Reklama

Reklama

Bundesliga. Bayern - Hannower 96 3-1 w 32. kolejce. Kolejny gol Lewandowskiego

Bardzo pewnie i bez żadnych problemów Bayern wygrał z Hannowerem 3-1 i umocnił się na prowadzeniu w Bundeslidze na dwie kolejki przed końcem sezonu. Sygnał do ataku dał Robert Lewandowski, strzelając pierwszego (a 22. w ogóle w lidze) gola. Gospodarzom pomogła jednak czerwona kartka dla Jonathasa, który spędził na boisku niecałe 10 minut.

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę niemieckiej Bundesligi

Bawarczycy mieli przed tą kolejką teoretycznie jeszcze łatwiejsze zadanie niż przed tygodniem, gdy nieoczekiwanie zremisowali w Norymberdze. Do Monachium przyjechał bowiem zamykający tabelę Hannover 96, na dodatek mający nóż na gardle.

Wiadomo było bowiem - nawet mimo zwycięstwa w ubiegłej kolejce przerywającego serię dziewięciu meczów bez wygranej - że jeśli goście przegrają, a jednocześnie Stuttgart wywiezie z Berlina przynajmniej jeden punkt, Hannower straci nawet teoretyczne szanse na utrzymanie.

Reklama

A jednak to zawodnicy Thomasa Dolla jako pierwsi stworzyli zagrożenie pod bramką rywali. W 5. minucie Haraguchi znalazł się w dobrej sytuacji po dośrodkowaniu z lewej strony, ale nieczysto uderzył piłkę głową z kilku metrów.

To był sygnał, że goście nie wyszli na boisko jak na ścięcie, jakby chcieli przełamać 23-letnią tradycję, zgodnie z którą "czerwona latarnia" ligi nie potrafi wygrać na boisku lidera. Ostatni raz stało się tak w 1996 roku, kiedy Düsseldorf wygrywał z Bayerem w Leverkusen.

Szybko jednak wszystko wróciło do normy i Bayern przejął inicjatywę. Pierwszą szansę na kolejnego gola miał m.in. Robert Lewandowski, ładnie uderzając piłkę głową w 13. minucie. Bramkarz Esser spisał się jednak bez zarzutu. Tak samo jak po strzale Comana, który był jeszcze bliżej trafienia do siatki.

W ogóle bramkarz gości spisywał się bardzo dobrze w kilku sytuacjach, bo wygrał jeszcze pojedynek jeden na jeden z Muellerem. Przy kolejnym ataku Lewandowskiego był już jednak bezradny. Polak idealnie w tempo nabiegł do dośrodkowania Kimmicha z prawej strony i z kilku metrów skierował piłkę głową do siatki. To był gol podobny trochę do tego, którego "Lewy" strzelił na rozpoczęcie Euro'2012 w meczu z Grecją.

Goście nie mieli żadnych argumentów, żeby odpowiedzieć. Ataki z pierwszych minut długo nie znajdowały żadnej kontynuacji, bo Bayern na to nie pozwalał. I pewnie bardzo szybko prowadziłby wyżej, gdyby znowu Esser po precyzyjnym strzale Muellera nie wybił końcówkami palców. Ale co się odwlecze... Leon Goretzka strzelił drugiego gola z ponad 20 metrów, a piłka odbiła się jeszcze od słupka. Bramkarz nie miał szans.

A Bayern nie chciał się zatrzymywać. Szczególnie Kimmich szalejący na prawym skrzydle, który tuż przed końcem I połowy po raz kolejny idealnie dograł do Goretzki. Jak ten ostatni trafił z kilku metrów zaledwie w poprzeczkę - nie wiadomo. Faktem jest jednak, że przewaga gospodarzy była przygniatająca, a posiadanie piłki w pierwszych 45 minutach - na poziomie 80 procent!

Zaraz po przerwie sytuacja zmieniła się jednak całkowicie. Hannower zaatakował odważniej, przy tym miał trochę szczęścia i zdołał strzelić kontaktowego gola. Po konsultacji z VAR-em sędzia uznał, że zagranie ręką Boatenga kwalifikuje się na jedenastkę, którą wykorzystał dopiero co wprowadzony Jonathas.

Napastnik gości spędził jednak na boisku zaledwie... 10 minut, bo tuż po karnym dostał żółtą kartkę, a chwilę potem kolejną, za uderzenie w twarz Kimmicha. Ta druga sytuacja była bardzo kontrowersyjna, trudno wskazać, czy Brazylijczyk miał taki zamiar, ale sędzia zinterpretował to jednoznacznie. Goście musieli grać w dziesiątkę. Warto też przypomnieć, że bawarczycy stracili pierwszego gola u siebie od spotkania z Schalke na początku lutego, a w ogóle to była bramka numer 2000, którą mistrzowie Niemiec stracili w Bundeslidze. 

Bayern cały czas kontrolował wydarzenia na boisku - Lewandowski miał szansę na podwyższenie wyniku, a Alaba na zaskoczenie Essera strzałem z daleka - ale grał zbyt statycznie, bez elementu zaskoczenia. Tymczasem goście ustawili mur przed własnym polem karnym - tak szczelny, że podopiecznym Niko Kovacza trudno było się przez niego przebić. Zrobił to dopiero Ribery, który pojawił się na boisku 10 minut wcześniej. Choć też pomógł mu rykoszet, myląc całkowicie Essera.

"Lewy" próbował jeszcze raz trafić do siatki w 88. minucie, ale jego uderzenie z linii pola karnego złapał bramkarz. W samej końcówce wszedł na boisko jeszcze Arjen Robben, po raz pierwszy w tym roku. Miał nawet znakomitą okazję, z rzutu wolnego z kilkunastu metrów, ale strzelił nad poprzeczką.     

Bayern Monachium - Hannower 96 3-1 (2-0)

Bramki: 1-0 Lewandowski (27.), 2-0 Goretzka (40.), 2-1 Jonathas (51., z karnego), 3-1 Ribery (84.)

Bayern: Ulreich - Kimmich, Süle, Boateng, Alaba (90. Rafinha) - Goretzka, Alcantara - Gnabry (73. Ribéry), Müller, Coman (88. Robben) - Lewandowski.

Hannover 96: Esser - Sorg, Anton, Felipe (72. Wimmer), Albornoz - Schwegler - Maina (90. Prib), Haraguchi, Walace, Ostrzolek - Weydandt (46. Jonathas).

Czerwona kartka: Jonathas (55., dwie żółte)

RP


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL