Reklama

Reklama

Bez Hamulców. Mrozek był jak Peszko. Teraz nosi herbatę

Zdębiałem, widząc jak w trakcie niedzielnego meczu ROW Rybnik – Cellfast Wilki Krosno prezes ROW-u Krzysztof Mrozek niesie filiżankę z herbatą trenerowi Markowi Cieślakowi. Przecież Mrozek, to działacz, który ma przyklejoną łatkę człowieka lubiącego się wtrącać szkoleniowcom do pracy. Na inaugurację sezonu 2021 w parku maszyn rządził jednak Cieślak, z Mrozek przygotowywał ciepłe napoje. Szok.

Widok prezesa Krzysztofa Mrozka idącego z filiżanką herbaty dla trenera Marka Cieślaka szczerze mnie rozbawił. Bardzo szybko zestawiłem sobie ten obrazek z tymi z przeszłości, kiedy prezes paradował w parku maszyn z założonymi słuchawkami i mikrofonem. Taki sam zestaw miał ówczesny szkoleniowiec Piotr Żyto. Mrozek tłumaczył, że chodzi wyłącznie o sprawny przepływ informacji, ale wyglądało to tak, jakby on chciał kontrolować trenera, śledzić każdy jego krok. Prezes dalej ma zestaw, leży sobie w szufladzie jego biurka. Cieślak nie dostał jednak roli w filmie: Życie na podsłuchu.

Reklama

Mrozek to taki gość, którego w parku maszyn zawsze było pełno. Legendą owiana jest historia z Andreasem Jonssonem, do którego podbiegł po upadku i zaczął go obklejać szkotem. Część mediów napisała, że Mrozek bandażował Szweda, że bawił się w lekarza, ale on tylko naprawiał mu rozerwany kevlar.

Rok temu na balkonie, z którego mecze ROW-u oglądają VIP-y i sponsorzy, był Mrozek może przez chwilę. W trakcie spotkania z Włókniarzem miał nawet takie postanowienie, żeby wytrwać do końca, ale w połowie meczu nie wytrzymał i pobiegł do parku maszyn, żeby być z drużyną. Po co? Sam Mrozek mówi o sobie, że on jest Atmosferić. Jak kiedyś Sławomir Peszko.

Prezes jawił się też jednak jako człowiek od zadań specjalnych. Kiedy psuła się dmuchana banda, to góra trzy minuty przyglądał się nieporadnym działaniom osób z obsługi technicznej, by w końcu pobiec na miejsce zdarzenia i zrobić wszystko po swojemu.

Nigdy jednak nie spodziewałem się, że zobaczą prezesa Mrozka niosącego filiżankę z herbatą. Inna sprawa, że to ma sens. W końcu ROW wygrał na inaugurację 63:27, choć prezes był z drużyną tylko przez krótką chwilę. Tyle ile trzeba, by zanieść herbatę, obrócić się na pięcie i wrócić na balkon budynku klubowego.

Fakt jest taki, że prezes i park maszyn, to są takie rzeczy, które się gryzą. Chyba że trener bardzo chce mieć prezesa blisko siebie. Jeśli nie, to nie ma to najmniejszego sensu. To tylko przeszkadza. Zresztą, jak już prezes znalazł sobie fachowca, któremu płaci za prowadzenie zespołu, to trudno, żeby wyręczał go z roboty. Zwłaszcza jeśli ma kogoś takiego, jak Cieślak. Bo jak on wchodzi do parku maszyn, to największe gwiazdy stają na baczność.

Przy okazji ostatniego meczu z Wilkami, prezes Mrozek zrobił trenerowi Cieślakowi jeszcze jedną przysługą poza przyniesieniem herbaty. Otóż napisał sms-a do Kacpra Gomólskiego, któremu w sobotę zmarł tata: - "Pojedziesz dla niego, a on będzie patrzył z nieba na twoje trójki". Pomogło.

PS. Oczywiście wciąż wiele osób będzie czekać na ten moment, kiedy Mrozek pokłóci się z Cieślakiem, a ten drugi odjedzie ze stadionu z piskiem opon.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy