Reklama

Reklama

Bez Hamulców. Jak prezes Apatora wystraszył zawodnika

 Każde żużlowe okno transferowe ma swoją sagę. W tym roku żyjemy perypetiami Bartłomieja Kowalskiego. Jeszcze przed play-off mówiło się, że trafi do Betard Sparty, z którą zwiąże się od razu na kolejny sezon. Potem była Moje Bermudy Stal, eWinner Apator, znowu Stal, a teraz jeszcze włączył się ZOOleszcz DPV Logistic GKM i Eltrox Włókniarz.

Jak zawiłe potrafią być losy żużlowca widać na przykładzie Bartłomieja Kowalskiego. Tak mniej więcej ponad miesiąc temu był jedną nogą w Betard Sparcie, która oferowała mu pół miliona za podpis w przypadku zdobycia 100 punktów w sezonie. Kowalski miał do Sparty trafić nie tylko na sezon 2022, ale już na fazę play-off bieżących rozgrywek. Prezes Eltrox Włókniarza był już nawet praktycznie dogadany z szefem Sparty.

Ustaleniami Sparty i Włókniarza zupełnie nie przejął się jednak prezes Moje Bermudy Stali Gorzów Marek Grzyb, który zaoferował za transfer Kowalskiego na play-off aż 300 tysięcy złotych. To była zawrotna kwota jeśli weźmie się pod uwagę, że zawodnik miał pojechać raptem w czterech spotkaniach. Grzyb postanowił jednak zaryzykować, wiedząc, jak słaba jest formacja juniorska jego drużyny.

Reklama

Sprawa rozeszła się jednak po kościach, bo Kowalski doznał kontuzji. Wiedział co prawda, że wróci na play-off, ale uznał, że po przerwie i poważnych kłopotach zdrowotnych nie będzie ryzykował jazdy w PGE Ekstralidze. Choćby, dlatego żeby nie stracić na wartości.

Kowalski na play-off został wypożyczony z Włókniarza do OK Bedmet Kolejarza Opole, ale saga się nie skończyło. Zamknięto sprawy związane z sezonem 2021, ale walka o usługi juniora w przyszłym roku trwała nadal.

Pierwsza odpadał z niej Fogo Unia Leszno. Udziałowiec spółki Józef Dworakowski niby był zainteresowany, ale finalnie wycofał się, bo jak Unia miałaby wyjaśnić to, że jest klubem, który szkoli, a bierze juniora z zewnątrz.

Na placu boju zostały eWinner Apator Toruń, Moje Bermudy Stal i ZOOleszcz DPV Logistic GKM. Na początku września wydawało się, że Apator wszystkich zakasował. Trener Tomasz Bajerski usłyszał od działaczy, że ma nowego juniora. Wszystko miało być ustalone, a strony miały podać sobie ręce.

Po chwili okazało się jednak, że nic nie jest przesądzone, bo eWinner Apator nie chce zapłacić 50 tysięcy złotych kwoty odstępnego, jaką Kowalski miał zapisaną w umowie z Eltrox Włókniarzem. Stal Gorzów zadeklarowała się, że nie tylko zapłaci ekwiwalent, ale dorzuci coś ekstra w porównaniu z tym, co zaproponował Apator. Toruń zaoferował za podpis 380 tysięcy, Stal o 20 tysięcy więcej.

I wtedy do gry wszedł kolejny, dość nieoczekiwany gracz, czyli Eltox Włókniarz, bo prezes Świącik policzył sobie, że prócz ekwiwalentu może też zarobić w ramach ekwiwalentu za wyszkolenie 240 tysięcy złotych. Po 120 tysięcy za każdy spędzony przez Kowalskiego we Włókniarzu rok.

Wejście Włókniarza mocno wyhamowało sprawę. Trwa sprawdzanie, czy klub ma prawo żądać ekwiwalent. Ekstraliga Żużlowa twierdzi, że nie, ale już PZM nie ma pewności. W międzyczasie do gry wrócił ZOOleszcz DPV Logistic GKM.

W brodę może sobie pluć eWinner Apator. Właściciel klubu Przemysław Termiński wystraszył trochę Kowalskiego i jego ojca różnymi kategorycznymi stwierdzeniami. Każdy, kto zna Termińskiego wie, że taki ma po prostu styl bycia. Kowalscy jednak tego nie wiedzieli, więc Toruń już nie jest dla nich pierwszym wyborem. Nie znaczy to jednak, że Kowalski tam nie trafi. Zabawa zwyczajnie zaczyna się od nowa. Kiedy się skończy? Jutro, pojutrze, za tydzień, a może za miesiac lub dwa.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje