Usyk z zakazem od Kliczki. Zaskakujące doniesienia, ukraiński bokser ujawnia
Ołeksandr Usyk w ostatnich dniach wybrał się do Tajlandii, gdzie w stołecznym Bangkoku był jedną z gwiazd corocznej konwencji federacji WBC, jednej z czterech uznawanych za najbardziej prestiżowe w boksie zawodowym. Czempion wagi ciężkiej w posiadanym dorobku ma właśnie złoto-zielone trofeum tej organizacji, a w Azji już zapewnił sobie przywilej, na którym najbardziej mu zależało. Przy okazji udzielił kilku wywiadów, opowiadając m.in. o wojnie w Ukrainie i posunięciu mera Kijowa Witalija Kliczki.

Gdy pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę rozpoczęła się dokładnie 24 lutego 2022 roku, Ołeksandr Usyk przebywał wówczas w Anglii. Był pięć miesięcy po pierwszym, hitowym starciu z Anthonym Joshuą. Absolutnie szczególnym, bowiem zdetronizował giganta na jego terenie, wtedy urzędującego mistrza i rozsiadł się na tronie wagi ciężkiej z trzema mistrzowskimi pasami.
Ołeksandr Usyk ujawnia, dlaczego nie poszedł walczyć na front
W momencie, gdy zbrodniarz Władimir Putin ogłosił, że podjął decyzję o rozpoczęciu "specjalnej operacji wojskowej" we wschodniej Ukrainie, Usyk nie mógł jeszcze myśleć, że 20 sierpnia 2022 roku stoczy rewanż z Joshuą, przetrącając karierę mistrza olimpijskiego z Londynu. A samemu udowadniając, że po kategorii junior ciężkiej, również w dywizji królewskiej nadeszła era ukraińskiego arcymistrza. Przystemplowana w kolejnych latach dwukrotnym wywalczeniem wszystkich mistrzowskich pasów i podwójnym statusem "undisputed".
Gdy rozpoczął się ostrzał rakietowy ukraińskich baz lotniczych i infrastruktury wojskowej, a następnie ruszył szturm wojsk lądowych, Usyk miał w głowie zupełnie co innego. Pragnął jak najszybciej przedostać się do ojczyzny, ruszając w podróż w dniu wybuchu wojny i przez Polskę dotarł do Kijowa. To wtedy po raz pierwszy można było zobaczyć Usyka nie z rękawicami bokserskimi na dłoniach, ale trzymającego w rękach karabin maszynowy. Od tego momentu, przez kilka tygodni, niepokonany pięściarz służył w jednej z jednostek obrony terytorialnej.
Dopiero po przeszło miesiącu, pod koniec marca, Ukrainiec opuścił swój kraj, rozpoczynając przygotowania do rzeczonego rewanżu z Joshuą. Jak jednak w lipcu 2022 roku przekonywał w rozmowie z przegladsportowy.onet.pl jego ówczesny i wieloletni promotor Ołeksandr Krasjuk, ukochany sport przestał być pierwszym wyborem.
- Bardzo długo nie chciał tego zrobić (opuścić terytorium Ukrainy - przyp.). Uważał, że jego obywatelskim obowiązkiem jest obrona kraju. I powiem szczerze: przyszło nam dołożyć wielu starań, aby go przekonać. To była praca zespołowa. Opowiadałem już o wojskowych, których spotykał i o tym, co mu mówili. Usyk sam nigdy nie zgodziłby się na wyjazd. Zwróciliśmy się do ministra sportu, a ten, z tego co wiem, rozmawiał z premierem i prezydentem. Wszyscy jednoznacznie opowiedzieli się za koniecznością uczestnictwa Usyka w tym pojedynku. Wydano też specjalne pozwolenie na przekroczenie granicy. Wyjechał z kraju pod koniec marca, przez Węgry dojechał do Czech. A już w pierwszej części kwietnia zaczął obóz treningowy w Dubaju - opowiadał jego rodak.
Teraz Usyk wrócił do tej historii, co nie umknęło uwadze ukraińskich mediów (po północy materiał opublikował sport.ua), a źródłowy tekst znalazł się na portalu boxingscene.com. Przyznał, że trudno mu uwolnić myśli od tego, co dzieje się w jego ojczyźnie, ale jednocześnie zrozumiał, ile nadziei i siły wlewa w serca obrońców Ukrainy swoimi wielkimi zwycięstwami. On, który nigdy nie był prawdziwym "ciężkim", a rozprawiał się już z takimi gigantami, jak Joshua i Fury. To idealna alegoria do tego, jak "mała" Ukraina z pomocą Stanów Zjednoczonych i Europy postawiła się śniącej o odbudowaniu potęgi Federacji Rosyjskiej.
- Jeśli przestanę pracować i będę się emocjonował, to mnie zabije. To trudne, bardzo trudne. Nie ma tu moich dwóch córek, żony, mamy, wielu przyjaciół i tylu ludzi, którzy są w Kijowie. A ja jestem tutaj, pracuję. Jednak wierzę w Jezusa Chrystusa i wiem, że pomógł mi pomóc mojej rodzinie, Ukrainie i całemu światu. To nasza droga do uzyskania niepodległości - powiedział Usyk.
Usyk cytuje słowa Witalija Kliczki. Mer Kijowa "ustawił" rodaka
Przy tej okazji przypomniał bardzo wymowną historię, która potwierdza słowa Krasjuka i jest zbieżna z tym, czego obecnie jesteśmy świadkami. Do ważnej rozgrywki, o sportową przyszłość Usyka, wkroczył Witalij Kliczki, mer Kijowa, a wcześniej wielki poprzednik swojego rodaka w boksie zawodowym. Jeden z najlepszych pięściarzy w historii tego sportu. To właśnie "Doktor Żelazna Pięść" był jednym z tych, którzy ukierunkowali myślenie Usyka na potrzebę odnoszenia zwycięstw także poprzez sport.
Kiedy wybuchła wojna, Witalij powiedział mi: "Hej, bracie, idź na trening. Musisz boksować i musisz wygrywać, bo naród ukraiński potrzebuje emocji” - powiedział Ukrainiec, lecz początkowo z jego ust padło "nie". Bardziej chciał stanąć do obrony Ukrainy, chwytając za broń.
Reakcja Kliczki była jednak nieustępliwa.
- Nie. Musisz iść do swojej pracy - rozstrzygnął mer Kijowa.
Z tą opowieścią w pełni korespondują słowa Usyka, które wypowiedział też wcześniej, gdy swoje mistrzostwo już umacniał na szczycie kategorii ciężkiej. Z kompletem pasów mistrza świata na biodrach, sformułował następujące przekaz:
- Dla mnie walka jest ważna. Zdobycie czterech pasów jest ważne. Bycie niekwestionowanym mistrzem jest ważne. Ale, co ważniejsze, chodzi o to, aby dać te emocje i poczucie radości mojemu ukraińskiemu narodowi. Moim ukraińskim przyjaciołom, moim ukraińskim żołnierzom. To okazja, aby podzielić się z nimi pozytywną energią i chcę to zrobić.













