Reklama

Reklama

Whyte kontra Rivas. Wilder wściekły po skandalu

Sobotnia walka Whyte kontra Rivas w Londynie, której stawką był tymczasowy pas WBC wagi ciężkiej i status obowiązkowego pretendenta, skończyła się skandalem dopingowym, na który ostro zareagował mistrz - Deontay Wilder (41-0-1, 40 KO). Amerykanin domaga się surowej kary dla Dilliana Whyte'a (26-1, 18 KO). Wilder opowiada również o swojej współpracy z agencją antydopingową VADA.

- Brzydzę się tymi koksiarzami. Przed chwilą straciliśmy Maksyma Dadaszewa, który przyjął za dużo ciosów (zmarł po walce - red.). Czego jeszcze potrzeba, żeby organizacje odpowiedzialne za tytuły mistrzowskie zaczęły karać oszustów? I to nie na sześć miesięcy. Przerwy między walkami tyle trwają, więc pół roku zawieszenia to żadna kara - powiedział Wilder.

- Próba przykrycia tej afery na trzy dni przed walką i to, że nie zawiadomiono Oscara Rivasa i WBC... To szaleństwo. Jeżeli próbka B potwierdzi pierwszy wynik, a tak jest niemal zawsze, to mamy do czynienia z recydywą. Oscar Rivas i jego promotorzy będą mogli wtedy złożyć potężny pozew sądowy, nie tylko przeciwko grupie Matchroom - dodał "Bronze Bomber".

Reklama

- Ja nie biorę niczego, co nie jest dopuszczone przez VADA. Jeżeli chcę czegoś użyć, kontaktuję się z szefową VADA, Margaret Goodman, żeby mieć pewność, czy jest to czyste - podsumował temat Amerykanin, którego w listopadzie czeka prawdopodobnie rewanżowe starcie z Luisem Ortizem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje