- Rzeczywiście, w tej walce Moses Itauma był wręcz przerażający. On boksuje po prostu nie popełniając żadnych błędów. I nie przyjmuje praktycznie żadnych ciosów, a jednocześnie świetnie kontroluje dystans pracą nóg. Z tą szybkością i przednim prawym prostym oraz z siłą po prostu prezentuje boks, można powiedzieć, perfekcyjny. Tak naprawdę ja nie widzę żadnego błędu - tymi słowami ledwie kilka miesięcy temu, nie na żarty (choć rozmowa została opublikowana 1 kwietnia), mówił w wywiadzie dla Interii Przemysław Saleta.
Były mistrz Europy był zachwycony tym, co pokazał kreowany na przyszłego dominatora wagi ciężkiej Brytyjczyk, urodzony za naszą południową granicą, na Słowacji. Młodzian po prostu przejechał się po twardym Jermaine'u Franklinie, serwując 32-latkowi spektakularny nokaut.
Itauma sam już uwierzył, że jest gotowy na największe wyzwania. Pamiętamy, że nawet miał zakusy, aby spróbować pobić rekord Mike'a Tysona i zostać najmłodszym mistrzem świata wagi ciężkiej w historii, ale tego scenariusza już nie napisze. Póki co nie napisał też innego, wielkiego, choć już zdążył lekceważyć Filipa Hrgovicia, byłego medalistę olimpijskiego. Twardy i niezwykle zdeterminowany Chorwat przetrwał wszystkie kryzysy, przegrał każdą z ośmiu rund, ale w 9. odsłonie zatopił w ringu pływającego z braku sił i również kilkukrotnie trafionego Itaumę.
Wydarzenie oczywiście śledził Przemysław Saleta, którego zapytałem, czy zatem nie za bardzo przeceniał umiejętności Brytyjczyka.
- I tak, i nie. Faworytem dla mnie oczywiście był Itauma i ogólnie rzecz biorąc był dużo lepszy, przez pierwszych osiem rund kompletnie dominował. Nie zgadzam się z tym, że nie miał kondycji, natomiast miał problem z kontrolą emocji i z tego wynikającą złą taktyką. Na początku miał dobry sposób z lewymi na dół i łamał nimi Chorwata, a potem uparł się, że znokautuje go na głowę - analizuje były mistrz Europy w wadze ciężkiej.
Przejechał się jednak na tym, że Hrgović dysponuje niezwykle odporną szczęką, co miało dalsze konsekwencje. - Itaumie puściły nerwy. Podejmował próby znokautowania rywala na siłę i w pewnym momencie przez to zaczął w późniejszych rundach więcej ciosów nie trafiać. A to z kolei wzmaga zmęczenie, rośnie frustracja, a po młodym chłopaku ciężko oczekiwać wielkiego doświadczenia - ocenia Saleta.
Polski bokser mistrzem świata? Walka 9300 km od Warszawy. Wieści z Ameryki
Warto jednak zwrócić uwagę, że choć każdą z ośmiu rund wygrywał Itauma, to były przynajmniej dwie, w których mógł zrozumieć, że bitwa z Hrgoviciem to nie będą przelewki. Chorwat nie dość, że przyjmował "bomby", to jeszcze pokazywał, że jest w stanie oddać. W trzeciej odsłonie mieli bardzo zbliżoną statystykę trafionych ciosów. Ciosy weterana też sporo ważyły, co mogło pokazać Mosesowi, że wbrew przypuszczeniom to nie będzie szybka robota, co pogłębiało jego nerwy.
- Na pewno to go zwiodło. Poza tym dużo trafiał, a Hrgović się nie przewracał. Myślę, że dla niego było to frustrujące. I w pewnym momencie - nie chcę użyć słowa panika - ale dopadła go nerwowość - zaakcentował nasz rozmówca.
Jaki Itauma, kreowany na przyszłego asa wagi ciężkiej, wróci na ring po takiej walce? Czy więcej przemawia za tym, że porażka może go dużo bardziej zbudować, jak to miało miejsce w 1998 roku w przypadku Władimira Kliczki, czy cena okaże się bardzo wysoka?
Ta walka właśnie natychmiast skojarzyła mi się z pojedynkiem Władimira z Rossem Purittym. Wtedy Władimir doświadczył identycznej sytuacji. Jego trener Fritz Sdunek również rzucił ręcznik, żeby oszczędzić zdrowie młodego zawodnika, które przyda się na później. Itauma przyjął trochę ciosów, ale tak naprawdę wykończyło go totalne zmęczenie. Dawno nie widziałem pięściarza tej klasy tak zmęczonego, jak on.
To ogromna cena między innymi za fakt, że Itauma i jego sztab zdecydowali się na gigantyczny przeskok. Do tej pory młodzian w zawodowym ringu najdłużej przebywał 5 rund. I od razu zdecydowali się zakontraktować walkę 12-rundową.
- W boksie zawodowym zaczyna się od walk 4-rundowych, później są szóstki, ósemki, dziesiątki i dwunastki. Ważne jest, aby przejść każdy kolejny pełen dystans, by nabrać doświadczenia, bo wcześniej czy później zawsze przychodzi kryzys. Mnie Itauma się podobał, bo do tej pory nie popełniał żadnych błędów, wszystko było jakby książkowe. Błędy zaczęły się wkradać w momencie, gdy dopadło go fizyczne zmęczenie. Po to właśnie są te kolejne dystanse, żeby wiedzieć, iż zbliża się kryzys, więc trzeba nieco odpuścić, by go przetrwać. I wtedy człowiek, jeśli sumiennie trenował, złapie drugi oddech - konkluduje Przemysław Saleta.
Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl












