Reklama

Reklama

Eskalacja sporu na linii Borussia - Lewandowski!

Nie ma spokoju na linii Robert Lewandowski - Borussia Drotmund. Polski napastnik wicemistrza Niemiec czuje się oszukany przez klub i coraz głośniej o tym mówi.

Po Superpucharze Niemiec, w którym BVB pokonała Bayern 4-2, Robert Lewandowski powiedział nam na Signal Iduna Park: - Nie ukrywam, że są osoby, które coś innego mi mówiły, a co innego się dzieje i nie chodzi mi teraz o transfer. Trochę boli, ale mam nadzieję, że to się zmieni.

Dzisiejszy "Fakt" ujawnia, że przed sezonem najważniejsze osoby w Borussii - Joachim Watzke i Michael Zorc rozmawiali osobiście z Lewandowskim. "Padła konkretna propozycja: nie zgodziliśmy się na transfer, w nagrodę będzie duża podwyżka. Robert miał za ostatni rok gry na Signal Iduna Park dostawać 6 milionów euro plus bonusy - łącznie nawet 9 milionów. Jak się okazało, te obietnice nie znalazły pokrycia w czynach - pisze "Fakt".

Reklama

Słowa Lewandowskiego przytacza dzisiaj nie tylko "Fakt", ale też "Rzeczpospolita". Robert powiedział w niej m.in. "Zawsze zachowywałem się fair wobec klubu, dotrzymywałem wszystkich zobowiązań i wydaje mi się, że dużo dla Borussii zrobiłem. Boli mnie to, że niektóre osoby zaprzeczają teraz swoim słowom. Jeśli ktoś coś mówi, powinien się tego trzymać. Nie chodzi mi tylko o transfer, kilka innych rzeczy, które poruszałem w dyskusjach z działaczami, nie zostało wykonanych, albo są wstrzymane."

Lewandowski dodaje w "Rz": "Czego bym nie robił, jak ciężko nie pracował na treningach i jak nie starał w trakcie meczu, podświadomie będzie we mnie tkwiło, że zostałem oszukany. Może to za mocne słowo... Powiedzmy - że rozczarowała mnie postawa niektórych osób w klubie. Takie sytuacją mogą wpływać na postawę nie tylko sportowca, ale każdego, w normalnym życiu i pracy. Co innego się mówi, a co innego myśli i robi. To wszystko jest takie mało niemieckie, my zachowujemy się normalnie, a Borussia nie do końca."

 Pewne jest jedno - słowa te, wypowiedziane przez Roberta po polsku, dla polskich gazet, na pewno dotrą do władz Borussii. Zostały zresztą wypowiedziane w tym celu. Rodzi się tylko pytanie - czy po tym, jak w zaciszu klubowych gabinetów nie udało się wynegocjować dla Lewandowskiego wartych jego umiejętności zarobków, powiedzie się to za pośrednictwem mediów? To mało prawdopodobne, chociaż to przecież jasne, że z zadowolonego Roberta Borussia miałaby o wiele więcej pożytku, niż z takiego, który czuje się oszukany.

W wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Lewandowski zahaczył także prezesa PZPN-u Zbigniewa Bońka. Zapytany o to, czy zdziwił się, że Boniek nie zwolnił jeszcze Fornalika, odparł:   

"Czasami do słów prezesa Bońka nie trzeba za bardzo przywiązywać wagi, tak, jak robią to media. Bywa, że nie mają znaczenia, bo jest ich dużo. W drużynie nie ma podziałów, wszyscy stoją za trenerem, a on panuje nad zespołem."

Trudno sobie przypomnieć, aby w trakcie jego urzędowania, na podobną uwagę pozwolił sobie Robert pod adresem Grzegorza Laty, choć jego rządy były bez porównania gorsze od tych Bońka.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL