Reklama

Reklama

Wach o walce z Kliczką: Nie dam ciała

Za nami drugie spotkanie Władimira Kliczki z Mariuszem Wachem. Bohaterowie zaplanowanej na 10 listopada walki o bogatą kolekcję mistrzowskich pasów Ukraińca spotkali się z przedstawicielami mediów w warszawskim Sheratonie.

- Dzień dobry państwu - przywitał się niezłą polszczyzną Władimir. Znajomość polskiego nie jest w jego przypadku zaskoczeniem. Młodszy z braci Kliczko przed laty mieszkał w stolicy naszego kraju. - Mam stąd wiele ciepłych wspomnień. Walczyłem w Gwardii Warszawa jako amator i nie przegrałem tutaj ani jednej walki! Cieszę się, że znów tutaj jestem - podkreślił mistrz świata kilku prestiżowych federacji.

 Kliczko będzie zdecydowanym faworytem walki z "Wikingiem", ale nie ma zamiaru lekceważyć naszego pięściarza. - On jest ode mnie wyższy, cięższy. To dla mnie nowa sytuacja. Na pewno nie będzie łatwo wygrać. Trudno też będzie o znalezienie odpowiednich sparingpartnerów o takich gabarytach, bo nie ma ich zbyt wielu - dodał Władimir.

Reklama

Adamek i Sosnowski byli za mali

Będzie to już trzecia konfrontacja polskiego boksera z jednym z ukraińskich braci. Poprzednio o należący do Witalija pas WBC walczyli Albert Sosnowski i Tomasz Adamek, ale bez powodzenia. - Gwarantuje, że nie dam ciała. Postaram się napsuć Kliczce trochę krwi. Ja w tej walce nic nie tracę, będę w ringu pewny siebie, to mój atut - zaznaczył Wach.

- Walka z Adamkiem była dla Witalija wyzwaniem, ale pamiętajcie, że to bokser z wagi junior ciężkiej. Sosnowski też był od niego znacznie mniejszy. Ja mam przed sobą większego, cięższego rywala, który ma sporo atutów po swojej stronie. Pytacie, czy znajdę motywację do walki? Popatrzcie na Mariusza, chcielibyście go spotkać w ciemnej ulicy? - zwrócił uwagę aktualny mistrz świata.

Braciom Kliczko zarzuca się często, że walczą z mało znanymi rywalami. Podobnie sytuacja ma się z "Wikingiem", który jest wysoko w rankingach, ale nie walczył z nikim ze światowej czołówki wagi ciężkiej. - To samo można było powiedzieć o Witaliju i Władimirze przed ich walkami o tytuł. Też nie mieli uznanych nazwisk na rozkładzie - wyjaśnił menedżer Ukraińców, Bernd Boente.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama