Reklama

Reklama

Bez Hamulców. Jak łatwo można upaść na dno

Piłkarska Legia Warszawa rok temu była mistrzem Polski, a teraz jest w strefie spadkowej. Znam takich, co mówią: nie, oni nie spadną, bo są piękni i bogaci, bo to po prostu niemożliwe. Włókniarz Częstochowa też tak myślał w 1997 roku. A jak to się skończyło, to każdy żużlowy kibic pamięta doskonale.

W 1996 roku Włókniarz Częstochowa rzucił żużlową Polskę na kolana. Rok później mistrz spadł z wielkim hukiem. Brzmi jak przestroga dla Legii Warszawa, która przed świętami oberwała 0:3 od Radomiaka i umocniła się na 17. pozycji, drugiej od końca.

Czy Legia pójdzie w ślady Włókniarza?

Lada dzień piłkarska PKO Ekstraklasa wznowi rozgrywki, a w Legii będą nerwowo przygryzać paznokcie, bo to się wcale nie musi dobrze kończyć. Pamiętam, że kiedyś w podobnej sytuacji był Górnik Zabrze. Ściągnięto wtedy trenera Henryka Kasperczaka, sprowadzono kilka gwiazd, ale nic z tego nie wyszło. Po meczu pieczętującym spadek strach było wyjść z budynku klubowego, bo na zewnątrz dzikie hordy demolowały wszystko w akcie desperacji, zapominając, że to tylko sport.

Reklama

Górnik wtedy całą rundę rewanżową grał z nożem na gardle. Każdemu meczowi towarzyszyła ogromna presja pętająca nogi piłkarzy. Magia Kasperczaka nie pomogła.

Wróćmy jednak do Włókniarza. Legię od tego żużlowego wypadku różni tylko to, że ma kasę. W Częstochowie, po tytule, zaczęło się oszczędzanie. Odeszli bracia Skupieniowie, zniknął Janusz Stachyra, bo trzeba było zbudować zespół taniej. Legia oszczędzać nie musi.

Włókniarz spadł, bo stracił w każdej formacji

Tamten Włókniarz to w ogóle przeszedł mocną rewolucję kadrową. Wiek juniora skończyli Sebastian Ułamek i Rafał Osumek. Zostali w klubie, jeździli, ale już jako seniorzy, a to jednak nie to samo. Na juniorce (a punkty tej formacji ważą podwójnie) zrobiła się potężna dziura. W Legii dziur nie ma. A na pewno nie ma takich, jakie miał Włókniarz w sezonie 1997.

W Legii jest za to problem z gwiazdami, choć innego typu niż te, które dopadły Włókniarza w pechowych dla tego klubu rozgrywkach. Wtedy, w 1997, Joe Screen, gwiazda zespołu, nie mógł przyjechać na decydujące mecze. To przesądziło.

A trener Cieślak opowiada, jak to z piciem piwa było

Ostatnio rozmawiałem trochę o tamtym spadku Włókniarza z trenerem Markiem Cieślakiem. Zdobył złoto i spadł, widział to wszystko z bliska, pewnie nie raz analizował. On też uważa, że strata seniorów, koniec wieku juniora Ułamka i Osumka oraz kłopot ze Screenem, to było to, co zaważyło.

Swoją drogą, to raz jeszcze usłyszałem od trenera Marka historię o 15 piwach Screena. Jeden z działaczy rozpowiadał wtedy, że Screen zdobył komplet punktów dzień po tym, jak wypił 15 flaszek złocistego trunku. A według trenera to było tak, że dzień przed Screen wypił jedno piwo, zamówił drugie, a Cieślak do niego: Joe, jutro mamy mecz. Wtedy Screen zażartował: 15 piw, 15 punktów. Wypił jednak tylko dwa, bo jakby było piętnaście, to nie byłoby dobrego wyniku.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama