Reklama

Reklama

  • 1 .Bayern Monachium (19 pkt.)
  • 2 .Borussia Dortmund (18 pkt.)
  • 3 .Bayer 04 Leverkusen (18 pkt.)
  • 4 .RB Lipsk (17 pkt.)
  • 5 .1. FC Union Berlin (15 pkt.)
  • 6 .VfL Wolfsburg (14 pkt.)
  • 7 .Borussia Moenchengladbach (12 pkt.)
  • 8 .VfB Stuttgart 1893 (11 pkt.)

VfL Wolfsburg. "Wilki" głodne zwycięstw dopadną Bayern?

VfL Wolfsburg to największa rewelacja Bundesligi ostatniego sezonu. "Wilki" zajęły drugie miejsce w tabeli i zdobyły Puchar Niemiec. Teraz ostrzą sobie zęby na Bayern Monachium i... Kamila Glika. Kto stoi za sukcesami zespołu, który w ostatnich latach był ligowym średniakiem?

Bundesliga: wyniki, tabela i statystyki - kliknij tutaj!

Aby odnaleźć klucz do sukcesu Wolfsburga, musimy cofnąć się do listopada 2012 roku. To właśnie wtedy dyrektorem sportowym klubu został Klaus Allofs. Człowiek, który wcześniej wspólnie z trenerem Thomasem Schaafem zbudował potęgę Werderu Brema, sprowadzając do zespołu m.in. Miroslava Klose, Diego czy Torstena Fringsa, dostał prostą misję: wprowadzić "Wilki" na salony niemieckiego futbolu.

Reklama

Zadanie wcale nie było łatwe, bo chociaż Wolfsburg w 2009 roku zdobył mistrzostwo kraju, to kolejne lata pokazały, że zespół z Dolnej Saksonii nie dorósł jeszcze do tego, by na stałe walczyć o najwyższe laury. W trzech kolejnych sezonach nie zdołał zająć miejsca wyższego niż ósme, a w roku 2011 zajął 15. lokatę - czyli finiszował tuż nad miejscem zagrożonym barażem o utrzymanie w Bundeslidze.

Z marazmu zespół miał wyciągnąć Allofs. Jego pierwszym ruchem było zatrudnienie - po ledwie 30 dniach na stanowisku dyrektora sportowego - trenera Dietera Heckinga. Szkoleniowiec, który wcześniej prowadził przez cztery lata solidny FC Nuernberg, nie mógł pochwalić się wielkimi sukcesami, a jednak Allofs postanowił obdarzyć go ogromnym zaufaniem.

Po pierwszym sezonie pracy duetu Allofs - Hecking kibice byli jednak zawiedzeni. "Wilki" zajęły dopiero 11. miejsce w Bundeslidze. Właściciele klubu - koncern Volkswagen - wytrzymali jednak presję i nie zeszli z obranej ścieżki. Opłaciło się, bo w kolejnym sezonie Wolfsburgowi zabrakło ledwie punktu do miejsca premiowanego awansem do eliminacji Ligi Mistrzów. A potem był sezon 2014/2015 i wielki sukces VfL - wicemistrzostwo Niemiec i puchar kraju.

Cierpliwość głównego sponsora i długofalowe planowanie w poprzednich latach wcale nie były znakiem firmowym Wolfsburga. Po niespodziewanym sukcesie, jakim było mistrzostwo Bundesligi w 2009, właściciele samochodowego koncernu trochę stracili kontakt z ziemią. Do czasu zatrudnienia Allofsa aż sześć razy zmieniano trenerów, a na nowych zawodników w trzy lata wydano ponad 125 mln euro! Wśród nich znalazły się perełki, jak choćby Mario Mandżukić, ale nie brakowało też strzałów kulą w płot - tu przykładem niech będzie... sprowadzony z Cracovii Mateusz Klich.

Wszystko zmieniło się po przybyciu do klubu Allofsa. Nowy dyrektor sportowy postanowił błyskawicznie oczyścić szatnię z przeciętniaków, a zamiast nich postawić na wysoką jakość sprowadzanych graczy. Od lata 2013, w niemal każdym okienku transferowym "Wilki" dokonują poważnych wzmocnień. Zaczęło się od Luiza Gustavo (16 mln euro z Bayernu), potem - w styczniu 2014 roku - do klubu trafił rewelacyjny Belg Kevin De Bruyne (25 mln euro z Chelsea). Wreszcie, w styczniu 2015, kolejny zawodnik "The Blues" Andre Schuerrle (32 mln euro).

Nie jest wcale wykluczone, że kolejnym wielkim transferem Wolfsburga będzie... Kamil Glik. W ostatnich tygodniach media donosiły o tym, że Allofs jest poważnie zainteresowany sprowadzeniem Polaka. Środkowy obrońca Torino mógłby z pewnością powalczyć o miejsce na środku obrony z doświadczonym Brazylijczykiem Naldo i wychowankiem klubu Robinem Knoche. Za Glika trzeba by oczywiście zapłacić grubo ponad 10 mln euro, ale dla Wolfsburga to przecież żaden problem.

Nawet jeśli działacze "Wilków" nie sprowadzą do klubu rozchwytywanego ostatnio Glika, to całkiem możliwe, że już w przyszłym sezonie Bundesligi w zielonej koszulce zagra inny Polak - Oskar Zawada. 19-letni napastnik na razie dobrze radzi sobie w drużynie młodzieżowej Wolfsburga, którą prowadzi były napastnik reprezentacji Niemiec Thomas Brdaric.

Wydaje się, że Wolfsburg ma wszystko, czego trzeba, aby na dłużej zadomowić się czołówce Bundesligi. Świetny zespół, w którym młodzi gracze (De Bruyne, a także Maximilian Arnold czy Ricardo Rodriguez) grają obok doświadczonych (Naldo, Diego Benaglio, Vieirinha), do tego znakomite zarządzanie i trener uwielbiający ofensywną grę. Czy zatem w Niemczech narodziła się nowa potęga europejskiej piłki?

To pytanie zadaliśmy byłemu snajperowi "Wilków" i reprezentacji Polski - Andrzejowi Juskowiakowi.

- Wolfsburg już od kilku lat jest przygotowany do tego, by przez lata zajmować miejsca w czołówce tabeli. "Wilki" mają do dyspozycji szeroki skład, doskonałą infrastrukturę i duże pieniądze, które gwarantuje Volkswagen. W maju miałem okazję rozmawiać z Klausem Allofsem, który podkreślił, że chce, aby zespół co roku zajmował miejsce gwarantujące szansę gry w Lidze Mistrzów lub przynajmniej w eliminacjach tych rozgrywek - powiedział popularny "Jusko".

- Zagrożeniem dla Wolfsburga może być to, że często przy bogatym sponsorze brakuje cierpliwości. Jeśli szefowie Volkswagena zorientują się, że jest szansa powalczyć z Bayernem o mistrzostwo Niemiec, będą chcieli to wykorzystać i niewykluczone, że postanowią zmienić trenera na takiego z głośniejszym nazwiskiem. To byłby błąd, bo efekty pracy duetu Allofs-Hecking są znakomite - dodał Juskowiak.

Szefowie Wolfsburga zrozumieli chyba swoje błędy sprzed kilku lat i nie powtórzą ich w najbliższych miesiącach. W maju przedłużono kontrakt z Klausem Allofsem do 2019 roku, a szef rady nadzorczej klubu Javier Garcia Sanz przyznał z zadowoleniem: "nasza wspólna droga nie dobiegła jeszcze końca".

Czy ta droga poprowadzi "Wilki" do mistrzostwa Niemiec?

Autor: Bartosz Barnaś


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje