Reklama

Reklama

  • 1 .RB Lipsk (7 pkt.)
  • 2 .FC Augsburg (7 pkt.)
  • 3 .Eintracht Frankfurt (7 pkt.)
  • 4 .Bayern Monachium (6 pkt.)
  • 5 .Borussia Dortmund (6 pkt.)
  • 6 .TSG Hoffenheim (6 pkt.)
  • 7 .Werder Brema (6 pkt.)
  • 8 .VfB Stuttgart (4 pkt.)

Mija 7 lat od tragicznej śmierci bramkarza Roberta Enke

Był w znakomitej formie, miał szanse zostać pierwszym bramkarzem reprezentacji Niemiec na mundialu w 2010 roku – wszystko z pozoru układało się dobrze. Były to jednak tylko pozory. Bramkarz Hannoveru Robert Enke, 10 listopada 2009 roku rzucił się pod pędzący pociąg. Zginął na miejscu.

Enke cierpiał na depresję. Zmagał się z nią przez długi okres swojego życia. Kiedy wydawało się, że piłkarz w końcu odnalazł się w codziennym życiu, choroba wróciła niczym bumerang. Enke bał się do niej przyznać. 8 listopada 2009 roku rozgrywał ważny mecz dla Hannoveru. Znowu udowodnił wtedy wielką klasę na bramce. Dwa dni później już go z nami nie było.

Reklama

Depresja narodziła się w Barcelonie

Enke był jednym z najbardziej utalentowanych bramkarzy w Niemczech. Karierę rozpoczął w klubie Carl Zeiss Jena. Później przeniósł się do Borrussii Moenchengladbach, w której dobre występy zaprowadziły go do gry w Benfice Lizbona. Stamtąd trafił do Barcelony, gdzie, jak twierdzi autor, a jednocześnie przyjaciel bramkarza Ronald Reng w książce "Życie wypuszczone z rąk" (opisuje ona zmagania bramkarza z chorobą - przyp. red.), Enke po raz pierwszy musiał stawić czoło chorobie.

Nieudany epizod w Barcelonie bardzo wpłynął na bramkarza, który z "Dumy Katalonii" został wypożyczony do Fenerbahce Stambuł. Tam jednak było jeszcze gorzej. "Czułem się samotnie i źle" - mówił piłkarz o pobycie w Turcji.

Enke próbował się też odbudować w CD Tenerife, ale ostatecznie w 2004 roku wrócił do Niemiec, żeby grać w Hannoverze. Tam znowu zaczął pokazywać kunszt na bramce i dostał powołanie do reprezentacji.

Rodzinna tragedia

Niemiecki bramkarz na depresję chorował dwa razy - podczas pobytu w Barcelonie i w 2009 roku. Paradoksem jest to, że choroba wróciła do Enke w momencie, kiedy wszystko zaczęło się mu układać.

W 2006 roku piłkarz dzielnie zniósł śmierć córki, która tragicznie zmarła w wieku dwóch lat z powodu wady serca. Trzy lata później Enke razem z żoną Teresą adoptowali małą Leilę, a piłkarz na boisku spisywał się coraz lepiej. Wszystko zaczynała się powoli układać. Enke był jednym z kandydatów do gry w pierwszym składzie reprezentacji Niemiec na mundialu w 2010 roku. Ogromna szansa, która przed nim stanęła, sprawiła jednak, że choroba znowu wróciła. W najmniej oczekiwanym przez wszystkich momencie.

"Zamień się ze mną głowami"

O chorobie piłkarza wiedzieli tylko jego najbliżsi. Enke nie chciał i wstydził się o niej mówić, ukrywał ją. Dlatego też tak wielu było zaskoczonych informacją o jego śmierci. Czytając książkę "Życie wypuszczone z rąk", boleśnie można zobaczyć, jak niektóre sportowe wydarzenia wpływały na niemieckiego bramkarza. Komentarze, nieuzasadniona krytyka, niezadowoleni kibice - to wszystko w piłce jest codziennością, dla niektórych wręcz normą. W niektórych przypadkach może jednak doprowadzić do poważnej choroby, jaką jest depresja.

"Gdybyś choć raz na pół godziny, zamieniła się ze mną głowami, wiedziałabyś, co czuję" - tak powiedział kiedyś do swojej żony Robert Enke. Naprawdę ciężko jest wejść w "skórę" osoby, która zmaga się z depresją. Historia Roberta Enke i książka "Życie wypuszczone z rąk" pokazuje, jak bardzo skomplikowana jest to choroba.

Niedowierzanie, łzy i hołd oddany na stadionie

10 listopada 2009 roku 32-letni Robert Enke rzucił się pod pędzący ponad 160 km na godzinę pociąg. Świat piłki zastygł w ogromnym niedowierzaniu.

Piłkarz zostawił bliskim list pożegnalny. Przeprosił rodzinę i swoich lekarzy za to, że udawał, iż czuje się lepiej. Na stadionie Hannoveru odbyło się pożegnanie bramkarza. Na trybunach zjawiło się ponad 40 tysięcy kibiców. Wspominano najlepsze interwencje bramkarza i odśpiewano "You’ll never walk alone".

"Jego śmierć pokazała, że piłka nożna to nie wszystko. Oprócz popularności i sukcesów, jest też głęboka samotność i rozpacz" - powiedziała podczas nabożeństwa Margot Kaessmann.

Od śmierci Roberta Enke mija dzisiaj siedem lat. Po jego tragicznym odejściu, w sporcie zaczęto odważniej mówić o chorobie, jaką jest depresja. Przyznali się do niej m.in. Adriano, Sebastian Deisler czy Martin Fenin.

Autor: Adrianna Kmak

Dowiedz się więcej na temat: robert enke | Hannover 96 | depresja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje