Reklama

Reklama

Bundesliga. Krzysztof Piątek - "Il Pistolero" w odwodzie

W piątkowym meczu Herthy Berlin z Unionem powtórzyła się sytuacja sprzed tygodnia. "Niebiesko-Biali" zanotowali wysokie zwycięstwo, a Krzysztof Piątek oglądał strzeleckie popisy swoich rywali w walce o skład z perspektywy ławki rezerwowych. Nie tak miało to wszystko wyglądać...

Relację z piątkowego meczu Hertha - Union znajdziesz TUTAJ

W ciągu kilku ostatnich miesięcy gwiazda Piątka systematycznie blakła. Jeszcze nie tak dawno Polak mógł się cieszyć statusem gwiazdy Serie A, teraz został rezerwowym bundesligowego średniaka, który jednak w przerwie spowodowanej w przerwie koronawirusa przeszedł prawdziwą metamorfozę. Wszystko za sprawą trenera Bruno Labbadii.

Wcześniej na grę Herthy trudno było patrzeć. Jeśli polscy kibice decydowali się usiąść przed telewizorem podczas meczu berlińczyków, robili to tylko i wyłącznie ze względu na występ swojego rodaka.

Reklama

Teraz sytuacja uległa zmianie. W ostatnich dwóch spotkaniach Hertha imponowała zarówno w defensywie, jak i ofensywie. Piłkarze "Big City Club" siedmiokrotnie pokonywali bramkarzy rywali, a wynik ten mógłby być jeszcze lepszy, gdyby nie kilka świetnych interwencji Rafała Gikiewicza. Udział Piątka w tych goleadach był jednak znikomy, także pod względem liczby rozegranych minut.

Piątek przychodził do Herthy tylko w jednym celu - miał odbudować swoją skuteczność, będąc niekwestionowaną gwiazdą ataku ekipy z Berlina, która ma ambitny plan stworzenia futbolowej potęgi.

Obecnie przegrywa jednak rywalizację z leciwym - bo już 35-letnim - Vedadem Ibiszeviciem, który szybko nie odda miejsca w pierwszym składzie.

Labbadia nie ma powodów, by pozbawiać Bośniaka gry w pierwszym. W dwóch ostatnich spotkaniach kapitan Herthy zdobył dwie bramki i zanotował dwie asysty, a że świetną skuteczność prezentują także pozostali ofensywni zawodnicy - Matheus Cunha i Dodi Lukebakio - powrót Piątka do wyjściowej "jedenastki" zdaje się być znacznie utrudniony.

Piątek może się czuć oszukany przez Juergena Klinsmanna. To właśnie za względu na byłego szkoleniowca Herthy Polak zdecydował się na transfer, co sam przyznał.

Niemiec odszedł jednak i to w kiepskim stylu. Piątek został na pokładzie sam, bez niego i choć wciąż nie wypadł za burtę, stoi już tuż przy niej.

- Bruno Labbadia daje mi pewność siebie, ale nie traktuje mnie jakoś specjalnie, pracuję jak wszyscy inni. Dał mi uczciwą szansę i ja ją wykorzystałem - powiedział po piątkowym meczu Ibiszević.

Piątek na swoją pierwszą prawdziwą szansę u trenera Labbadii wciąż musi poczekać. Pozostaje wierzyć, że gdy w końcu ją otrzyma, skrupulatnie ją wykorzysta, a potem zgodnie z prawem serii zacznie seryjnie trafiać do siatki.

TB

Bundesliga - wyniki, terminarz, tabela

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL