Reklama

Reklama

Bez Hamulców. Tak się wykrwawia przeciwnika

W polskim żużlu ta praktyka jest stosowana od lat. Prezesi oferują zawodnikom drużyn przeciwnych gigantyczne stawki nie po to, by je płacić, lecz po to, żeby macierzysty klub musiał podnieść kontrakt i stracił możliwość wzmocnienia zespołu.

Swego czasu z "lewarowaniem" (tak niektórzy prezesi PGE Ekstraligi nazywają oferty mające na celu wyłącznie naciągnięcie rywala na koszty) spore problemy miał Władysław Komarnicki, kiedyś prezes, a obecnie honorowy prezes Stali Gorzów.

Prezesi innych klubów uderzali do Runego Holty, ten od razu biegł do Komarnickiego, że dostał świetną ofertę, a działacz, choć niechętnie, podnosił Holcie kontrakt byłe zatrzymać go w Stali. Potem jednak nie starczało mu kasy na solidne uzupełnienie składu. Zanim Komarnicki poradził sobie z numerami innych prezesów, to musiał się ratować takimi zawodnikami, jak Jesper Monberg, Matej Ferjan czy Tomas H. Jonasson. Żaden z nich nie gwarantował wyniku, ani nie stanowił wielkiego wsparcia dla gwiazdorskiego duetu Tomasz Gollob, Holta.

Reklama

Mówi się, że mistrzami w podbijaniu stawek byli swego czasu Robert Dowhan (były prezes Falubazu Zielona Góra) i Wojciech Stępniewski (były prezes Unibaxu Toruń, a obecnie szef Ekstraligi).

Najsłynniejszą akcję z podbijaniem stawek zrobił jednak Roman Karkosik, były właściciel Unibaxu Toruń. Wysłał on swojego ówczesnego menadżera Sławomira Kryjoma do Patryka Dudka, żeby zemścić się na Falubazie za finał ligi w 2013. Wtedy Unibax uciekł, bo Falubaz nie chciał się zgodzić na przełożenie meczu mimo kontuzji Tomasza Golloba. Wybuchł skandal, Unibax dostał walkowera i ogromne kary. Karkosik zrewanżował się, kusząc Dudka kontraktem na 2 miliony, z czego pół miliona zawodnik miał dostać od ręki. Falubaz musiał znacząco podnieść kontrakt gwiazdy, by ją zatrzymać. W Zielonej Górze nie wiedzieli wtedy, że propozycja Unibaxu to zwykła podpucha.

W ciemno można założyć, że na tegorocznej giełdzie nie zabraknie akcji a la Dudek. Niewykluczone, że już nawet kilka takich było, a nawet się w tym nie połapaliśmy. Za rok każdy klub będzie miał o wiele większe niż dotychczas pieniądze, więc "lewarowane" może się okazać niezwykle pożyteczne. Bo jak się innym rywalom urwie przez to kawałek finansowego tortu, to będzie miał mniej kasy na pozostałych zawodników. A jak czegoś przez to nie kupi, to podbijający stawkę może tylko na tym zyskać.

Oczywiście nie z wszystkimi da się robić takie rzeczy. Przykładowo Nicki Pedersen zawsze podchodził do tematu tak, że mówił ile chce, a potem zbierał oferty i przyjmował taką, która ma pasowała. Żadnego podbijania, żadnych negocjacji.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje