Artur Gac, Interia: Dla ciebie, jako menedżera, za sprawą Damiana Knyby to był jeden z piękniejszych wieczorów w tym biznesie, otwiera się w nowym oknie?
Łukasz Kownacki: - Zdecydowanie tak. Mam ogromny sentyment do Damiana, którego od początku sam prowadziłem. I wyszło to naprawdę niesamowicie, bo jeśli popatrzymy ileś lat wstecz, to było tylko marzeniem i odważnymi planami. Oczywiście jeszcze nie wszystko się spełniło, to nie jest nie wiadomo jaki sukces i mnóstwo jest do osiągnięcia, ale na pewno duży krok w bardzo dobrą stronę. I historycznie nie powiem, że najlepsza wygrana walka Polaka w wadze ciężkiej, ale z pewnością jedna z najlepszych.
Cennie mówisz, by tej wygranej nad mającym wielkie nazwisko Andym Ruizem przesadnie nie gloryfikować. Aczkolwiek znaczy ona wiele, zwycięstwo ma dla Damiana gigantyczną wartość.
- Każdy z nas po poprzedniej walce z Agitem Kabayelem został z pytaniem: "co mogłoby być, gdyby nie przerwanie?". Mam nadzieję, że po tym, co wydarzyło się teraz, ludzie nie będą już patrzeć tak jednoznacznie na pojedynek w Niemczech, że gdyby sędzia nie przerwał, to rywal skończyłby Damiana. Mógł wrócić do gry i zakończyć tak, jak to zrobił w New Jersey. Pokazał, że może walczyć na wysokim poziomie, to chłopak bardzo inteligentny, ma gabaryty i umie je wykorzystać.
W najbliższym pojedynku z kimś wielkim jeszcze nie będziecie stroną A, ale z pewnością wasze notowania, pozycja negocjacyjna i gaże dla Damiana wzrosną.
- Zdecydowanie, jego imię i nazwisko jest głośno wymieniane. To następna walka na DAZN, gdzie jest bardzo lubiany. W hali Prudential Center po takim pojedynku też go uwielbiają. I teraz trzeba tylko to wszystko złączyć w planach, popatrzeć jak to ugryźć i co najlepiej zrobić z myślą o następnej walce. Czy może najpierw poboksować, a nie od razu iść na szczyt? Damian nie stał się mandatory do jednego z czterech najważniejszych pasów, więc na pewno jeszcze czegoś brakuje. Przy czym jako 30-latek wciąż jest młody na wagę ciężką, ma dużo przed sobą i trzeba teraz to dobrze rozegrać, aby mógł się rozwijać.
Każdy przyzwoity człowiek, który ma trochę etyki i moralności, widział wyraźnie, że sposób prowadzenia walki Damiana z Ruizem, czyli ratowanie rywala przez sędziego ringowego w siódmej rundzie plus to, co wydarzyło się na kartach punktowych, wyglądało tak, jakby wszystko miało już wcześniej ustalony scenariusz i Damian miał tę walkę przegrać.
- Miałem w związku z tym wielki niesmak. Wiadomo, Damian nie był stroną A, a wszystko miało być tak, aby wygrał Ruiz i później miał mieć fajną walkę. Jednak taki jest boks. Tutaj przynajmniej nie było aż tak źle, bo wiedzieliśmy, że hala Prudential Center to nasz drugi dom, w którym możemy się czuć inaczej niż gdzie indziej. Ludzie tu byli za Damianem, Prudential Center było za Damianem, tylko jest komisja i dochodzą większe rzeczy, które w planach może nie miały Damiana. Czasami tak jest, ale Damian nie pozostawił nic do zakwestionowania i wygrał bezdyskusyjnie. Oczywiście dwie punktacje były niesprawiedliwe plus liczenie w siódmej rundzie. Jeśli to zestawimy z tym, jak potraktowany został w pojedynku z Agitem Kabayelem, to nie ma porównania. Jaka to jest sprawiedliwość? Niestety taki jest boks.
Powiedziałeś szalenie wymowną rzecz, która tym bardziej obnaża ten biznes. Zaznaczyłeś, że i tak nie było najgorzej, bo walczyliście w "swojej" hali, więc czuliście się tam mocni. Gdyby gala odbyła się na bardziej neutralnym gruncie czy wam niesprzyjającym, być może poszłoby to w jeszcze gorszą stronę.
- Dokładnie, dokładnie. Dlatego szczególnie nam zależało, by wziąć ten pojedynek. Wiedzieliśmy, że walcząc w Prudential Center mamy po swojej stronie plus oraz nie jesteśmy do końca na wyjeździe. Tutaj czujemy się jak u siebie, Damian walczył w tym obiekcie po raz czwarty, co także ma nieprzecenione znaczenie, bo daje spokój. Teraz trzeba na tym budować i rosnąć.
Niesamowite konsekwencje wygranej Knyby nad gwiazdą. Promotor: Kosmos, otwiera się w nowym oknie
Sam Terence Crawford, jeden z najlepszych pięściarzy w historii, nie tylko pochwalił Damiana, ale także zwrócił uwagę, że pojedynek z Kabayelem został pochopnie przerwany.
- O to właśnie chodzi, choć w boksie takie rzeczy nieraz mają miejsce. To dla nas nauczka, ale może tak miało być? Trzeba brać to w taki sposób, że czasami nic nie dzieje się bez powodu. Może tamta walka zakończyłaby się źle i nie mielibyśmy tej okazji, co przyszła teraz. A przez to, że Damian pokazał kawał siebie w tym krótkim czasie, stał się atrakcyjnym rywalem na kolejną wielką walkę, jak ta teraz.
Najbardziej przykre jest jednak to, że gdyby nie dodatkowy punkt za nokdaun, to mimo tak ewidentnego przebiegu pojedynku na korzyść Damiana, walka zakończyłaby się remisem.
- To byłoby naprawdę niesmaczne. Po takiej walce wiemy dodatkowo, że trzeba zrobić z siebie naprawdę produkt, aby inni widzieli promocję, pieniądz i sukces w Damianie. Wtedy sytuacja zmieni się na naszą stronę. Wielu zawodników tak miało, nie każdemu udawało się przebić.
- My wykonaliśmy mocny krok w dobrą stronę, aby w Top Ranku wszystko szło pod Damiana na wysokim, naprawdę wysokim poziomie. Jeśli kolejne kroki będą robione wobec Damiana, wówczas będzie coraz mocniejszą stroną.
Ludzie oburzają się na to wszystko, ale to charakterystyczne dla boksu zawodowego, w którym często więcej jest biznesu. Samo to, aby ustawić się w pozycji strony A.
- To prawda. Dlatego powtórzę, że tak ważne było zorganizowanie tej gali w Prudential Center. Ludzie związani z tą halą mówili, że zrobią co mogą, by Damian tutaj wrócił, a obiekt stał się jego domem. Taki będzie cel na regularne występy pod tym dachem. Do tego fajnie byłoby się pokazać w Polsce, gdzie jednak bardzo ciężko o takie stawki w pojedynkach. Z kolei w New Jersey i Nowym Jorku jest to bardzo realne.
- Teraz jest czas trochę pocieszyć się tym dużym sukcesem, ale nie za długo. Trzeba będzie wrócić do stołu i pogadać, co robimy dalej. Mam nadzieję, że już wkrótce będziemy mogli zakomunikować jakieś decyzje.
Rozmawiał Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artu.gac@firma.interia.pl













