Usyk zdumiewa, "wraca" Szpilka i Wilder. Niesłychana decyzja Ukraińca
Ołeksandr Usyk nie dokonał kolejnego zwrotu akcji, lecz swoją obecnością na trwającej w Tajlandii konwencji WBC potwierdził, że wciąż nie zamierza schodzić z ringu w glorii wielkiego mistrza wagi ciężkiej. Zaskoczyło jednak co innego, a mianowicie ogłoszenie Ukraińca, tyczące się jego najbliższego rywala, który jest pierwszym wyborem giganta tego sportu. W ten sposób "wraca" Artur Szpilka, który już blisko 10 lat temu przyjął gigantyczne wyzwanie, dzieląc ring z bombardierem Deontayem Wilderem.

Po ostatniej bitwie Ołeksandra Usyka, po której powtórnie na jego ciele zawisły wszystkie mistrzowskie pasy wagi ciężkiej, a on sam rozsiadł się na tronie o nazwie "niekwestionowany", przez chwilę istniały wątpliwości, jakie będą losy 38-letniego giganta boksu zawodowego.
Ołeksandr Usyk wskazał faworyta na rywala. Deontay Wilder wyzwany
Chwilę wcześniej bowiem Ukrainiec dał do zrozumienia, że nadciąga jego zmierzch. Jednak to między innymi praca z polskim naukowcem, dr Jakubem Chyckim sprawiła, że Usyk dostrzegł w swoim ciele jeszcze trochę rezerw. A nowe bodźce treningowe pozwoliły mu utrzymać poziom treningowego reżimu, który robił wrażenie na samym pracowniku AWF Katowice, o czym ten opowiadał w poniższej rozmowie z Interią.
W stolicy Tajlandii, Bangkoku, trwa konwencja jednej z czterech najbardziej prestiżowych federacji w boksie zawodowym, WBC, na której obecni są także Polacy: Michał Cieślak, Krzysztof Diablo Włodarczyk (obaj w pozycji tymczasowych mistrzów świata), a także szef grupy Andrzej Wasilewski i wiceprezes Jacek Szelągowski. Obecność w tym miejscu Ukraińca jest jasnym dowodem, że Usyk także bierze sprawy w swoje ręce.
Niedawną decyzją, zresztą drugą taką w karierze, arcymistrz boksu przestał być niekwestionowanym czempionem, rezygnując z mistrzowskiego pasa WBO. Zrobił to, ponieważ nie kwapił się, aby w najbliższym pojedynku skrzyżować rękawice z Fabio Wardleyem. W tej sytuacji to Anglik, którego kariera jest wprost zdumiewająca (pokonał Josepha Parkera), stał się pełnoprawnym czempionem tej organizacji. W ostatnich godzinach Usyk jednak dał do zrozumienia, że chciałby po raz trzeci zgromadzić wszystkie trofea. - Wiele osób mi mówi, że już nie jestem bezdyskusyjnym mistrzem. Okay, to tymczasowe - zapowiedział.
Równie ważne było to, że Ukrainiec wskazał pięściarza, który jest jego wyborem numer jeden, jeśli chodzi o najbliższy pojedynek. I wymienił doskonale znanego w Polsce Deontaya Wildera. To wszystko za sprawą Artura Szpilki, który w styczniu 2016 roku zmierzył się z dochodzącym do swojej szczytowej formy Amerykaninem. I, do momentu ciężkiego nokautu, dawał równą walkę, a później niespodziewanie stwierdził, że "Bombardier z Alabamy" wcale nie bije aż tak mocno.
Wildera na szczyt popularności wyniosła trylogia, stoczona z Tysonem Furym, która była znakomitymi spektaklami. Jednak obecnie dysponujący potężnym ciosem Amerykanin, którego boje z "Królem Cyganów" kosztowały wiele zdrowia, jest już daleko poza swoją najlepszą formą. W tym kontekście wybór Usyka może dziwić.
- Będę dalej walczył w przyszłym roku. Chcę pojedynku z Deontayem Wilderem. Myślę, że to będzie interesujące. Wilder to były mistrz świata, bardzo znany i silny facet. Jeden z największych zawodników wagi ciężkiej ostatnich 10 lat. Rozmawiałem z moim zespołem i powiedziałem, że jest pierwszym wyborem - ujawnił Usyk w rozmowie z Boxing King Media.
Do konfrontacji z Ukraińcem pali się także reprezentant Niemiec Agit Kabayel, którego najbliższym rywalem już 10 stycznia będzie obecnie najwyżej notowany polski "ciężki", Damian Knyba.













