Wybuch radości w polskim obozie. Mimo porażki Szeremety. Co zobaczył sędzia z Australii?
Drugi dzień rywalizacji w Pucharze Świata w brazylijskim Foz do Iguacu przyniósł słodko-gorzkie wieści. Wszystkiego można było się spodziewać, ale chyba nie tego, że Julia Szeremeta przegra walkę z pochodzącą z Kazachstanu, ale reprezentującą od kilkunastu miesięcy Węgry Vladislavą Kukhtą. A tak się stało. Rywala z Kaukazu miał w serii wieczornej także Bartłomiej Rośkowicz - i już to budziło obawy. Artur Sachakjan z Armenii to bowiem trzykrotny medalista mistrzostw Europy w kategoriach młodzieżowych. Polak bił się jak profesor. A teraz z profesorem powalczy o strefę medalową.

Pierwszy w tym roku Puchar Świata zaczął się w poniedziałek - od mocnego uderzenia z polskiej strony. Pewnie swoją walkę wygrała Agata Kaczmarska, pierwszą przeszkodę przeszedł też Damian Durkacz.
Wtorek zaczął się również idealnie, bo Angelika Krysztoforska wcale nie była taką murowaną faworytką w boju z wicemistrzynią Europy U-23 Lillą Szeleczki. A jednak nie dała Węgierce żadnych szans. A niespełna godzinę później mogliśmy się spodziewać, że w 1/4 finału zamelduje się także Julia Szeremeta. Rywalką naszej wicemistrzyni igrzysk z Paryża oraz wicemistrzynią świata z Liverpoolu była Vladislava Kukhta - wcześniej reprezentująca Kazachstan, teraz już Węgry. Raczej boksowała w wadze 60 kg, ale przecież Szeremeta też miała z tą kategorią kontakt.
Polka wygrała pierwsze starcie 5:0, poczuła się za pewnie. Drugie przegrała 2:3, tylko na dwóch kartach miała praktycznie zapewnione zwycięstwo. I nie przekonała trzech pozostałych arbitrów w ostatnich trzech minutach - Węgierka wygrała zasłużenie. Była szybsza, przedzierała się środkiem, trafiała.
A na zakończenie tej sesji swoją walkę z rywalem z Tadżykistanu przegrał jeszcze bezdyskusyjnie Nikolas Pawlik. W Polskiej Lidze Boksu wygrywa wszystko, od międzynarodowej rywalizacji na razie się jednak odbija.
Puchar Świata w Foz do Iguacu. Świetna forma Bartłomieja Rośkowicza. Czy wystarczy na wicemistrza globu?
W sesji wieczornej drugiego dnia pozostało jeszcze dwóch reprezentantów Polski. Bartłomiej Rośkowicz w kategorii 65 kg musiał zaczynać już od 1/16 finału - w losowaniu trafił na 24-letniego Artura Sachakjana z Armenii. To pięciokrotny mistrz kraju, ale też trzy razy zdobywał medale w ME, w młodszych kategoriach. Ostatni z nich, srebrny, półtora roku w Sofii, w zmaganiach U-23.

Rośkowicz jest młodszy, też próbował dostać się do strefy medalowej mistrzostw kontynentu U-23 pół roku temu, ale w Budapeszcie ta sztuka mu się nie udała. W tym roku też będzie miał jeszcze taką możliwość, w marcu skończył 22 lata, a przecież też wie, jak smakują takie sukcesy. Cztery lata temu zdobył choćby braz w MŚ juniorów w La Nucii.
W Foz do Iguacu Polak od początku znakomicie kontrował rywala, choć sędzia egipski sędzia Mohamed Kamal Abelsalam zwracał mu kilka razy, że nieczysto uderza. W oczach czterech arbitrów wygrał jednak rę rundę 10:9, tylko Australijczyk wskazał na zawodnika z Armenii.

Drugie trzy minuty, a zwłaszcza pierwsza połowa tego starcia, to był już jednak popis Rośkowicza. Pokazał cały wachlarz ciosów: zaczął prawym prostym, później poprawił, był też "strzał" lewym, wreszcie prawy sierp i cios na korpus. To wszystko w 90 sekund. Porady, jakich w przerwie między rundami udzielił Tomasz Dylak, pewnie też pomogły. I już do końca tej rundy Polak przeważał, więc tym bardziej trudno zrozumieć, dlaczego Australijczyk Maksim Sulejmani znów wypunktował 10:9 dla Sachakjana? Bliżej tu było 10:8 dla Polaka. Na szczęście na czterech kartach punktowych 22-latek mógł być już pewny swego.
Ormianin zmienił na końcu taktykę, starał się podchodzić bliżej, szukał swojej szansy w zwarciach. Ale i tu Polak go obijał. Ostatnią rundę wygrał na wszystkich kartach, całą walkę zaś - 4:1. Choć powinno być pięć zero.
Awansował dalej, teraz czeka go olbrzymie wyzwanie. W boju o awans do strefy medalowej zmierzy się z "1" w tej kategorii - Brazylijczykiem Yurim Falcão. To wicemistrz świata z Liverpoolu, tam w półfinale pokonał mistrza olimpijskiego z Paryża Erislandy Álvareza z Kuby. W finale uległ jednak 1:4 Uzbekowi Asadchudży Mujdinchudżajewowi, który w Paryżu też był złoty. Tyle że w wyższej kategorii.
Do ich potyczki dojdzie w czwartek w pierwszej sesji - po godz. 16 polskiego czasu.
Na koniec wtorkowych zmagań swój pojedynek przegrał najcięższy z reprezentantów Polski - w kategorii +90 kg Jakub Domurad uległ Mahammadowi Abdullajewowi z Azerbejdżanu 0:5.












