nie została rozliczona, to Stal może zgłosić działanie na szkodę spółki i może to zrobić rada nadzorcza. Nie spodziewałem się, że prezes weźmie sobie tę publikację do serca i odwoła radę.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama