Usyk przyjechał do Polski i ogłosił niebywałą nowinę. Wieść na cały świat
- Dla nas to duża okazja, w sensie naukowym. Bowiem mamy możliwość badań sportowców, którzy są z najwyższej półki. Jest to historia, co dla mnie także bardzo ważne, która krótko mówiąc rozejdzie się po całym świecie - mówi w rozmowie z Interią prof. dr hab. n. med. Andrzej Małecki. Rektor Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach opowiada o znaczeniu podpisanej umowy o współpracy uczelni z firmą Ołeksandra Usyka, obecnie największej postaci boksu zawodowego na świecie.

Artur Gac, Interia: "Aby osiągnąć wielkie cele, liczy się każdy szczegół: nauka, dyscyplina, codzienny wysiłek, praca zespołowa i wiele więcej. Wciąż pracujemy, stawiamy sobie wyzwania i rośniemy w siłę razem z AWF Katowice. A to dopiero początek" - obwieścił Ołeksandr Usyk, który ramię w ramię z panem ogłosił podpisanie umowy o współpracę. Co to za historia, która właśnie się napisała?
Prof. dr hab. n. med. Andrzej Małecki, rektor AWF Katowice: Generalnie rzecz biorąc jest to rozwinięcie tego, co robiliśmy już do tej pory. A teraz niejako podsumowanie tego wszystkiego w sposób formalny, a z drugiej strony formalne umocowanie naszej współpracy.
Usyk od czasu pierwszej walki z Tysonem Furym bardzo ściśle współpracuje z dr Jakubem Chyckim, czyli pracownikiem naukowym katowickiej AWF, przez co wiele badań Ukraińca było i jest wykonywanych na aparaturze w waszej uczelni. To jest główny przyczynek, by nadać oficjalne ramy waszej współpracy z należącą do Usyka firmą i grupą Ready to Fight?
- Dokładnie tak jest. W związku z tym to współpraca tak naprawdę międzynarodowa. Jedną stroną medalu jest poprawa wyników, a drugą - co szczególnie ważne dla mnie - jest służenie ochronie zdrowia głów zawodników na każdym etapie rozwoju kariery. W sporcie, który jakby nie było, jest sportem niebezpiecznym. Czasami ludzie zapominają, że urazy mogą być bardzo poważne. A nawet jeśli od razu nie są poważne, to skutki mogą się kumulować.
Skoro mówimy o współpracy z firmą Usyka, to mówimy tylko o takich zawodnikach, jak Anthony Joshua, który dołączył do teamu Ukraińca oraz innych z nim związanych i z wyższej półki?
- Pewnie tak. Ale to jest także dla nas duża okazja, w sensie naukowym. Bowiem mamy możliwość badań sportowców, którzy są z najwyższej półki. Jest to historia, co dla mnie także bardzo ważne, która krótko mówiąc rozejdzie się po całym świecie. Mamy bowiem zamiar też jak najwięcej publikować wyników badań i swoich doświadczeń, nie w sensie naukowym, które zdobywamy badając różnych zawodników. I to jest ta największa korzyść dla uczelni, czyli właśnie wartość naukowa, a więc możliwość pokazania wpływu na rzeczywistość.
Na czym dzisiaj polega przewaga katowickiej AWF? Czy na przykład macie jakieś wyjątkowe aparatury, które służą takim badaniom, czy bardziej chodzi o metodologię?
- Wszystko tak naprawdę ma znaczenie. Mamy aparaturę, a właściwie całe zestawy. One też są w innych miejscach, tylko nie zawsze wszyscy w danym kierunku z nich korzystają. Plus doświadczenie ludzi, którzy potrafią je wykorzystać, czyli przy ich pomocy optymalnie badać, co jest bardzo ważne. I do tego jeszcze dochodzą elementy, wychodzące poza typowe badania funkcjonalne czy fizjologiczne, a mam tu na myśli badania biochemiczne i molekularne. I to właśnie ma aspekt bardziej naukowy, który ma służyć zdrowiu sportowców. Jako że wszystko to wiążemy razem, tworzymy całościową wartość i... Nie chcę powiedzieć, że wyjątkowość, ale tak to chyba trzeba określić. Tutaj nie warto być skromnym (uśmiech).
A jeśli chodzi o kadrę, czyli pracowników zdolnych na tym polu pracować, rozumiem że to nie tylko Jakub?
- Oczywiście, to większa grupa. Jakub jest jakby liderem grupy, która zajmuje się zwłaszcza rzeczami związanymi z treningiem, ale też niektórymi polami badań. Natomiast oprócz tego mamy też zaangażowanych ludzi z jego kręgu, czyli studentów z koła naukowego oraz osoby z zakładu i katedry, gdzie pracuje. A do tego biochemików, badaczy biologii molekularnej czy biotechnologów, którzy pracują w Instytucie Fizjoterapii i Nauk o Zdrowiu. W tym ostatnim wykonywana jest część badań, zwłaszcza nad barierą krew-mózg, w aspekcie na przykład urazów czy potencjalnych urazów i ich zagrożenia. Udało nam się stworzyć tak naprawdę interdyscyplinarny team. To nie jest tak, że robi to jedna osoba, tylko grupa ludzi z różnym doświadczeniem i umiejętnościami, co znacznie rozszerza to, co można by było próbować robić w pojedynkę.
Osoby z otoczenia Usyka podkreślają, że od momentu nawiązania ścisłej współpracy, celem jest - mówiąc językiem mniej naukowym - odmłodzenie Usyka oraz maksymalne wydłużenie jego kariery, przy zachowaniu tych wszystkich zdolności i unikalności, które składają się na postać wielkiego mistrza wagi ciężkiej.
- No tak.
Powiedzielibyśmy, znów mniej naukowo, że to próba stworzenia trochę nadczłowieka i cyborga, czyli sportowca niemal idealnego?
- W pewnym sensie tak, przy wykorzystaniu jego unikalnych umiejętności. I dania mu możliwości, by w zdrowiu mógł funkcjonować oraz był zdolny do wykorzystania pełni potencjału, który pewnie jeszcze w nim drzemie. A przynajmniej do maksymalnego wykorzystania wszystkich walorów, które posiada.
Wokół tej historii nie zbudowaliście dużej konferencji prasowej.
- Doszło tylko do krótkiego spotkania. Jakieś pytania padały, ale chyba tylko ze strony naszych pracowników. Mediów nie było, bo to spotkanie odbyło się tak naprawdę w biegu. Oni szli zaraz na badania, więc nie mogliśmy przedłużać tego, bo w gotowości już czekał cały team. Zresztą poniedziałek mieli szczelny wypełniony.
Jakieś słowa Usyka szczególnie zapadły panu w pamięci?
- Chyba nie. Choć patrząc na niego, widziałem go szczęśliwego i zadowolonego. Rozmowy z nim oraz Joshuą były krótkie, ale bardzo serdeczne. A właśnie, miał jeszcze króciutkie spotkanie z bardzo młodymi pięściarzami z klubu Kleofas Katowice.
Czy jest pomysł, by w bardziej długofalowej wizji jeszcze mocniej zacieśnić tę współpracę? Słyszał pan, by Usyk planował w Katowicach lub w Polsce otworzyć swoją salę treningową?
- Szczerze mówiąc, tego akurat nie wiem. To, co dla nas jest ważne, to chcemy na AWF-ie bardzo intensywnie pracować z firmą Usyka, łącząc to ze współpracą z innymi ośrodkami. Również ze Stanów Zjednoczonych, czyli z uniwersytetem na przykład w Miami.
A jaki jest próg kwalifikalności? Taki program lub badania będą możliwe też dla sportowca z innej dyscypliny, który trafi na naszą rozmowę?
- To nie jest pytanie do mnie, ponieważ my nie prowadzimy niczego na kształt naboru. Może kiedyś tak będzie, ale na ten moment wszystko idzie poprzez Kubę Chyckiego. To znaczy są to sportowcy bardzo, bardzo dobrzy. Równolegle prowadzimy też różne inne badania, wówczas na ochotnikach, naszych sportowcach i studentach, które możemy wiązać. Pewnie będziemy to robić szerzej, ale na ten moment nie jest tak, by komercyjnie ktoś się zgłaszał. Być może takie plany ma Kuba.
Czy posiadacie już wymierne dowody i przykłady na to, że tego typu badania i cała uruchomiona machineria powstrzymała konkretnego pięściarza, by dłużej nie walczył, bo jeszcze jeden mocny cios na głowę mógłby wywołać katastrofalny skutek?
- Tego nie da się tak stwierdzić i powiedzieć. Oczywiście obserwując osoby, które podlegają pewnym zasadom ochrony, wówczas można je porównać z grupą, która takich zasad nie stosuje. Jednak nie są to bardzo czyste porównania, bo każdy z nas na swój sposób jest unikalny. Niezwykle trudno w ten sposób, jak pan pyta, udowodnić coś "na twardo". Natomiast obserwacja tzw. do przodu przez dłuższy czas może mieć znaczenie, podobnie jak ta wsteczna, jeśli wiemy, że za danym sportowcem jest dany uraz. I wiążemy to na przykład z liczbą uderzeń, zderzeń, nokdaunów i nokautów. Ponieważ tego typu obserwacje i badania zaczęły się relatywnie niedawno, liczba informacji rośnie. Jeden z badaczy z Wysp Brytyjskich wykonał świetną pracę na temat uszkodzenia bariery krew-mózg po ciosach, ale także urazów różnego rodzaju. Także tych u piłkarzy, wywołanych przez główkowanie piłki, co nie jest dobrym pomysłem, zwłaszcza dla dzieciaków. Natomiast empiria na szeroką skalę, oprócz boksu, zaczęła się od urazowości w futbolu amerykańskim.
Niedawno Usyk zza konferencyjnego stołu, tuż po mistrzowskiej walce, dziękował Chyckiemu. Niewykluczone, że wkrótce w takich okolicznościach na cały świat rozejdzie się wieść o AWF Katowice.
- To oczywiście byłoby bardzo miłe. Może tak będzie, co dla nas także będzie ważne.
Rozmawiał Artur Gac
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl













