Zamieszanie w Sao Paulo, polskie gwiazdy w potrzasku. Rujnujące 4 minuty
Nie tak miała wyglądać podróż połączonych reprezentacji Polski żeńskiej i męskiej na premierowy tegoroczny Puchar Świata w boksie. Aneta Rygielska, Julia Szeremeta i spółka zamiast, zgodnie z planem, już aklimatyzować się w Foz do Iguacu, mają za sobą szkołę przetrwania w Sao Paulo. Zamiast relaksu, "biało-czerwoni" koczowali na lotnisku, a informacje z pierwszej ręki prosto z Ameryki Południowej przekazała Interii Aneta Rygielska.

- 11 godzin w samolocie, oby szybko zleciało do Brazylii - w środowe popołudnie napisała Julia Szeremeta, z którą Interia rozmawiała dobę przed daleką eskapadą na pierwszy tegoroczny Puchar Świata. I wicemistrzyni olimpijska wykrakała, bo minęła niespełna doba, gdy alarmowała w mediach społecznościowych: "24 godziny później i co dalej? Nie wiadomo" - napisała na Instagramie.
Aneta Rygielska: Noc spędziliśmy na lotnisku, 37 godzin na nogach
"Moje samopoczucie po tym, jak uciekł nam samolot, bo spóźniliśmy się cztery minuty, żeby oddać bagaż? Myślę, że takie 5 na 10. Przeczekamy sobie całą noc na lotnisku i jeszcze nie wiemy, o której wylecimy, bo dość duża jest nasza grupa. I pewnie będziemy latać na raty" - to z kolei relacja Anety Rygielskiej, innej z gwiazd naszego olimpijskiego boksu, która także była na pokładzie.
Interia skontaktowała się z aktualną wicemistrzynią świata, by poznać szczegóły tej zawieruchy. Polska kadra zgodnie z planem wyleciała wczoraj wczesnym rankiem z Warszawy. Kierunkiem był Amsterdam, skąd liczna grupa miała przesiadkę do Sao Paulo w Brazylii. I właśnie w Holandii wszystko się skomplikowało.
- Lot z Amsterdamu był opóźniony o godzinę, co spowodowało konsekwencję zdarzeń. Gdy dolecieliśmy do Sao Paulo zabrakło nam dosłownie kilku minut, właśnie czterech, aby zdążyć nadać bagaż przed ostatnim punktem podróży, już do Foz do Iguacu. Bardzo dziwiliśmy się, że po ludzku nie można podejść do takich losowych przypadków, ani już nic nie dało się zrobić. A może tak pechowo trafiliśmy - opowiedziała nam Rygielska.
Gdy odebrała telefon, a było tuż przed godziną 9 rano lokalnego czasu, niejako już odetchnęła z ulgą. - Teraz jeszcze tylko czekamy za pokojami w hotelu, czyli w Sao Paulo już jesteśmy na finiszu - zaznaczyła. I nie ukrywała, że spędzona na lotnisku noc dała się we znaki, bo musieli spać pokotem, w spartańskich warunkach.
- Niestety tak, bo też linie lotnicze bardzo mocno namieszały. Z jednej strony powiedzieli nam, że właśnie od linii dostaniemy hotel, a z drugiej nie było już żadnych pracowników, którzy mogliby nam przyznać te miejsca. Dlatego musieliśmy czekać do rana, po czym okazało się, że oni jednak nie mogą nam zapewnić noclegu, więc na szybko za załatwianie wziął się nasz związek. Na szczęście się udało i teraz już wszystko jest okej
Nie oznacza to jednak, że finiszem jest cała podróż, bo lotnisko docelowe mieści się w mieście w stanie Parana, tuż przy granicy z Paragwajem, w odległości oddalonej o około 1000 km. Ten odcinek to już będzie jak z płatka, drogą lotniczą zajmie około półtorej godziny, jednak to nie stanie się od ręki.
- Już wiadomo, że do Foz do Iguacu polecimy za dwa dni, w sobotę. To chyba aż tak bardzo nie komplikuje nam pracy. Najważniejsze, że już jesteśmy w Brazylii, więc zaczniemy aklimatyzację. Za nami bardzo ciężka podróż zakończona nieprzespaną nocką, ale mam nadzieję, że szybko dojdziemy do siebie i pomału zaczniemy sobie trenować - mówi z nadzieją najbardziej rutynowana zawodniczka w kadrze.
- 37 godzin od wyjścia do wejścia do pokoju hotelowego - oszacowała Rygielska, zaczynając od momentu opuszczenia hotelu w Warszawie w środowy poranek. - W tym czasie przespałam się łącznie 3 godziny i jakoś funkcjonuję. To mój rekord życiowy - zażartowała gwiazda kobiecej kadry.
Najważniejsze, że perturbacje nie przekreślą samego startu, bo "biało-czerwoni" wyruszyli z zapasem, by najpierw wziąć udział w międzynarodowym campie oraz poddać się aklimatyzacji. Zawody Pucharu Świata w Foz do Iguacu potrwają w dniach 20-26 kwietnia.













