Reklama

Reklama

Zarenkiewicz kiedyś sparował z Lewisem, teraz śpiewa w chórze

Janusz Zarenkiewicz, przedostatni polski medalista olimpijski w boksie, sparingpartner Lennoxa Lewisa, po 30 latach pracy w zagłębiu miedziowym przeszedł na emeryturę. Jego pasją jest śpiewanie w chórze. Niedawno z festiwalu w Pradze wrócił z drugą nagrodą.

"Przed 26 laty byłem sparingpartnerem Lewisa, późniejszego zawodowego mistrza świata. Od 14 lat moją pasją jest śpiewanie w górniczym chórze, z którym objechałem prawie całą Europę. Ostatnio występowaliśmy na festiwalu w Pradze, zajmując drugie miejsce w konkursie. We wrześniu czeka nas kolejny wyjazd, tym razem do Hiszpanii. Cieszę się, że artystyczne emocje zastąpiły mi sportowe" - powiedział Zarenkiewicz, który za dwa tygodnie skończy 54 lata.

Reklama

Górniczy Chór Męski przy O/ZG "Lubin" KGHM Polska Miedź S.A. powstał w 1980 roku. Obecnie liczy 54 członków. W repertuarze ma pieśni historyczne, ludowe, patriotyczne, górnicze i sakralne, a także z kręgu kultury europejskiej.

"Dołączyłem do zespołu w 1999 roku i śpiewam jako jeden z 19 pierwszych tenorów. Często w kościołach wykonujemy mszę po łacinie. Bardzo lubię atmosferę w świątyniach, jest podniosła, dostojna" - wspomniał były górnik strzałowy i wydawca materiałów wybuchowych w Zakładach Górniczych "Rudna" w Polkowicach.

Jak wyliczył, śpiewał w ponad 20 krajach, uczestnicząc w festiwalach pieśni chóralnej, m.in. w Saint Etienne i Moers koło Duesseldorfu, gdzie zdobył główną nagrodę za wykonanie pieśni ludowej.

"Jestem zapraszany też do szkół, by zachęcać uczniów do uprawiania sportu. Dzieci i młodzież zasypują mnie pytaniami, proszą o porady" - dodał Zarenkiewicz, mieszkający w wiosce Krzeczyn Wielki koło Lubina.

Przyznał, że często wraca pamięcią do okresu, kiedy boksował. W latach 1975-91 stoczył 207 walk, z których 168 wygrał, trzy zremisował i 36 przegrał. We wspomnieniach istotne miejsce zajmuje Lewis.

"Sparowałem z nim w 1987 roku na terenie AWF na Bielanach. Pamiętam, że dawałem sobie radę i nawet mocno go trafiłem" - przyznał.

Rok później, w igrzyskach w Seulu, miał walczyć z Lewisem, ale do półfinałowej walki w wadze superciężkiej nie dopuścił go lekarz.

"Najpierw wygrałem z ważącym 140 kg Portorykańczykiem Haroldem Arroyo, potem z ponaddwumetrowym Niemcem Andreasem Schniedersem. Obu miałem na deskach, jednak po tych pojedynkach moja twarz wyglądała fatalnie. Na dodatek dziewięć godzin po walce z Niemcem czekał na mnie Lewis. Lekarz był nieubłagany" - przypomniał.

Na podium stanął obok przyszłych zawodowych bokserskich sław. Drugi brązowy medal otrzymał reprezentant ZSRR Aleksandr Miroszniczenko.

"To dla mnie do dziś powód do dumy i satysfakcji. Finałowym rywalem Lewisa był Riddick Bowe, również późniejszy mistrz świata, z którym tak dramatycznie zmagał się Andrzej Gołota" - podkreślił Zarenkiewicz, brązowy medalista mistrzostw Europy w Budapeszcie w 1985 roku (także wtedy do dalszych pojedynków nie dopuścił go lekarz), pięciokrotny mistrz Polski.

"Za jeden z tytułów otrzymałem w nagrodę... cztery opony do fiata, a za pierwszy... album o Wilanowie" - dodał.

Mimo wokalnej pasji, zamierza wrócić do boksu jako trener. Prawdopodobnie będzie szkolił grupę dziewcząt. Jego zdaniem utalentowanych bokserów jest sporo, ale "część zbytnio obrasta w piórka po zdobyciu mistrzostwa Polski, a inni uciekają na zawodowstwo".

Po Zarenkiewiczu na olimpijskim podium z Polaków stanął już tylko Wojciech Bartnik. W 1992 roku z Barcelony wrócił z brązowym medalem w wadze półciężkiej.

Rozmawiał Andrzej Basiński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama