Reklama

Reklama

  • 1 .Bayern Monachium (31 pkt.)
  • 2 .Borussia Dortmund (30 pkt.)
  • 3 .Bayer 04 Leverkusen (24 pkt.)
  • 4 .SC Freiburg (22 pkt.)
  • 5 .TSG 1899 Hoffenheim (20 pkt.)
  • 6 .1. FC Union Berlin (20 pkt.)
  • 7 .VfL Wolfsburg (20 pkt.)
  • 8 .RB Lipsk (18 pkt.)

Lewandowski po golu z powtórki: Szczęście mi dopisało

Robert Lewandowski doskonale wszedł w nowy sezon, ma już na koncie pięć bramek, ale przy trafieniu w inaugurującym rozgrywki Bundesligi meczu Bayernu z Hoffenheim (3-1), fortuna uśmiechnęła się do Polaka przy rzucie karnym. Snajper mistrzów Niemiec ma tego pełną świadomość.

"Lewy" podszedł do jedenastki w 78. minucie w bardzo ważnym momencie, przy stanie 1-1 w Monachium. Chwilę wcześniej sędzia Bastian Dankert odgwizdał jego zdaniem przewinienie obrońcy gości Havarda Nordtveita na skrzydłowym Bayernu Francku Ribery’m. Niespodziewanie nasz napastnik, słynący z perfekcyjnego wykonywania strzałów z "wapna", tym razem nie zmylił Olivera Baumanna swoim oryginalnym nabiegiem i bramkarz wyczuł intencje, popisując się udaną obroną. Wtedy do piłki dobiegł Robben i zdobył gola.

Bramka jednak nie została uznana, bo po analizie wideo arbiter dopatrzył się naruszenia przepisów przy karnym ze strony jednego z piłkarzy Hoffenheim i nakazał powtórzyć jedenastkę. "Lewy" ponownie podszedł do piłki i wyprowadził "Bawarczyków" na prowadzenie.

Reklama

- Szczęście mi dopisało. Mogłem szybko wyciągnąć wnioski - cieszył się Lewandowski na antenie Eleven Sports. - Dlaczego nie wyszło mi za pierwszym razem? Źle zrobiłem, od razu wiedziałem, że źle zrobiłem - wyjaśnił.

- Długo się rozkręcaliśmy, rywal grał dobrze w defensywie, bronił się większą liczbą zawodników. Jeśli o mnie chodzi, to kiedy napastnik gra przeciwko trzem środkowym obrońcom, dostaje mało piłek i musi cierpliwie czekać na swoją szansę - wyjaśnił nasz snajper trudność w sforsowaniu szeregów przeciwnika.

Przy okazji kapitan reprezentacji Polski odniósł się do swojego niedawnego wywiadu na łamach "Bilda", gdzie powiedział, że chciał odejść, bo był najmocniej obwiniany za niepowodzenie w Lidze Mistrzów. Stwierdził, że przez dwa miesiące praktycznie każdy w niego uderzał, a ze strony drużyny nie miał żadnego wsparcia, przez co czuł się pozostawiony sam sobie.

- Powiedziałem to, co czułem i to, co miałem na sercu. Jestem taki, że jak już mówię, to mówię to, co myślę, a nie to, co ktoś chciałby usłyszeć - skwitował "Lewy" na antenie.

Wynik meczu Bayernu z Hoffenheim na 3-1 tuż przed końcem ustalił Robben.

AG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama