Reklama

Reklama

  • 1 .Bayern Monachium (42 pkt.)
  • 2 .RB Lipsk (35 pkt.)
  • 3 .Bayer 04 Leverkusen (32 pkt.)
  • 4 .VfL Wolfsburg (32 pkt.)
  • 5 .Borussia Moenchengladbach (31 pkt.)
  • 6 .Eintracht Frankfurt (30 pkt.)
  • 7 .Borussia Dortmund (29 pkt.)
  • 8 .1. FC Union Berlin (28 pkt.)

Bayern. Trener Niko Kovacz domaga się jeszcze czterech transferów

Szefowie Bayernu Monachium w końcu ugięli się presji rynku transferowego i już wydali 115 mln euro na dwóch piłkarzy, ale to zdecydowanie za mało dla trenera Niko Kovacza. Chorwat domaga się pozyskania jeszcze czterech zawodników.

Bayern długo próbował uniknąć szaleństwa transferowego, ale prawa rynku w końcu zmusiły go do wydania wielkich pieniędzy na wzmocnienia. Jeszcze niedawno najdroższym piłkarzem pozyskanym przez Bawarczyków był Corentin Tolisso (41,5 mln. euro), a przed nowym sezonem zapłacili aż 80 mln euro za Lucasa Hernandeza i 35 mln euro za Benjamina Pavarda. Francuscy mistrzowie świata wzmocnią defensywę mistrzów Niemiec, ale przecież Bayern jeszcze bardziej potrzebuje wzmocnień w pomocy.

Podczas gdy największy rywal Bayernu w Niemczech - Borussia Dortmund okazała się niezwykle konkretna i szybko sfinalizowała transfery Matsa Hummelsa (30,5 mln euro), Nico Schulza (25,5), Thorgana Hazarda (25,5) i Juliana Brandta (25) oraz wykupiła snajpera Barcelony Paco Alcacera (21 mln), to w Bawarii wciąż trwa oczekiwanie na nowych zawodników.

Tygodniami wlecze się saga o rzekomych przenosinach Leroya Sane z Manchesteru City. Podobnie sprawa się ma z Timo Wernerem, za którego Bawarczycy nie chcą płacić RB Lipsk i najprawdopodobniej poczekają rok, żeby dostać napastnika za darmo. Do tej pory nic nie wynikło z planów pozyskania Calluma Hudsona-Odoia z Chelsea. Wprawdzie dyrektor sportowy Hasan Salihamidżić zapewnił właśnie, że Bayern nie rezygnuje z utalentowanego Anglika, ale co tak naprawdę to oznacza?

Władze Bayernu wysyłają jasne sygnały: Mamy pieniądze, będą duże transfery, interesujemy się sprowadzeniem gwiazd. Konkretów jest jednak zdecydowanie za mało. Hoeness przekonuje, że jest jeszcze sporo czasu, ale przecież konkurencja nie śpi. Rodrigo, który od dłuższego czasu był na celowniku Bayernu, woli jednak Manchester City i wszystko wskazuje, że właśnie u Pepa Guardioli będzie grał od przyszłego sezonu.

Coraz bardziej niepokoi się nawet trener Niko Kovacz. - Nadal potrzebujemy czterech piłkarzy - powiedział Chorwat, a jego słowa odbiły sie szerokim echem w niemieckiej prasie.

Gdy fani Bayernu marzą o transferach gwiazd, a w niemieckich mediach trwa licytacja nazwisk (ostatnio Ousmane Dembele z Barcelony i Steven Bergwijn z PSV Eindhoven), trener wskazuje, że kadra jest za wąska. - Nie zajedziemy daleko z 17 zawodnikami. Potrzebujemy ich 19 - powiedział Kovacz, mając na myśli jedynie zawodników z pola.

Reklama

Kolejne transfery są koniecznością, bo Bayern opuścili po sezonie Franck Ribery, Arjen Robben, James, Rafinha, a Mats Hummels niespodziewanie został sprzedany Borussii Dortmund. Na dodatek wszystko wskazuje na to, że odejdą jeszcze Jerome Boateng i Renato Sanches.

Przez lata najgroźniejszą bronią Bayernu były skrzydła. O odejściu duetu "Robbery" wiadomo było od dawna, a mimo tego Bayern wciąż nie pozyskał następców Robbena i Ribery'ego. Złośliwi twierdzą, że nic straconego, w końcu z obydwoma można przedłużyć kontrakty, a są do wzięcia za darmo, poza tym za strzelanie goli odpowiedzialny jest w końcu Robert Lewandowski.

Mirosz

Dowiedz się więcej na temat: Bayern Monachium | Niko Kovacz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL