Reklama

Reklama

  • 1 .Bayern Monachium (43 pkt.)
  • 2 .Borussia Dortmund (34 pkt.)
  • 3 .SC Freiburg (29 pkt.)
  • 4 .Bayer 04 Leverkusen (28 pkt.)
  • 5 .TSG 1899 Hoffenheim (28 pkt.)
  • 6 .Eintracht Frankfurt (27 pkt.)
  • 7 .1. FC Union Berlin (27 pkt.)
  • 8 .1. FC Koeln (25 pkt.)

Błaszczykowski: Nie można mówić o przełomie

Piłkarze Borussii Dortmund nie chcą jeszcze mówić o przełomie. Po piątkowej wygranej z Hoffenheim 1-0 w 14. kolejce Bundesligi awansowali z ostatniego na 14. miejsce w tabeli. - To nic nie znaczy, potrzebujemy więcej zwycięstw - podkreślił Mats Hummels.

W 13 poprzednich spotkaniach wicemistrzowie Niemiec uzbierali jedynie 11 punktów i byli "czerwoną latarnią" w tabeli ekstraklasy. Zespół z dwoma Polakami w kadrze - Jakubem Błaszczykowskim i Łukaszem Piszczkiem kompletnie nie mógł się odnaleźć w nowym sezonie. Powodów było kilka: kontuzje, odejście Roberta Lewandowskiego, przemęczenie zawodników wcześniejszymi mistrzostwami świata.

- Nic nas nie tłumaczy, choć oczywiście trzeba wziąć pod uwagę, że w drużynie wielu piłkarzy odniosło kontuzje. To nie były też urazy, które leczy się tydzień, dwa, a znacznie dłużej. Sam doskonale wiem, jak trudno jest wrócić, więc to musiało się odbić na wynikach - ocenił Błaszczykowski, który w tym sezonie nie zagrał ani minuty.

Reklama

Po zwycięstwie nad Hoffenheim drużyna Juergena Kloppa awansowała wprawdzie na 14. miejsce w tabeli, ale do optymizmu w Dortmundzie daleko.

- Na pewno nie można mówić jeszcze o przełomie. To na razie jeden wygrany mecz. Ważny, ale punktów potrzebujemy znacznie więcej. Czy ten sezon da się uratować? Głęboko wierzę, że tak, ale trzeba cierpliwości i spokoju - powiedział Błaszczykowski.

Również inni piłkarze wicemistrza Niemiec ze spokojem podchodzą do tego, co się dzieje. Ich zdaniem zrobili na razie jeden ważny krok.

- Zagraliśmy bardzo dobre spotkanie, walczyliśmy nareszcie o każdą piłkę, tworzyliśmy akcje podbramkowe i dominowaliśmy. To bardzo ważne, ale kolejne zwycięstwa są niezbędne i dopiero one pokażą, czy faktycznie zrobiliśmy ruch do przodu - zaznaczył kapitan zespołu Hummels.

Mimo dramatycznej sytuacji Borussii, w Dortmundzie nie zawodzą kibice. Na mecz z Hoffenheim stadion Signal-Iduna Park był wyprzedany. Na trybunach zasiadło 80 tys. kibiców. Nie tylko dopingowali, ale i zastanawiali się, skąd tak słaba postawa ich idoli na murawie.

"Borussio - w czym jest problem?" - skandowali po zdobyciu w 17. minucie przez Ilkaya Guendogana zwycięskiej bramki. Dopingowali przez całe spotkanie, łapiąc się co kilka minut za głowę. Wicemistrzowie Niemiec mieli bowiem kilka doskonałych okazji do podwyższenia wyniku. Dwa razy nawet piłka wpadła do siatki, ale po spalonym.

- BVB zagrało jak za dawnych czasów. To drużyna, która na pewno nie będzie walczyć o utrzymanie. Stać ich na bardzo wiele i przyjeżdżając do Dortmund, doskonale zdawaliśmy sobie z tego sprawę. To był trudny mecz, po którym nie mamy się z czego cieszyć - skomentował pomocnik Hoffenheim Eugen Polanski.

Klopp też tym razem postanowił zrezygnować z kilku mistrzów świata. Na ławce posadził bramkarza Romana Weidenfellera, Kevina Grosskreutza, Erika Durma i Matthiasa Gintera. Z kolei Hummels zadbał o spokój w defensywie.

- Czemu podjąłem takie decyzje? Nie wiem. Kierowałem się wyczuciem. Przede wszystkim chciałem między słupkami zobaczyć uśmiech Mitchela Langeraka. Ale nie oznacza to, że Roman stracił swoje miejsce. Może w kolejnym meczu postawię znowu na inny skład - powiedział.

Faktem jest, że zarówno trenerowi, jak i piłkarzom kamień spadł z serca. Znowu schodzili z murawy z uśmiechami na ustach, żartowali. Zanim jednak do tego doszło bardzo długo dziękowali kibicom. Klopp stał na środku murawy i wysyłał w kierunku trybun całusy. Po strzelonej przez Guendogana bramce po raz pierwszy od ponad roku pozwolił sobie na wybuch szczęścia przy linii bocznej boiska.

- Jako klub pokazaliśmy się w piątek z naszej najlepszej strony. Była radość trenera, bardzo dobra gra zespołu i świetna atmosfera na trybunach. Najważniejsze jednak, że dopisaliśmy sobie trzy punkty - podsumował Guendogan, który po raz pierwszy po swojej kontuzji rozegrał znakomite spotkanie.

Gdy pod koniec meczu szkoleniowiec postanowił go zmienić. Schodził z murawy przy owacji na stojąco.

- Od ponad roku trybuny nie żegnały mnie w ten sposób. Miałem ciarki na plecach i czułem niesamowitą radość - przyznał.

Mimo wszystko Klopp podchodzi do zwycięstwa ze stoickim spokojem. Trener doskonale wie, że jeszcze trudna i długa droga do tego, by ten sezon nie zakończył się totalną porażką.

- Między 11 a 14 punktami jest różnica, ale to i tak dramatycznie mało po 14. kolejce. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że to nie wystarczy, dlatego teraz nie możemy na tym poprzestać. Czeka nas jeszcze bardzo dużo meczów, wszystkie o stawkę - podkreślił.

Z Dortmundu - Marta Pietrewicz

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę Bundesligi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje