Reklama

Reklama

E-sport. Dominatorzy z G2 poza finałem LEC

To już pewne - w finale europejskich rozgrywek League of Legends nie zobaczymy G2. Marcin "Jankos" Jankowski i spółka wynikiem 1-3 przegrali mecz o awans z Rogue i pożegnali się z rywalizacją. To coś, co w ciągu ostatnich pięciu lat widzieliśmy tylko raz. A może i zwiastun trwałych zmian.

Reklama

Początkowo nic nie zapowiadało takiego obrotu spraw. Rogue co prawda postawiło twarde warunki na mapie numer jeden, ale G2, chciałoby się powiedzieć: jak zwykle, znalazło sposób na wygraną. Wykorzystując jeden nieduży błąd rywali, błyskawicznie obróciło starcie na swoją korzyść. Wydawało się, że znów będzie tak jak co play-offy. Że rywale dwoją się i troją, ale europejski super team w magiczny sposób z każdego pojedynku wychodzi zwycięsko. Ale nic bardziej mylnego, nie tym razem. 

Reklama

Od kolejnej mapy swój koncert rozpoczęło Rogue prowadzone przez piekielnie utalentowanego Kacpra "Inspireda" Słomę. Dżungler dostał się do LEC już jako 17-latek i powoli wspinał się na szczyt, ale wszystko wskazuje, że właśnie się na nim znalazł. Jego Rogue było w tym meczu drużyną zwyczajnie lepszą: dojrzalszą, lepiej zgraną, bardziej pomysłową, a polski zawodnik odegrał w tym sukcesie kluczową rolę. To jak wyraźnie zdystansował w tym spotkaniu weterana Jankosa każe zadać sobie bardzo poważne pytanie: czy to jest ten moment, w którym Inspired jest już najlepszym dżunglerem w Europie? Bardzo możliwe.

Wynik starcia jest sensacją, a o jej skali może świadczyć fakt, że G2 od wiosny 2016 roku poza finałem zmagań znalazło się... raz. Teraz jednak potentaci europejskich rozgrywek musieli uznać wyższość "nowej fali" i kluczowy mecz sezonu tym razem odbędzie się bez ich udziału.

Pewne jest więc to, że mistrzem europejskich rozgrywek zostanie któryś z debiutantów: albo support Rogue, Adrian "Trymbi" Trybus, albo dżungler MAD Lions, Javier "Elyoya" Prades Batalla. To też jest ewenementem, bo przez ostatnie dziewięć edycji zdarzyło się tylko dwukrotnie, raz w wykonaniu Expecta w lecie 2016 roku, a potem za sprawą Bwipo na wiosnę dwa lata później. I tylko szkoda w tym wszystkim trochę Martina "Rekklesa" Larssona, który znów będzie musiał obyć się bez trofeum...

Z kolei Inspired po meczu napisał tylko: "Zaczyna się nowa era." I po obejrzeniu tego spotkania, ciężko się z nim nie zgodzić.

Rafał "RaFeL" Fiodorow

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje