Reklama

Reklama

Kryzys Bayernu. Joshua Kimmich wściekły po porażce z Borussią Moenchengladbach

Po dwóch ostatnich ligowych porażkach Bayernu Monachium niemieckie media stawiają pytanie: Czy to koniec marzeń o tytule? Kubeł zimnej wody na głowy kolegów wylał też młody as monachijczyków - Joshua Kimmich.

Bundesliga - wyniki, terminarz, tabela

Bayern nie zaliczył udanego otwarcia sezonu, ale choć gra zespołu pozostawiała wiele do życzenia, to trzy zwycięstwa z rzędu w drugiej połowie października pozwoliły trenerowi Niko Kovaczowi uratować posadę. Jego pozycja była jednak tak mocno nadwyrężona, że po porażce 1-5 z Eintrachtem Frankfurt szefowie nie czekali dłużej i go zwolnili.

Stery przejął asystent Kovacza - Hansi Flick i rozpoczął bardzo obiecująco, ale po czterech kolejnych zwycięstwach (bilans bramek 16-0) przyszły dwie porażki, przez które poważnie stopniały szanse na obronę tytułu mistrza. Bayern przegrał przed tygodniem z Bayerem Leverkusen 1-2, a w sobotę w identycznych rozmiarach uległ liderującej Borussii Moenchengladbach.

Reklama

Obrońca tytułu spadł na siódme miejsce w tabeli Bundesligi i traci już siedem punktów do "Źrebaków". Przed rokiem Borussia Dortmund wyprzedzała go o dziewięć "oczek", a mimo tego Bayern odrobił stratę, obronił mistrzostwo i jeszcze zdobył Puchar Niemiec. Tym razem wcale nie musi być jednak podobnie.

- Chociaż mamy mniejszą stratę niż w poprzednim sezonie, to uważam, że teraz sytuacja jest o wiele trudniejsza. Jeśli ktoś sądzi, że będzie tak, jak w ubiegłym sezonie, to wychodzi ze złego założenia - ostrzegł Joshua Kimmich.

- Jeśli będziemy ze sobą całkiem szczerzy, to w poprzednim sezonie pomogło nam to, że odpadliśmy z Ligi Mistrzów, bo w przeciwnym wypadku ciężko byłoby nam wywalczyć dublet - przekonywał Kimmich. 

24-latek nie krył po porażce z Borussią Moenchengladbach, że jest "niesamowicie wkurzony". Zachodził w głowę, jak zespół mógł przegrać mecz, w którym wypracował tak wiele znakomitych sytuacji bramkowych. Przyznał jednak, że takiego obrotu sprawy można było się spodziewać wcześniej.

- Sygnały alarmowe były już przed meczem. Wiedzieliśmy przecież, że nie tylko sama Borussia jest przed nami w tabeli, ale też kilka innych zespołów. Kto tego wciąż nie zrozumiał, ten jest w błędzie - dodał.

Bayern od początku sezonu nie imponował swoją grą, ale wygrywał, głównie dzięki golom Roberta Lewandowskiego. Zabrakło ich w ostatnich dwóch ostatnich spotkaniach ligowych i skończyło się porażkami. Legenda Bayernu - Stefan Effenberg skrytykował politykę transferową szefów klubu, podkreślając że drużyna jest "zbyt uzależniona" od goli Lewandowskiego.

Mirosz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL