Wielka walka polskiego giganta o MŚ, lecą ciosy poza ringiem. "Przed czasem"
- Jestem w formie życia. Czuję to. Dawałem z siebie wszystko w przygotowaniach. Myślę, że 10 stycznia pokażę nową wersję siebie - zapowiada w rozmowie z Interią Damian Knyba, który już w najbliższą sobotę jako pierwszy Polak w historii może sięgnąć po tytuł mistrza świata w wadze ciężkiej. Wyzwanie na niemieckim ringu będzie piekielne, bo rywalem Polaka jest posiadacz pasa WBC w wersji Interim Agit Kabayel.

Damian Knyba przystępuje do największego wyzwania w karierze z pozycji tzw. underdoga. Czyli w teorii to broniący tytułu reprezentant Niemiec Agit Kabayel, w którego żyłach ze strony obojga rodziców płynie kurdyjska krew, jest zdecydowanym faworytem, walcząc na swojej ziemi. Organizatorem gali jest promująca należącego do Top 5 pięściarza świata wagi ciężkiej grupa Queensberry Promotions Franka Warrena.
Damian Knyba w wersji 2.0. "Skończyć go przed czasem"
W założeniach organizatorów niepokonany polski olbrzym, obdarzony świetnymi warunkami fizycznymi (201 cm wzrostu, 218 cm zasięgu ramion), ma być ofiarą Niemca, najlepiej pokonaną bardzo efektownie, co pozwoli z fanfarami wejść na bokserski rynek za Odrą platformie DAZN.
Knyba nie jedzie jednak jak na ścięcie, wierząc że stać go na sprawienie sensacji. - Wszystko jest naprawdę fajnie, przyszła forma. Sparingi i całe przygotowania oczywiście już za mną, teraz tylko łapanie świeżości i ostatnie poprawki w analizach rywala, by 10 stycznia wyjść i zrobić swoje - mówi w rozmowie z Interią 29-letni pięściarz, od kilku lat rozwijający karierę w Stanach Zjednoczonych. Tym razem zostaje rzucony na głęboką wodę na gali w Oberhausen.
Dziś początek tzw. Fight Week, podczas którego temperatura wydatnie pójdzie w górę. Czyli - chronologicznie - trening medialny, w czwartek konferencja prasowa, a w piątek ceremonia ważenia. Mimo braku tego typu doświadczenia, "Polski Husarz" zapewnia, że przybliżająca się godzina walki ze świadomością, jaka jest jej ranga, nie odczuwa mentalnego obciążenia, ani nie potrzebuje odganiać z głowy niepotrzebnych myśli.
- Najlepsze jest to, że w ogóle o tym nie myślę. Zawsze do każdej walki staram się podchodzić tak, by skupić się na robocie, która jest do zrobienia. Nie chciałbym za dużo o tym myśleć, a przez to stresować się i spalić jeszcze przed pojedynkiem. Do tej pory, na szczęście, nie miałem z tym problemu. Nastawienie nie różni się niczym od tego, jakie miałem za każdym razem poprzednio. Chcę wyjść i zrobić swoje - zapewnia, niczym stary wyga, 29-latek.
Mówiąc, że kibice zobaczą w ringu Damiana Knybę w "nowej wersji", pięściarz ma na myśli kompletną przemianę. - Chodzi o poprawę całkowitej formy. Fani będą widzieli, że jestem szybszy, mam lepszą pracę nóg, reakcję i wydolność. Wszystko jest naprawdę na tip-top. Mam tylko nadzieję, że już żadnych komplikacji nie będzie - deklaruje pretendent do tytułu.
To uczciwe postawienie sprawy, bo praktyką w sporcie - w czym jest oczywiście logika - jest z reguły każdorazowe zapewnianie przez sportowców, że za nimi "najlepszy, idealny obóz w karierze". Knyba zaś zwraca uwagę, że ideał to utopia, gdy mowa o wielotygodniowym obozie, podczas których występują różne momenty. Dopytany, czy chodzi o kwestie zdrowotne, uraz lub przeziębienie, aż tak bardzo nie chciał ułatwiać zadania rywalowi. - Bardziej coś tego typu, ale raczej wolę skupić się na pozytywach, a nie mówić o takich rzeczach. Mimo to wszystko i tak ułożyło się fajnie, na pewno będę w formie życia i pokażę to 10 stycznia, będąc w możliwie najlepszej dyspozycji - rozwiał wątpliwości.
