Reklama

Reklama

Lewandowski: Nie ma powodu, bym miał być zadowolony

Mistrz Niemiec Borussia Dortmund ma po ośmiu kolejkach piłkarskiej Bundesligi dwanaście punktów straty do Bayernu Monachium. Robert Lewandowski wierzy, że można to jeszcze nadrobić i tak jak w zeszłym sezonie jego ekipa rozpocznie marsz w górę tabeli.

W sobotę Borussia przegrała u siebie w derbach Zagłębia Ruhry z Schalke 04 Gelsenkirchen 1:2. Bawarczycy pokonali z kolei 5:0 Fortunę Duesseldorf.

- Oczywiście dwanaście punktów to dużo. Bayern w tym sezonie wygrywa wszystko. Mam jednak nadzieję, że już w następnej kolejce zaczniemy nasz marsz w górę. Przede wszystkim musimy zacząć wygrywać i zdobywać trzy punkty. Zrobimy wszystko, by ta przewaga Bayernu sukcesywnie malała. Jest jeszcze wiele spotkań przed nami i dużo może się wydarzyć - powiedział po meczu Lewandowski.

Napastnik polskiej reprezentacji trafił w 55. minucie, ale z murawy schodził ze smutną miną. - Przegraliśmy spotkanie, więc nie ma powodu, bym miał być z czegoś zadowolony. Nawet to, że strzeliłem bramkę nic nie dało. Myślałem, że po tym golu uda nam się jeszcze raz oszukać bramkarza. Okazje mieliśmy, ale nic z tego - skomentował.

Pierwsza połowa, do której Borussia wyszła w nietypowym dla siebie ustawieniu 2-5-3, była znacznie słabsza od drugiej. Podopieczni Juergena Kloppa nie potrafili odnaleźć się na nowych dla siebie pozycjach i nie stwarzali zagrożenia pod bramką Schalke.

Reklama

- Gra nam nie szła. Nie wiedzieliśmy jak i co zrobić. Wyszliśmy w innym ustawieniu, ale to nie ma znaczenia, bo powinniśmy i tak atakować - podkreślił Lewandowski.

Na pewno wpływ na postawę mistrza Niemiec miał brak podstawowych zawodników w składzie. Z powodu kontuzji na murawie zabrakło w pomocy Jakuba Błaszczykowskiego, Ilkaya Guendogana i Mario Goetzego, a w obronie Marcela Schmelzera.

- To spowodowało, że musieliśmy trochę kombinować. Lepiej wszystko wyglądało od 60. minuty, kiedy większość z nas wróciła na swoje pozycje - ocenił polski napastnik.

Lewandowski nie uważa, że wpływ na jego dyspozycję miało przełożenie z wtorku na środę meczu reprezentacji przeciwko Anglii w eliminacjach mistrzostw świata.

- Mieliśmy dwa dni odpoczynku, a przecież często gramy systemem środa - sobota - podkreślił i dodał, że w tej chwili trudno jest ocenić, czy remis z Wyspiarzami na Stadionie Narodowym traktować jako sukces.

- Będziemy to wiedzieć po kolejnym spotkaniu. Jeśli wygramy wiosną z Ukrainą, ten punkt zdobyty w Warszawie może być bardzo ważny. Wtedy będziemy mogli mówić o tym jak o sukcesie. Jeśli jednak stracimy chociażby punkt, to wątpię, by ten remis z Anglią coś nam dał. Kolejne starcie może być najważniejszym w całych eliminacjach, bo będziemy wiedzieli, czy jeszcze mamy szansę, by walczyć o awans - zaznaczył.

Lewandowski do Borussii trafił w 2010 roku. W pierwszym sezonie strzelił osiem goli, w drugim 22. Teraz po ośmiu kolejkach ma na koncie trzy trafienia.

- Na pewno teraz trudniej mi się gra niż w poprzednich latach. Jestem lepiej pilnowany przez rywali, ale muszę sobie z tym radzić. Dzięki temu mogę cały czas podnosić swoje umiejętności. Jak jestem lepiej kryty, muszę więcej wymagać od siebie, żeby strzelić bramkę - przyznał.

Wyniki, terminarz i tabela Bundesligi

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL