Reklama

Reklama

Puchar Króla. Fontanna radości w Barcelonie. Czy Messi się skusi?

​"Czego ci jeszcze trzeba Leo?" - pyta madrycki dziennik "Marca". Hiszpania jednoczy się, by zatrzymać Messiego. Czy Puchar Króla zdobyty wczoraj po finale z Athletic Bilbao (4-0) przekona 33-letniego kapitana Barcelony, że wciąż może osiągać wielkie cele z tą drużyną?

Finał Copa del Rey 2021 był jednym wielkim szaleństwem. Godzina nieustannego szturmu na bramkę Unaia Simona nie przynosiła efektu, aż w końcu bramkarza Athletic przełamał Antoine Grezmann. I barcelońska lawina ruszyła. Skończyło się na 4-0.

Puchar Króla. Misja Griezmanna, fatum Messiego

Francuz przybył na Camp Nou latem 2019 roku, z 12-miesięcznym opóźnieniem. Zatrzymano go w Atletico rok dłużej, by powalczył o finał Ligi Mistrzów rozgrywany akurat wtedy na Wanda Metropolitano w Madrycie. Misji nie wypełnił. Spóźniony przyszedł do Barcelony, by jak mówił, nauczyć się nowego stylu gry w piłkę. Nauka idzie wyjątkowo opornie. Razem z Griezmannem, który po wygraniu mundial w Rosji wypowiedział słynne zdanie: "jem przy tym samym stole co Messi i Cristiano Ronaldo", zespół Barcelony szedł na dno.

Reklama

15 sierpnia 2018 roku Leo Messi pierwszy raz zabrał publicznie głos jako kapitan Barcelony. Przy okazji okolicznościowego Pucharu Gampera Katalończycy pokonali Boca Juniors 3-0. Boca była wtedy mistrzem Argentyny i finalistą Copa Libertadores. Messi zdobył jedną z bramek. Kilkadziesiąt minut wcześniej przemawiając do kibiców na Camp Nou obiecał im odzyskanie Pucharu Europy. "Tego pięknego pucharu, za którym tak bardzo wszyscy tęsknimy" - powiedział.

Do dziś złośliwi wypominają mu te słowa. Obietnica zawisła nad Messim jak fatum. W pierwszym sezonie Argentyńczyka w roli kapitana Barcelona zdobyła tytuł mistrza Hiszpanii, ale w Lidze Mistrzów przeżyła traumę. Przepadła krok od finału. Po zwycięstwie na Camp Nou z Liverpoolem 3-0 przegrała rewanż 0-4. Ktoś nakręcił wtedy filmik jak Messi samotnie siedział w szatni na Anfield Road i płakał.

Kolejny sezon miał być znacznie gorszy. Barcelona przegrywała na wszystkich frontach. W Lidze Mistrzów Bayern rzucił ją na kolana w ćwierćfinale (2-8). Messi nie widział dla siebie wyjścia, chciał uciekać z Camp Nou. Po 20 latach spędzonych w klubie.

Zatrzymano go siłą. By w wieku 33-lat pomógł nowemu trenerowi Ronaldowi Koemanowi odbudować zespół. Sprawy szły opornie. Nowa Barcelona przegrywała wszystkie mecze wagi ciężkiej. W fazie grupowej Ligi Mistrzów z Juventusem na Camp Nou 0-3, obydwa ligowe klasyki z Realem (1-3 i 1-2), z liderującym Atletico (0-1) i co najbardziej bolesne z PSG w 1/8 finału Ligi Mistrzów (1-4 i 1-1).

Puchar Króla to trofeum drugiej kategorii. Jeszcze niedawno, gdy Barcelona z Messim była postrachem Europy, traktowała zwycięstwa w krajowym pucharze jako trofeum pocieszenia. Zwycięstwem w Copa del Rey w 2012 roku żegnał się z klubem trener Pep Guardiola, który wcześniej zaprowadził Katalończyków na szczyt. W 2017 roku odszedł Luis Enrique, bo choć zdobył podwójną koronę w Hiszpanii, w Lidze Mistrzów Barcelona poległa w ćwierćfinale z Juventusem.

Katalończycy i Messi tęsknili za dominacją na kontynencie, zwycięstwa w Hiszpanii im nie wystarczały. Czas to zmienił.

Puchar Króla. Co postanowi Leo Messi?

Dziś triumf w Pucharze Króla to pierwsze trofeum Bracelony zdobyte od prawie dwóch lat. Dlatego radość jest tak wielka. Po zwycięstwie w finale na Athletico Bilbao 4-0 piłkarze Koemana skakali, tańczyli, śpiewali sobie "Campeones" (mistrzowie). Nowy prezes Joan Laporta zapomniał o obostrzeniach związanych z pandemią i wyściskał Messiego, który wszedł na trybunę honorową, by odebrać trofeum od króla Hiszpanii.

Czy ten sukces, który kiedyś był mały, a dziś jest tak wielki, wpłynie na decyzję Messiego co do przyszłości? W czerwcu Argentyńczyk ma ogłosić, czy zmieni klub, czy zostaje na Camp Nou. W Barcelonie jest legendą, ale niedługo skończy 34 lata. Nie ma czasu czekać, by drużyna się pozbierała. Chciałby zawalczyć jeszcze o piąty w karierze triumf w Champions League, zabiegają o niego PSG i Manchester City, które teraz zmierzą się w półfinale rozgrywek.

Co postanowi Messi? To nie tylko sprawa Katalończyków, ale całej Hiszpanii. Kiedyś Primera Division nazywana była "ligą gwiazd". To w La Liga toczył się fascynujący wyścig dwóch największych gigantów Messiego i Cristiano Ronaldo. Wszyscy najwięksi piłkarze grali w Barcelonie, lub Realu Madryt. Ostatnio się to zmienia. Kryzys ekonomiczny sprawia, że gwiazdy odpływają. CR7 odszedł z Realu do Juventusu, hiszpańskie kluby znaczą coraz mniej w Lidze Mistrzów, choć Królewscy wrócili w tym sezonie do półfinału. Strata Messiego byłaby ciosem wizerunkowym nie tylko w Barcelonę, ale w całą ligę hiszpańską. Dlatego do pozostania na Camp Nou nawołują Argentyńczyka nawet media madryckie, które z natury kibicują Realowi lub Atletico.

- Ten Puchar ma dla mnie znaczenie szczególne - powiedział Messi po wygranym wczoraj finale Pucharu Króla. Jest prawdziwą zmorą Athletic. Baskowie byli finałowymi rywalami Barcelony po raz czwarty od 2009 roku. W tych czterech finałach Copa del Rey Argentyńczyk wbił im sześć goli. Barca wygrała za każdym razem (4-1, 3-0, 3-1, 4-0). Te dwa kluby, to najbardziej utytułowane zespoły w historii rozgrywek. Barca wygrała Puchar Króla 31 razy, Athletic 23.

- Być kapitanem Barcelony to wielki honor - dodał wczoraj Messi. Zabrał publicznie głos pierwszy raz od bardzo dawna. Wiele miesięcy temu stwierdził, że jest skupiony na grze i o przyszłości powie dopiero po sezonie. Andoni Zubizarreta, kiedyś legendarny bramkarz Barcy, a potem dyrektor sportowy w klubie, stwierdził ostatnio, że Leo już podjął decyzję. Jaka to decyzja? Czy wczorajszy sukces może jeszcze na nią wpłynąć? Czy Messi uzna, że warto walczyć z Barcą do końca, czy też poszukać nowych wyzwań?

Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje