Reklama

Reklama

Wasilewski: Gołota to najbardziej emocjonujący polski bokser wszech czasów

- Pamiętam rozmowę z Klausem-Peterem Kohlem, na pewno największym promotorem w europejskim boksie ostatnich 25 lat, wychowawcą braci Kliczków i Darka Michalczewskiego. On powiedział: "gdybym ja był promotorem Gołoty, to on byłby mistrzem świata wagi ciężkiej przez 15 lat" - w rozmowie z Interią wspomina promotor bokserki Andrzej Wasilewski. Andrzej Gołota stoczy dziś, prawdopodobnie, swój ostatni ostatni pojedynek na gali "Fight Night 9: Gołota vs. Nicholson - Pożegnanie" w Częstochowie.

Mateusz Lubiński: - Jaką rolę w historii polskiego boksu pana zdaniem odegrał Andrzej Gołota?

Andrzej Wasilewski, promotor bokserski z KnockOut Promotions: - To jest bardzo trudne pytanie i bardzo złożona powinna być na nie odpowiedź. A mnie tez szczególnie trudno o tym mówić. Andrzej Gołota był wychowankiem mojego ojca, ja sam jestem wychowany w kulcie postaci Andrzeja, znam go od swojego siódmego roku życia. Mój stosunek do jego osoby jest więc bardzo emocjonalny.

- Na pewno Andrzej był wielkim talentem i zawodnikiem, który budził nieprawdopodobnie duże emocje. To jest w ogóle historia, która powinna się doczekać jakichś opracowań socjologicznych.

Reklama

- Ale z drugiej strony, to jest bokser, który wszystkie najważniejsze walki w swoim życiu przegrał i to niestety w sposób dla nikogo tak do końca niezrozumiały.

- Te dwie niesamowite walki z Riddickiem Bowe, które przeszły do historii światowego boksu, Andrzej przecież wygrywał, a obydwie przegrał przez dyskwalifikację. To jest historia zupełnie teatralna, wykraczająca poza kategorie sportowe.

- Na pewno Andrzej jest absolutnym fenomenem, jeśli chodzi o budzenie emocji. Pod tym względem jest numerem jeden pośród wszystkich polskich sportowców w sportach walki wszech czasów. To dla niego miliony ludzi w latach dziewięćdziesiątych budziły się w nocy. I za każdym razem wydawało się wszystkim, że tym razem wygra, że Andrzej wyjdzie na ring i zostanie mistrzem świata.

Dlaczego za każdym razem ostatecznie jednak przegrywał? Każdy Polak ma chyba teorię swoją na ten temat, a jaka jest pańska?

- Ponieważ znam go osobiście, znam jego zachowania, różne sytuacje z czasów, gdy był nastolatkiem, bardzo młodym człowiekiem jeszcze, no to z całą pewnością nie uchylę jakiegoś rąbka tajemnicy, jak powiem, że Andrzej był zawodnikiem, który potrzebował szczególnego wsparcia, całego teamu koło siebie zbudowanego, sztabu ludzi, do których miałby zaufanie. Tego nigdy nie miał.

- Ja pamiętam rozmowę z Klausem-Peterem Kohlem, na pewno największym promotorem w europejskim boksie ostatnich 25 lat, wychowawcą braci Kliczków i Darka Michalczewskiego oraz wielu innych zawodników. On powiedział: "gdybym ja był promotorem Gołoty, to on byłby mistrzem świata wagi ciężkiej przez 15 lat". To są jego słowa.

- Klaus-Peter Kohl, w przeciwieństwie do teamów, które miał Gołota w przeciągu swojej kariery przy sobie, zawsze organizował wszystko perfekcyjnie. W grupie Universum z Hamburga zawsze był przy zawodniku wspaniały psycholog sportowy; wspaniały masażysta, który był nie tylko masażystą, ale powiernikiem zawodników. Był wspaniały trener przede wszystkim Fritz Sdunek z doborowym sztabem szkoleniowym jeszcze z czasów byłego NRD.

Gołota tego nie miał?

- Jak się sprawdzi, kto trenował Andrzeja Gołotę w USA, to byli panowie, którzy choć oczywiście kochali boks itd., to byli w porównaniu ze Sdunkiem amatorami. Z całym szacunkiem do Rogera Bloodwortha, który teraz trenuje Adamka; do Ala Certo, który pchał Gołotę do walki z Tysonem; z całym szacunkiem do Sama Colonny, który teraz trenuje Andrzeja Fonfarę, a na co dzień prowadzi firmę dostarczającą gazety, boksem zajmuje się po godzinach.

- Poziom profesjonalizmu, którzy reprezentowali ludzie w otoczeniu Gołoty, zawsze daleki był od światowego topu. A Gołota był diamentem, ale diamentem, który wymagał specjalnego traktowania, sztabu ludzi. Tymczasem miał ten sztab zawsze bardzo skromny, amatorski.

- Jak pan zapyta Andrzeja Gołotę o odnowę biologiczną, o obozy przygotowawcze, to polegało to na tym, że brał rower i jeździł na tym rowerze.

- To nie jest Andrzeja wina. To promotorzy wokół niego zawsze tak organizowali.

- Zawsze miał na przykład słabych sparingpartnerów, bo musiał za nich płacić, więc oszczędzał. Jak Gołota odnosił kontuzje, to szedł do Leszka Samitowskiego, znakomitego karateki swoją drogą, który miał mu przekazywać dobrą energię. Tak się dzisiaj w profesjonalnym boksie nie działa.

- Na najwyższym poziomie światowym trzeba mieć dobrze zorganizowaną grupę specjalistów, a Andrzejowi zawsze tego brakowało.

Są obecnie w polskim boksie następcy Andrzeja Gołoty?

- Umówmy się, że Gołota znalazł następców i są zawodnicy, którzy przebili jego osiągnięcia. Dariusz Michalczewski, Tomasz Adamek i Krzysztof Włodarczyk w boksie zawodowym zaszli dalej i znacznie dalej. Natomiast czy są młodzi chłopcy w wieku 18-19 lat, którzy mogliby mieć przed sobą podobną karierę, to takich za dużo nie widzimy. Andrzej Gołota był absolutnie wielkim talentem.

- Tomasz Adamek boksował na stadionie mieszczącym 40 tysięcy osób z Witalijem Kliczko. Przegrał walkę sromotnie, ale walczył. A Andrzej na wielkiej gali, to boksował tylko raz z Lennoxem Lewisem, 95 sekund. I to była hala na 10 tysięcy osób.

- Moim zdaniem, z całą pewnością największą walkę w historii polskiego boksu stoczył Tomasz Adamek na stadionie we Wrocławiu. I żadna inna impreza bokserska się nie zbliżyła do tego. Ale to Andrzej rozbudził marzenia polskich kibiców i to jest jego miejsce w historii, tego nikt mu nie odbierze.

Rozmawiał

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama