Wraca temat Lin Yu-ting i złota kosztem Szeremety. "Trochę to śmierdzi"
- Z tego, co mi się wydaje, oni nigdzie nie startują. Dziwna sytuacja, żeby ktoś po igrzyskach, od których mija rok, nie stoczył żadnej walki bokserskiej, więc trochę to na pewno śmierdzi. To tak, jakby czegoś unikali i trochę się jednak bali - mówi Tomasz Dylak, trener kobiecej reprezentacji Polski w boksie, nawiązując do rywalki Julii Szeremety z igrzysk w Paryżu, Lin Yu-ting. Przed "biało-czerwonymi" ostatni szlif formy przed wrześniowymi mistrzostwami świata w Liverpoolu.

Artur Gac, Interia: W jakim momencie przygotowań jesteście aktualnie? Całkiem zeszliście z wysokich obciążeń, czy indywidualizacja sprawia, że niektóre zawodniczki jeszcze są na najwyższych obrotach?
Tomasz Dylak, trener kobiecej kadry: - Oczywiście, że jest indywidualizacja. Jeszcze jesteśmy na średnio mocnych obciążeniach. W momencie, gdy wylądujemy w Anglii, w Sheffield, wieczorem 21 sierpnia, wtedy już zaczynamy trochę lżejszą pracę. Jednak czekają nas jeszcze dwa lub trzy sparingi, w zależności jak one będą wyglądały i jak dziewczyny będą się czuły. Więc delikatnie z obciążeń już schodzimy, te najcięższe treningi już mamy za sobą.
Na ile wszystkie założenia, które chciałeś zaordynować dziewczynom zwłaszcza podczas tego finałowego, dłuższego cyklu zgrupowań, udało się zrealizować? Czasami pojawi się choćby kontuzja, która niweczy optymalny cykl.
- Tak naprawdę prawie zrealizowaliśmy 100 procent moich założeń. Od dawna nie pamiętam, żeby wszystkie dziewczyny realizowały w pełni założenia, bo byliśmy cały czas na zgrupowaniach. Po rozpoczęciu przygotowań puszczaliśmy dziewczyny na 3-4 dni do domu, gdzie miały zrealizować tam z 2 treningi, a bardziej odpocząć. Więc nie było nawet przestrzeni, żeby w tym czasie zdążyło coś się namieszać, a treningi w klubach jakoś zróżnicować ich przygotowania. Cały czas trwało wykonywanie tego scenariusza, który został nakreślony na samym początku. Więc z tego się na pewno cieszę, bo jakby mam kontrolę nad całymi tymi przygotowaniami. Jedyne, co mogę zdradzić, to jedna z dziewczyn ma kontuzję od początku przygotowań, z którą walczymy. Oczywiście wystąpi na mistrzostwach świata, bo to nie będzie aż tak mocno przeszkadzać w trakcie walki, ale w przygotowaniach trochę przeszkadzało. Ale nie chcę zdradzać, jakie to nazwisko.
Na mistrzostwa zabierasz dziesięcioosobowy zespół. Jeśli chodzi o rozterki czy rozważania, gdy dokonywałeś wyborów personalnych, to w jakich kategoriach wagowych miałeś największe zawahania?
- Wydaje mi się, że największe wahania miałem, kogo puszczę w kategorii 75 kg, a kogo w 80 kg. Miałem Oliwkę Toborek i Emilkę Koterską, obie w tej chwili są bardziej 75 kilo, a nawet byłyby w stanie zbić do 70, ale tam mamy Basię Marcinkowską, która umocniła sobie pozycję. Dlatego jedną z tych dziewczyn z 75 musiałem puścić do osiemdziesiątki i na tę chwilę zdecydowałem się, że to Emilia Koterska pójdzie wyżej, bo po prostu jest większa gabarytowo i na sparingach z większymi dosyć dobrze sobie radzi. Ale to była taka decyzja taktyczna pod całą kadrę.
- Jeśli chodzi o personalny wybór zawodniczych, raczej był dla mnie prosty, bo jednak naprawdę dobrze znam te dziewczyny. Wiem na co je stać, widziałem je na dużej ilości sparingów i w turniejach. Gdzieś tam może były chwilowe rozważania w 65 kg w momencie, gdy Weronika Dziubek zaskoczyła nas na Pucharze Świata "na Stammie", ale znowu później trochę gorzej jej poszło w Kazachstanie. W 48 kg trochę zastanawiałem się, czy Krysztoforska i jak z jej zrobieniem wagi, którą zrobiła na Puchar Świata w Warszawie i wygrała tam z Martą Prill. Więc raczej już wiedziałem, że postawię na Krysztoforską. W większości raczej nie miałem rozterek, te nasze "jedynki" są dosyć mocne i na tę chwilę to chyba jest najlepsza kadra, jaką mogliśmy wyłonić.
To też niesamowity komfort i aż miło słyszeć takie słowa. Gwiazdą pierwszej kategorii kadry stała się Julia Szeremeta, która ma już medal igrzysk olimpijskich, ale na mistrzostwach świata niespełna 22-latka będzie dopiero debiutowała. Czy obserwujesz, że ten fakt jakoś determinuje jej postawę? W Paryżu przed startem turnieju nikt jej nie znał, a ona sama nie miała tam żadnych kompleksów. Widzisz w postawie Julii sporą zmianę?
- Na pewno zmieniła się po prostu jako osoba, jest bardziej charyzmatyczna i jeszcze pewniejsza siebie. Z pewnością mniej będzie mogła zaskoczyć swoje rywalki, tak jak to było na igrzyskach olimpijskich, gdzie wychodziła i była underdogiem, a wchodziła do walki i zwyciężała, więc będzie jej trudniej zaskoczyć doświadczoną przeciwniczkę. Jednak na pewno jest bardzo mocno zmobilizowana, to jest mobilizacja poziomem podobna do tej przed igrzyskami, może minimalnie mniejsza, bo wiadomo, że MŚ rangą są trochę niżej. A to w dodatku jest jeszcze rok poolimpijski, w którym zawsze bardzo ciężko jest znowu wydobyć z siebie sto procent. Widząc ją na treningach i jak się stara, jak wszystkiego pilnuje, to widzę, że naprawdę u niej jest duża mobilizacja.
Zatem poszło to w pożądaną stronę. Czyli nie ma u Julii czegoś takiego, że dodatkowo obciąża się faktem, iż ma medal olimpijski, przez co sama zaczynałaby się stresować, że już nie wypada jej zejść poniżej pewnego poziomu. A wręcz to ją pozytywnie napędza.
- Tak, tak. Ja w ogóle dalej nie widzę u niej presji, że miałaby się bać porażki. I to jest świetne, bo w momencie, gdy ona zacznie bać się przegranej, to nie będzie boksować w fajny sposób, miły dla oka i przestanie się bawić. A ona dalej jedzie na każdy turniej z nastawieniem: "ja dam z siebie wszystko, robię w przygotowaniu to, co mogę, na ring wejdę, będę się dobrze bawić i spróbuję za wszelką cenę wygrać. A jeśli się nie uda, to dobra, wstaję jutro i robimy coś innego". Zmierzam do tego, że nie martwi się. To naprawdę jest osoba, od której można się uczyć tego nastawienia.
Pewne rzeczy widzę, zanim one się zdarzą. No i jedną z tych rzeczy było właśnie zdobycie medalu olimpijskiego. Ja nie wiedziałem, jaki medal olimpijski to będzie i dokładnie nie wiedziałem, kto go zdobędzie, ale czym bliżej igrzysk, tym czułem, że to będzie Julka. W momencie, gdy to się osiąga, człowiek zaczyna wierzyć, że wszechświat jest bardzo ciekawy i jest jakaś wewnętrzna energia, dzięki której pewne rzeczy wyczuwa się dużo wcześniej. Wydaje mi się, że niektóre osoby mają taki bardzo mocny instynkt i wyczuwają, jakie rzeczy mogą je spotkać w przyszłości
Jesteś w stanie tak wycyrklować plan przygotowawczy, żebyście z najważniejszym atutem Julii, czyli jej szybkością idealnie skrojoną właśnie w moment turniejowy, trafili? A może jest to swego rodzaju nieuchwytność i tak naprawdę jeśli nawet zrobicie wszystko, co zaplanowaliście, to sam do końcu nie wiesz, czy to będzie optimum, a może czegoś zabraknie?
- Ja wierzę w swój cykl przygotowań, bo on się sprawdził wiele razy. Od sześciu lat, najpierw gdy byłem trenerem kadry juniorskiej, a później kadry seniorskiej, to w 95 procentach imprez, tam gdzie miał przyjść szczyt formy, tam szczyt formy przychodził. Jeśli chodzi o ten moment, to na trzy tygodnie przed mistrzostwami świata Julka wydaje mi się, że Julka wygląda tak samo jak na trzy tygodnie przed Paryżem. I później, gdy będziemy schodzić z obciążeń, ona z dnia na dzień wchodzi w tą szybkość, na której bazuje. Pewnie dużo nam powie ostatnich parę dni przed igrzyskami, gdy już będziemy widzieć, że ta szybkość powinna być i "oczko" powinno być. Na ten moment wydaje mi się, że tak właśnie będzie, ale zobaczmy na samych mistrzostwach. Bo ja cały czas jednak mam w głowie, że to jest rok poolimpijski, więc ciągle wielka motywacja siłą rzeczy jest na poziomie pewnie 5 procent mniejszym. Po prostu nie da się mieć takiej samej mobilizacji i motywacji, jeśli ranga imprezy jest troszkę niższa.
Kilka dni temu wybił rok od olimpijskiego finału Julii. W mediach społecznościowych na tą okoliczność zamieściłeś taki wpis: "A gdybym wam powiedział, że widziałem tę chwilę na długo zanim nadeszła?" I dodałeś cytat: "Wybierając swój los, wybrałem szaleństwo". Powiedź swoimi słowami, co przede wszystkim chciałeś przekazać?
- Pierwsze to, że pewne rzeczy widzę, zanim one się zdarzą. No i jedną z tych rzeczy było właśnie zdobycie medalu olimpijskiego. Ja nie wiedziałem, jaki medal olimpijski to będzie i dokładnie nie wiedziałem, kto go zdobędzie, ale czym bliżej igrzysk, tym czułem, że to będzie Julka. W momencie, gdy to się osiąga, człowiek zaczyna wierzyć, że wszechświat jest bardzo ciekawy i jest jakaś wewnętrzna energia, dzięki której pewne rzeczy wyczuwa się dużo wcześniej. Wydaje mi się, że niektóre osoby mają taki bardzo mocny instynkt i wyczuwają, jakie rzeczy mogą je spotkać w przyszłości.
To będą pierwsze mistrzostwa świata pod egidą nowego stróża boksu olimpijskiego, czyli federacji World Boxing. Mają być także jednym z nowych otwarć, gdy idzie o przeprowadzane testy płci przed turniejem. Z proceduralnego punktu widzenia orientujesz się, jak to będzie przeprowadzane? Wszyscy będą tym testom poddani?
- No właśnie nie wiemy, bo w Kazachstanie tych testów nikt nie robił dziewczynom.
A miały być, prawda?
Tak, miały być. I teraz też wiemy tylko to, że World Boxing te testy może robić, czy ma robić, ale nie wiemy czy wszystkim dziewczynom. Jeśli w Kazachstanie nie robili na przykład naszym dziewczynom, to wydaje mi się, że jednak im chodzi o sytuacje kontrowersyjne. I w momencie, gdy nie będą pewni albo dostaną jakieś zgłoszenia może od ekip, to wtedy te badania będą przeprowadzane. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo my na ten moment nic nie wiemy. I, jak mówię, w Kazachstanie nikt nie był badany.
Czyli może właśnie to rodzaj straszaka, który zadziała dopiero na kontrowersję lub zgłoszenie.
- Chyba nie chcą już takich sytuacji, jakie były właśnie na igrzyskach, gdzie boks może później na tym najbardziej ucierpieć.
Czy ty się orientujesz, jaki jest status tej całej sprawy związanej z Lin Yu-ting, czyli złotą medalistką, która pokonała Julię w finale? Po tej historii igrzyskowej coś się tam dzieje lub wydarzyło?
- Z tego, co mi się wydaje, oni nigdzie nie startują. Dziwna sytuacja, żeby ktoś po igrzyskach, od których mija rok, nie stoczył żadnej walki bokserskiej, więc trochę to na pewno śmierdzi. Jakby człowiek na chłopski rozum pomyślał, to tak, jakby czegoś unikali i trochę się jednak bali. Jeśli nie wystartuje teraz na mistrzostwach świata, to dla mnie sytuacja jest taka, jakby po prostu bali się tych testów i woleli już zakończyć nawet karierę boksu olimpijskiego, żeby tylko nikt ich nie przebadał i żeby czasem nie było sytuacji, iż będą mogli albo chcieli zabrać jej medal olimpijski.
Gwarancji ze startem Tajwanki w Liverpoolu ciągle nie ma?
- Nic nie słychać, nic nie wiadomo. Mogę się mylić, może się nagle okazać, że będą startować, ale wydaje mi się, że jeśli nigdzie nie występowali przez tyle czasu, no to dziwne by było nagle wystartowanie na mistrzostwach świata bez żadnego startu.
Wspomniałeś już, że w najbliższy czwartek wylatujecie do Anglii, najpierw do Sheffield.
- W Sheffield odbędzie się obóz międzynarodowy, gdzie zjedzie się bardzo dużo państw i tam będziemy ze sobą sparować. Wydaje mi się, że to będą dwa sparingi, ale zobaczymy. Na przykład Julka bardzo nie lubi sparować już w ostatnim okresie przed ważną imprezą, więc ona pewnie za dużo nie zrobi, dwa będą maksymalne. 1 września przejeżdżamy do Liverpoolu, 3 sierpnia jest losowanie, a dzień później zaczynają się walki.
Rozmawiał Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl













