Reklama

Reklama

  • 1 .RB Lipsk (13 pkt.)
  • 2 .Bayern Monachium (12 pkt.)
  • 3 .Borussia Dortmund (12 pkt.)
  • 4 .Bayer 04 Leverkusen (9 pkt.)
  • 5 .VfB Stuttgart 1893 (8 pkt.)
  • 6 .Borussia VfL Moenchengladbach (8 pkt.)
  • 7 .Werder Brema (8 pkt.)
  • 8 .Eintracht Frankfurt (8 pkt.)

Ostatni polski bramkarz w Bundeslidze: Tytoń będzie numerem jeden w Stuttgarcie

Przemysław Tytoń od przyszłego sezonu ma być bramkarzem VfB Stuttgart. - Jestem o niego spokojny, bo to inteligentny zawodnik - twierdzi Jakub Wierzchowski, ostatni polski bramkarz w Bundeslidze, w rozmowie z Interią.

Łukasz Szpyrka: Najprawdopodobniej Przemysław Tytoń w przyszłym sezonie będzie występował w VfB Stuttgart. To dobry ruch?

Reklama

Jakub Wierzchowski: - Ciężko powiedzieć, że to zły ruch, bo przecież idzie do Bundesligi. Jasne, Stuttgart w poprzednim sezonie nie był najmocniejszy i długo bronił się przed spadkiem, ale dla bramkarza nie powinno to mieć znaczenia. Bundesliga to jedna z najlepszych lig na świecie i na pewno lepiej, by Przemek rozwijał się tam, a nie w Holandii.

Niemcy rzadko sięgają po Polaków. Ostatnim był pan, wcześniej Adam Matysek, przewijał się też Tomasz Bobel. To niewielu.

- Tak było zawsze. Niemcy mają doskonałe szkoły bramkarskie i im ufają. Obcokrajowcowi jest trudniej, bo trend w niemieckiej piłce jest taki, by stawiać na swoich. Jestem jednak o niego spokojny, bo to inteligentny bramkarz. Pokazał, że potrafi się mobilizować w trudnych sytuacjach. Nie miał łatwo w Hiszpanii czy Holandii, bo zawsze rywalizował z przyzwoitymi bramkarzami. Jestem optymistą co do tego transferu.

Tytoń będzie podstawowym bramkarzem?

- Jeżeli z tego co widzę Sven Ulreich naprawdę ma odejść do Bayernu Monachium, to Przemek przychodzi w jego miejsce. Stuttgart widzi w nim bramkarza numer jeden.

Mówi pan o niemieckiej szkole bramkarzy. Nie ma ryzyka, że np. za pół roku do bramki wejdzie ktoś z rodzimej szkółki Stuttgartu?

- Jest takie ryzyko, a Przemek na pewno zdaje sobie z tego sprawę. Niemcy zawsze mieli topowych bramkarzy, a nie jest powiedziane, że w Stuttgarcie nie wyskoczy nagle jakiś zdolny 20-latek. Przemek nie może czuć się pewniakiem, ale do takiej sytuacji jest przyzwyczajony. Zna swoje możliwości, jest w odpowiednim wieku i powinien bronić w Bundeslidze.

A jak pan oceni swój pobyt w Werderze? Łatwo nie było, bo zagrał pan w lidze tylko trzy razy.

- Jestem bardzo zadowolony z tego czasu. Teraz inaczej patrzę na ten pobyt. Miałem 25 lat i wyobrażałem sobie więcej, ale nie żałuję decyzji o wyjeździe. Wiele się w Niemczech nauczyłem. Mogę śmiało powiedzieć, że po powrocie do Polski byłem lepszym bramkarzem niż przed wyjazdem. Ludzie mówią, że trening to nie mecz, ale więcej skorzystałem na zajęciach z najlepszymi niż gdybym występował w polskiej lidze. Każdy marzy o sukcesie, ale nie każdemu się udaje.

Teraz wspólnie z Adamem Piekutowskim prowadzi pan szkołę bramkarzy w Lublinie. Doświadczenie zdobyte w Niemczech procentuje?

- Z Adamem, ale też Marcinem Mańką. Szkoła funkcjonuje, mamy już małe sukcesy. W jej rozwoju pomaga mi np. znajomość języka niemieckiego, a tego przecież nauczyłem się w Bremie.

Rozmawiał: Łukasz Szpyrka

Dowiedz się więcej na temat: Przemysław Tytoń | Bundesliga | Jakub Wierzchowski | VfB Stuttgart

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje