- Jakieś małe trudności zawsze są, to jest naturalne przy takich negocjacjach. Niemniej jesteśmy na dobrej drodze. Rozmawiamy aktualnie z naszym partnerem telewizyjnym Polsatem o ostatnich detalach, więc proszę uzbroić się w cierpliwość. Myślę, że chwilka i będziemy już mieli wszystko pewne oraz wiadome - obwieścił organizator i promotor gali Krystian Każyszka w rozmowie z Interią 24 czerwca bieżącego roku. Tak naprawdę tylko pierwsza odpowiedź była nieco asekuracyjna, bo w każdej kolejnej właściciel grupy Rocky Boxing Promotion tylko potwierdzał, że wielkie święto boksu w Koszalinie 3 października jest więcej niż pewne.
Knyba "wywrócił stolik". Walka z Ruizem zamiast Meyną
Dwa dni później na koncie Każyszki w mediach społecznościowych pojawił się oficjalny stempel. "Meyna vs Knyba. Kapeo Rocky Boxing Night 3.10.2026 Koszalin. My zawsze dotrzymujemy słowa" - napisał promotor.
Tymczasem kilka dni temu gruchnęła sensacyjna wiadomość. Dziennikarz Mike Coppinger przekazał, że toczą się rozmowy w kwestii doprowadzenia do walki Damiana Knyby z byłym mistrzem świata Andym Ruizem jr (35-2-1, 22 KO). Co więcej, pracownik "The Ring" dodał także istotny szczegół, anonsując pojedynek na 4 września w Newarku.
W ostatnich dniach musiało być bardzo gorąco za kulisami, aż w niedzielę Knyba za pośrednictwem "Kanału Sportowego" obwieścił, że jego rywalem rzeczywiście będzie 36-letni Amerykanin.
Z uwagi na różnicę czasu, dziennikarz Interii w niedzielę wieczorem kontaktował się z reprezentantami Knyby, czyli menedżerem Łukaszem Kownackim i doradcą Erykiem Rachwałem - obaj nie podnosili słuchawki. Frustracja musi aż wylewać się z Bogu ducha winnego Kacpra Meyny, mistrza Polski w wadze ciężkiej, który nagle został na lodzie. Nigdy nie zdarzyło się, aby nie odebrał telefonu lub sam nie oddzwonił, tymczasem od wczoraj kontakt z nim jest utrudniony. Słuchawki nie podnosi także promotor Każyszka.
Dzisiaj czoła sytuacji stawił 30-letni Knyba, niedawny pretendent do tymczasowego pasa mistrza świata, pokonany przez obecnie jednego z najgroźniejszych pięściarzy świata Agita Kabayela.
Sensacyjne doniesienia ws. Kliczki po wizycie w Polsce. Poruszenie w Ukrainie
Polski olbrzym przede wszystkim zdaje sobie sprawę, w jakim położeniu wolta jego obozu stawia Meynę. A przypomnijmy, że Knyba już podpisał kontrakt na walkę z rodakiem. Co więcej, przy obecnej kondycji polskiego boksu zawodowego miał zagwarantowane zarobienie fortuny, konkretnie 275 tysięcy złotych.
- W ostatnich godzinach nic się nie zmieniło i wydarzenia zmierzają w tym kierunku, że zaboksuję z Ruizem. Wszystko jest już ustalone - zapewnił Knyba i zdradził, że nie odebrał żadnych połączeń od Meyny, ani Każyszki.
Knyba potwierdził, że najbardziej poszkodowany, a w gruncie rzeczy wykiwany, ma prawo poczuć się jego kolega po fachu.
- Kacper zdecydowanie tak. Tylko z drugiej strony wszystko wyszło też przez to, że Krystian Każyszka ciągle trzymał nas w niepewności. Ja podpisałem kontrakt, a oni tego nie zrobili, tylko cały czas czekali, nie wiadomo na co. Nie wiem, czy próbował trzymać nas w niepewności, ale to trwało przez bardzo długi czas, jakoś przez 3-4 tygodnie. Więc nie wiedzieliśmy, czy on do nas podchodzi poważnie czy nie, czy chce zastosować jakieś gierki, a może chce doprowadzić do walki z kimś innym, a nas w razie co mieć w kontrakcie. My na takie coś nie zgadzaliśmy się i przede wszystkim to był problem - przedstawia swoją wersję podopieczny trenera Piotra Wilczewskiego.
- W międzyczasie dostaliśmy ofertę na walkę z Ruizem. A nie będąc pewnymi walki z Meyną, jako że kontrakt jeszcze nie był obustronnie podpisany, stwierdziliśmy, że warto tę opcję brać, bo to dla mnie duża szansa. Krystian, jak tylko usłyszał o walce z Ruizem, od razu ogłosił pojedynek z Kacprem Meyną. Z jego strony to też trochę nieczysta zagrywka, więc sami sobie są trochę winni. Sam Kacper ma prawo poczuć się trochę skrzywdzony czy może wykiwany, bo on nie jest promotorem - kontynuował nasz znakomicie zbudowany pięściarz.
Z drugiej strony, słuchając Knyby, można dojść do wniosku, że również jego obóz mógł zachować się inaczej, gdyby nie zwietrzył szansy na zmianę oponenta na atrakcyjniejszego. Otóż w momencie, gdy otrzymali ofertę na walkę z Ruizem, mogli skontaktować się z Każyszką i postawić sprawę na ostrzu noża. Mówiąc, że na stole jest porządna umowa, więc oczekują pilnego podpisania kontraktu, by nie było żadnych wątpliwości co do walki z Meyną. A dopiero w chwili, gdyby na przykład w ciągu wyznaczonych 1-2 dni nie doszło do obustronnego parafowania kontraktu, obóz Knyby wybrałby walkę z Ruizem.
- Teoretycznie tak, ale ja tutaj jestem tylko zawodnikiem. Są ludzie nade mną, którzy tym wszystkim się zajmują. Przy czym oni robili trochę dziwne zagrywki, więc stało się tak, jak było dla mnie bardziej korzystnie - spuentował pięściarz rodem z Wudzyna.
Artur Gac, Interia