Emocje przed starciem Knyby z Kabayelem podgrzał nie kto inny, jak... Tyson Fury. Wracający po raz enty z krótkiej emerytury "Król Cyganów" przestrzegł Niemca, że każda walka w wadze ciężkiej jest niebezpieczna, "zwłaszcza z tak wielkim zawodnikiem jak Knyba". I dodał: "To wielki, silny i wytrzymały facet, może być kolejnym mocnym po Mariuszu Wachu. Nie wiem, jak dobry jest Damian, ale to ciężka walka dla Agita". I nawet w takim momencie wychodzi, można by rzec, trochę niedzisiejsza osobowość Knyby, który na chłodno analizuje słowa Fury'ego i wcale się nimi przesadnie nie napawa, bo bierze pod uwagę kontekst.
- Na pewno jest to miłe, bo Tyson zrobił mi dodatkową promocję, ale raczej nie myślę o takich rzeczach. Szczerze mówiąc sądzę, że pewnie promotor (wspólny dla Fury'ego i Kabayela - przyp.) poprosił go, aby podpromował walkę. Myślę, że sto procent z własnej woli pewnie tego nie zrobił. Natomiast ja i tak wiem, na co mnie stać - zaakcentował nasz rodak.
Do Knyby oczywiście docierają wieści, że polscy dziennikarze, jak jeden mąż, zostali odprawieni z kwitkiem w procesie akredytacji na galę. Organizatorzy używali argumentu, że mają tylko 20 miejsc dla mediów, ale to marne wytłumaczenie. Tym bardziej nie przy takiej randze walki. Być może w ostatnich godzinach coś jeszcze cudownie się zmieni, bo sprawa stała się głośna. W każdym razie te doniesienia to także dodatkowy sygnał dla Knyby, iż idealnie by było, aby werdyktu nie pozostawiać w gestii sędziów punktowych.
- Zdecydowanie. Od początku tak do tego podchodziłem, wiedząc że będzie ciężko wygrać na punkty. Na pewno nie chciałbym zostawiać werdyktu w rękach sędziów. Od startu miałem nastawienie, że muszę się przygotować tak, żeby skończyć to przed czasem. I to nastawienie mi nie minęło. W razie co jestem przygotowany na zachowania, które potencjalnie miałby mnie wybić z uderzenia. Odbyliśmy w tym temacie rozmowy z trenerem - zapewnił obecnie najlepszy polski pięściarz kategorii ciężkiej.
Trenerski dylemat i obowiązkowy rewanż. Kulisy walki Knyby
Przywilej posiadania tytułu przez Kabayela sprawia, że nawet w przypadku porażki, Niemiec ze swoimi promotorami poniekąd i tak będzie wygranym. Chodzi mianowicie o dwie kwestie, o których stanowią zapisy w kontrakcie, a potwierdził Interii Eryk Rachwał, główny doradca polskiego pięściarza.
- W sytuacji porażki obóz Kabayela zagwarantował sobie obligatoryjny rewanż do roku czasu - mówi pochodzący z Bieszczad mieszkaniec New Jersey. Dopytany, czy mimo zwycięstwo Damiana, organizacyjnie tzw. stroną A nadal byliby rywale, a może panowanie nad sytuacją przejęłoby otoczenie Polaka, precyzuje: - Powiedziałbym, że byłoby pewnie 60 do 40 dla nich. Czyli może mieliby jeszcze więcej do powiedzenia, ale już nie tak, jak teraz.
"Team Knyba" w Niemczech tworzą: główny trener Piotr Wilczewski, cutman Łukasz Toborek oraz Eryk Rachwał. Nie ma co się spodziewać, że lotem za pięć dwunasta ze Stanów Zjednoczonych dotrze drugi z trenerów Knyby, znany Shaun George.
- Według pierwszym planów mieli być Shaun i Piotrek, po czym jako team rozważaliśmy, czy to jest najlepszy wybór, aby mieć dwóch trenerów. Wiadomo, że w takim układzie są plusy i minusy. Zaczęliśmy myśleć, że może rozsądniej z jednym fachowcem zrobić cały obóz, a koniec końców wyszło tak, że Zhilei Zhang szykuje się do terminowo bliskiej walki, więc trenujący go Shaun i tak nie mógłby przylecieć do Dzierżoniowa. Ten rozwój wypadków ułatwił nam ostateczną decyzję - podkreśla Rachwał.
Artur Gac
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl













