Reklama

Reklama

  • 1 .VfL Wolfsburg (12 pkt.)
  • 2 .Bayern Monachium (10 pkt.)
  • 3 .Borussia Dortmund (9 pkt.)
  • 4 .1. FSV Mainz 05 (9 pkt.)
  • 5 .SC Freiburg (8 pkt.)
  • 6 .Bayer 04 Leverkusen (7 pkt.)
  • 7 .1. FC Koeln (7 pkt.)
  • 8 .1. FC Union Berlin (6 pkt.)

Guardiola w Bayernie, czyli poprawianie perfekcji

"Dostałem od ciebie zespół doskonały, nie mogę w nim nic ulepszyć" - poskarżył się niedawno Pep Guardiola Juppowi Heynckesowi. Mimo wszystko Katalończyk zmienia grę Bayernu Monachium, który pod względem posiadania piłki przewyższył w Champions League Barcelonę.

W zdobyciu Moskwy zimą było coś niemal symbolicznego. Pewny awansu do 1/8 finału obrońca trofeum wygrał w Lidze Mistrzów dziesiąty mecz z rzędu poprawiając osiągnięcie Barcelony z sezonu 2002-2003. CSKA zaprzepaściło kilka znakomitych okazji na gole, ale nikt nie śmiał kwestionować wyższej kultury gry Bayernu. Po sezonie z potrójną koroną pod wodzą Heynckesa, korekty dokonywane przez Guardiolę odbywają się póki co całkowicie bezboleśnie. Jedynym zmartwieniem jest "kret" w szatni, który przekazał mediom informacje o założeniach taktycznych przed hitem Bundesligi z Borussią. "Jeśli go złapię, wyrzucę z klubu na zbity pysk" - ogłosił Katalończyk popierany przez prezesa Karla Heinza Rummenigge.

Misja nowego trenera Bayernu kontrastuje z celami nowego szkoleniowca Barcelony. Pep grę Bawarczyków komplikuje, Gerardo Martino robi co może, by styl zespołu z Camp Nou uprościć. Efekt jest taki, że po 5 kolejkach Champions League na czele drużyn z największym posiadaniem piłki znaleźli się Bawarczycy. Rzecz niespotykana od lat w europejskim futbolu. Średnie "possesion" Bayernu to 69 proc, Barcelony 67 proc.

Widać to gołym okiem, ale potwierdza statystyka. W Bundeslidze po 13 kolejkach Bawarczycy wymienili o 1200 podań więcej niż w ubiegłym sezonie. W Lidze Mistrzów o 800 więcej. Dziś dla Bayernu nie jest żadnym problemem gra bez klasycznego, środkowego napastnika. Mario Mandżukicia zabrakło w Moskwie, mechanizm funkcjonował tak samo, gole zdobywali inni.

Wydaje się, że nowy styl Bayernu daje znacznie większe pole do popisu młodym przybyszom: Mario Goetzemu i Thiago Alcantarze. Potwierdzić tego na razie nie mieli okazji, do niedawna głównie leczyli urazy. Pepowi udało się zapanować do jakiegoś stopnia nad chorobliwym indywidualizmem Arjena Robbena. Katalończyk wie, że ma do czynienia z ekscentrycznym geniuszem i stara się to wykorzystać. Największym objawieniem był dla niego jednak Philipp Lahm, któremu po trzydziestce zmienił pozycję na boisku. Nazywa go najbardziej inteligentnym piłkarzem, z jakim pracował. A pracował przecież z Xavim i Iniestą.

Bawarska misja Guardioli wygląda póki co na lekką, łatwą i przyjemną. Kiedy jeszcze jako piłkarz nabierał szacunku, a wręcz fascynował się dyscypliną i determinacją graczy Bayernu, nie mógł nawet marzyć o tym, co go teraz spotyka. Swoje drugie miejsce pracy wybrał sam, stawiając je ponad miliony Premier League. W Monachium zarabia świetnie, żyje spokojnie, drużyna wygrywa mecz za meczem. Aż strach pomyśleć, że nie może być lepiej.

Reklama

Bayern, jako jedyny zespół w Lidze Mistrzów wygrał wszystkie mecze, mimo to nie jest pewny zwycięstwa w grupie. Powalczy o to w ostatniej kolejce z Manchesterem City na Allianz Arenie mogąc pozwolić sobie nawet na porażkę jednym golem. Potem gracze Guardioli zagrają o klubowe mistrzostwo świata, piąte trofeum w tym roku. Od rekordu Barcelony z 2009 dzieli ich porażka w Superpucharze Niemiec z Borussią Dortmund. Porażka zapomniana po sobotnim zwycięstwie 3-0 na Signal Iduna Park w ligowym hicie.

Czy Bayern Pepa stanie się hegemonem europejskiej piłki na dłużej? Wciąż nikt jeszcze nie obronił tytułu w Champions League. Patrząc na szeroką kadrę, formę, zgranie piłkarzy z Bawarii, niełatwo wyobrazić sobie ich porażkę. Styl, w jakim zdobyli Etihad Stadium w Manchesterze wskazuje, iż od ubiegłego, perfekcyjnego przecież sezonu, zrobili kolejny krok do przodu.

Niewidzialnym wrogiem wielkich zespołów jest znużenie. Selekcjoner mistrzów świata Vicente del Bosque mówił o tym ostatnio, że nic tak negatywnie nie wpływa na morale drużyny, jak nieprzerwana seria wygranych. Z tym problemem Pep nie poradził sobie w Barcelonie. Rozwiązał go podając się do dymisji po czwartym sezonie pracy. Tłumaczył wtedy, że zmiana jest konieczna, bo trener traci wpływ na piłkarzy. Czy w Monachium będzie tak samo? Niemieccy gracze mają z natury mniejszą skłonność do upajania się sukcesami. Póki co realne zagrożenia dla bawarskiego imperium nawet wyobrazić sobie trudno.

Dyskutuj z autorem na jego blogu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL