Reklama

Reklama

Władimir Kliczko kontra Anthony Joshua 29 kwietnia na Wembley

Wielki pojedynek weterana Władimira Kliczki z mistrzem świata młodego pokolenia Anthony'm Joshuą ma odbyć się 29 kwietnia 2017 roku, na jednym z najsłynniejszych stadionów świata, angielskim Wembley. Taką decyzję przekazał Bernd Boente, menedżer Ukraińca. W puli walk ma znaleźć się pas IBF oraz trofeum superczempiona federacji WBA w wadze ciężkiej.

- Osiągnęliśmy porozumienie w sprawie walki, ponieważ nasze negocjacje z Eddiem Hearnem (promotor Joshuy - przyp. red.) od początku były rzeczowe i konstruktywne. Wembley jest najbardziej znanym stadionem na świecie. Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu wszystko będzie mogło zostać ogłoszone już oficjalnie - powiedział Boente w rozmowie z ESPN.

Aby tak się stało, Brytyjczyk Joshua musi spełnić warunek konieczny, czyli w sobotę wywiązać się z roli murowanego faworyta i pokonać Amerykanina Erika Molinę w walce wieczoru na gali w Manchesterze.

Obrona pasa IBF wagi ciężkiej przez niepokonanego (17 zwycięstw, wszystkie przed czasem) mistrza olimpijskiego z Londynu, wydaje się być formalnością, ale nie takie niespodzianki widział świat sportu. 

Reklama

Przypomnijmy, że Molina był ostatnim przeciwnikiem Tomasza Adamka i dzięki zwycięstwie nad "Góralem" w Krakowie dostąpił przywileju pojedynku z 27-letnim Joshuą, za który zgarnie wypłatę życia.

- Nie jest sprawą najważniejszą, kiedy dokładnie ogłosimy walkę Władimira z Anthony'm. Poczekamy, aż Joshua pokona Molinę, który jest twardym facetem. Ten zawodnik wyglądał całkiem dobrze do momentu, aż został znokautowany przez Deontay'a Wildera - podkreślił Boente.

40-letni Kliczko jest nieaktywny od listopada 2015 roku, gdy niespodziewanie musiał uznać wyższość Brytyjczyka Tysona Fury'ego i stracił swoje wszystkie tytuły mistrzowskie.


Warto nadmienić, że już czyniono przymiarki, aby walka Kliczki z Joshuą doszła do skutku. Pięściarze mieli spotkać się w ringu właśnie w najbliższą sobotę, 10 grudnia, ale sprawa od początku budziła wątpliwości. 

Choćby dlatego, że obozy obu zawodników zbyt późno przystąpiły do negocjacji, a porozumienie trzeba było wypracować na wielu płaszczyznach, choćby telewizyjnej. Wówczas zaczęło się przerzucenie odpowiedzialnością, ale czas pokazał, że sprawa nie poróżniła promotorów obu pięściarzy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje